| Czerwona Saga - Rozdział II - Świadomość Powtarzalna. |
| blogi - Artur |
|
Przedstawiam kolejny „tomik” z serii Czerwona Saga. Żywię nadzieję, że i ta część przypadnie wam do gustu. Jest to rozdział II, więc proszę o zapoznanie się z poprzednimi częściami Czerwonej Sagi, bo nie skumacie o co chodzi
Miłej lektury: [ABY PRZECZYTAĆ CAŁY ARTYKUŁ KLIKNIJ W TYTUŁ] Rozdział II – Świadomość powtarzalna.
Świt. Powolnie wznosząca się gwiazda rozpościerała swój promienisty płaszcz na twarz Snito. Ocknął się na zielonej polanie, a błękitne niebo spowite kilkoma chmurkami dawało wrażenie podziurawionego sera z Anarax. Miał dziwne wrażenie, że miał zrobić coś ważnego, ale nie mógł sobie przypomnieć czym była ta istotna sprawa. Wstał czując pulsujący ból w lewej nodze. Spojrzał na swoje ciało... - Co jest!? – wykrzyknął. Całe jego ciało, a raczej jego maszyna, którą prowadził biła w oczy czerwoną poświatą. Nie wyglądała tak jak przedtem, stalowa konstrukcja z umiejscowieniem kabiny pilota, gdzie teraz miał głowę, z ochroną tarczą, gdzie teraz znajdowały się jego barki i ramiona, a ładownie pocisków wraz z trybem walki wręcz, odczuwał jako ręce i dłonie. Coś mu jednak nie pasowało. Jakim cudem odczuwa ból w nodze? - Skąd to do licha się wzięło?! – teraz to dostrzegł. Dolne krawędzie jego zmechanizowanego ciała, były połączone z jeszcze bardziej bijącą czerwienią. Miał nogi, ale to z pewnością nie były ludzkie nogi, a tym bardziej mechaniczne. Organiczne kończyny, które tylko kształtem mogłyby przypominać ludzkie, miały inny kolor, a silne umięśnienie wskazywało na to, że był to wcześniej jakiś inny organizm. - A więc to jakiś rodzaj połączenia mechaniczno-biologicznego. – powiedział pod nosem Asagard. – Dziwne... naprawdę dziwne. Snito zaczął gorączkowo myśleć, starając się przypomnieć kilka ostatnich dni. Pamiętał jak stracił przytomność tuż po wydostaniu się z karceru. Swobodnie mógł odtworzyć nawet najdrobniejszy szczegół z ceremonii zakończenia. Przypominał sobie kolejne wydarzenia, aż doszedł do momentu wylotu na pierwszą misję zwiadowczą, w technoidzie, który teraz stał się jego ciałem. Jego pierwszą misją był zwiad na odległości 13 lat świetlnych od Statku Matki, na którym podróżował jego oddział Quash 3 i kilka grupek cywili. Miał dolecieć do archipelagu Tiso, w którym znajdowały się gwiazdy o skróconym żywocie. Aha! Więc to tak się stało. Podczas tego parszywego zwiadu natknąłem się na czwórkę Tantów, a ja miałem tylko ten technoid. Najwyraźniej musieli mnie zestrzelić, bo w walce wręcz dałbym im radę, nawet w tej maszynie. Zapewne spadłem na tą planetę, a wchodząc w atmosferę, rozgrzana stal musiała przybrać odcień czerwieni, ale dlaczego czerwień nie zniknęła. Zapewne to przez ten organizm. Ciekawe co się stało z moim poprzednim fizycznym wcieleniem? To dziwne stworzenie przyczepione do technoida, teraz do mojego ciała, zdaje się być uzależnionym ode mnie i mojej woli. – rozmyślał Snito, spoglądając na swoje nowe ciało. Asagard poruszył ręką. Jego górna kończyna po woli podniosła się na wysokość ramion. Snito był pewien, że to on wydaje rozkazy, odczuwał impulsy przewodzące informacje z mózgu do ręki i odwrotnie. Dobra, teraz spróbujmy czegoś więcej. – pomyślał i bez większego zastanowienia uniósł do góry nogę, uginając ją w kolanie. Dopiero teraz się zorientował, że odczuwa nacisk grawitacji. Noga posłusznie się uniosła, a poczerwieniałe ciało chłopaka zaczęło bardziej pulsować. Postawił nogę z powrotem. Wziął głęboki oddech i wykonał pierwszy krok. Jego dolna kończyna z lekkim oporem wykonała polecenie, jednak każde kolejne przychodziło mu łatwiej. Doszedł do wzgórza, które wydawało mu się bliżej niż przewidział. Wdrapał się bez większych problemów na górę i rozejrzał się po widnokręgu. Większość planety spowijały gęste zielone lasy. Drzewa rosły wysoko, ale chłopak mógł dostrzec stworzenia żyjące w tym środowisku. Trawa sterczała na niewielkich polanach, a łąki pokryte były nierównomiernie rozsianymi kwiatami. - Pełnia natury. – mruknął Snito. – Muszę wybudować jakieś schro... – urwał nagle, przyglądając się, oddalonej o jakieś 10 kilometrów, istocie. Był to jeden z tych organizmów, który przyczepił się do technoidu Asagarda. – Muszę mu się przyjrzeć. |