'Dorosłość jak początek umierania', 0.0 out of 5 based on 0 rating
'Dorosłość jak początek umierania'
( 0 Votes )
blogi - caffeine

Drugi tydzień spędzony w domu spowodował, że zaczęłam spędzać więcej czasu przed telewizorem. Byłam zbyt słaba na czytanie książki, z powodu bólu głowy nie umiałam się skupić na nauce, surfowanie po Internecie męczyło mnie. Oglądanie telewizji nie wymagało ode mnie najmniejszego wysiłku, nie musiałam nawet poświęcać zbyt dużo uwagi oglądanym programom, więc ten sposób rozrywki był najodpowiedniejszy. Siedziałam tak, niczym zombie, przykryta trzema kocami, z kubkiem ciepłej herbaty w dłoniach, bezmyślnie gapiąc się w ekran telewizora. Moją uwagę przyciągnął program dokumentalny o Ravensbrück, który obejrzałam z dużym zainteresowaniem.

 

 

Ravensbrück był obozem koncentracyjnym przeznaczony dla kobiet. Znajdował się w Niemczech. Nie chcę zbyt dużo pisać o samym obozie, gdyż temat tej notatki jest zupełnie inny. W każdym bądź razie, program składał się z 'suchych' informacji na temat obozu oraz z wypowiedzi kobiet, które przeżyły czas spędzony w obozie. Opowieści kobiet wyciskały łzy z oczu, ściskały serce, zatykały gardło. Trudno streścić wszystko, o czym mówiły. Jednak jedna z wypowiedzi zaintrygowała mnie i zapamiętałam ją z dużą dokładnością.

Na oko sześćdziesięcioletnia kobieta na pytanie: 'czy bała się pani śmierci?', odpowiedziała: ''Nie, nie bałam się, że umrę. Myślałam tylko: byle do jutra, byle przeżyć jeszcze jeden dzień. Nie bałam się śmierci... właściwie... codziennie każdy z nas po trochu umiera.' I właśnie to zdanie mnie zaintrygowało.

Moim zdaniem, ta wypowiedź w doskonały sposób przedstawia dojrzałość w sposobie myślenia kobiety oraz jej doświadczenie. W pełni się zgadzam z tą wypowiedzią. Każdego dnia ulatuje z nas odrobina życia, każdy przeżyty dzień sprawia, że powoli zbliżamy się do śmierci.

Jest jeszcze jedno zdanie, które kojarzy mi się z tym tematem. Chodzi mi o tytuł piosenki Hey, którym zatytułowałam tą notatkę: 'dorosłość jak początek umierania'. Według mnie nawet jeśli każdego dnia trochę umieramy, cały ten proces zaczyna się dopiero wtedy, kiedy dorośniemy. Dzieci mają w sobie tą specyficzną radość, nie znają granic, są wrażliwe, bardzo mało jest im potrzebne do szczęścia. Wraz ze wzrostem wieku ludzie robią się coraz bardziej nieczuli na cudzą krzywdę, coraz bardziej egoistycznie podchodzą do życia. Moim zdaniem właśnie wtedy zaczynają umierać. Umierają gdy zaczyna pojawiać się odpowiedzialność, kłopoty, obowiązki - czyli wtedy, gdy wkraczają w grono ludzi dorosłych. To wszystko wyniszcza, wykańcza. Odbiera beztroskę, którą tak świetnie widać u dzieci.

Zakładając, że zgadzam się ze stwierdzeniem 'codziennie każdy z nas po trochu umiera' myślę, że mogę również stwierdzić, iż świat z każdym dniem zmierza do upadku, do końca. Chcąc, nie chcąc - wszystko kiedyś się kończy.

Na koniec fragment piosenki Waglewskiego i Fisza 'Dziób pingwina':

'Świat się sypie i rozwala.

a ty razem z nim.

I nie cieszy cię to wcale,

gorzej jest ci z tym.

Nie mam na to żadnej rady,

ja nie umiem dawać rad!

Sam się topię w swoich wadach,

sam się składam z samych wad.'