,,Powiedz gdzie mam ciebie szukać Panie mój'', 5.0 out of 5 based on 1 rating
,,Powiedz gdzie mam ciebie szukać Panie mój''
( 1 Vote )
blogi - tusiek181

Biegłem ciemną zaśnieżoną ulicą. Nie zwracałem uwagi na nic. Na ludzi patrzących się na mnie z zakłopotaniem, na szczekające psy ciągnące swoich właścicieli ani na śnieg który w dużych ilościach starał się przedrzeć przez moje gałki oczne. Interesował mnie tylko jeden cel. Kościół który stał na wzniesieniu. Biegłem ile sił w nogach czując ogromną presję i strach. Bałem się, że oni, ci którzy nie rozumieją mnie i mojego czynu dopadną mnie lada chwila. Jak dzikie bestie, zerwą ze mnie szaty a potem rozerwą na kawałki i będą się delektować każdą kroplą mojej krwi. Każda kosteczka zostanie obdarta z moich skrwawionych mięśni. Każdy członek mego ciała pofrunie jak kula armatnia w górę po czym bezwładnie padnie na ziemię. Nie chciałem tego... Nie chciałem tego podobnie jak nie chciałem wziąć rzeczy o której sobie przypomniałem. Tak... miałem ją w kieszeni. Kurczowo trzymałem ją w dłoni. Stała się jednością z moim ciałem dlatego o niej zapomniałem. Ona naprawdę tam była ta rzecz której tak bardzo pragnołem. Zwykłe jabłko, symbol grzechu. Zarówno mojego jak i Adama i Ewy. Jestem ich dzieckiem ludzi którzy ulegli pokusie i zjedli owoc z drzewa zakazanego. Tak samo i ja nie potrafiłem zapanować nad swoim głodem i ukradłem je pewnej kobiecie sprzedającej na bazarku. Wiem, jestem człowiekiem grzesznym który uległ pokusie jak jego praojcowie. Mogłem sie powstrzymać i nadal znosić głód którym obdarzył mnie Bóg. Bóg? Kim jest? Po co jest? Żebym cierpiał? Żebym nadal był trącanym przez panów tego ziemskiego świata? Boga nie ma... Gdyby był nie pozwolił by na to. Przecież on jest dobry. Lecz nie dla mnie...

Myśli które kłębiły się w głowie znikneły gdy dobiegłem do ogromnych drzwi wejściowych i rozpaczliwie szarpałem za zamknięte wrota. Nie było już dla mnie ratunku. Myślałem tylko o tym jak bardzo będzie poleć rozszarpywanie mnie? Jak długo będę cierpiał zanim umrę? Spostrzegłem uchylone okno. Instnktownie wdrapałem się po ścianie i niczym wąż wpełzłem do kościoła. Zamknołem okno i schowałem się w konfesjonale.  Zrzuciłem na ziemię jakieś książeczki i wyciągnołem to jabłko. Patrzyłem na nie godzinami zanim usnołem. Spałem jak w domu pod ciepłą kołderką, słysząc strzelanie płomieni w kominku. Czułem dom którego już nie mam. Obudziwszy się postanowiłem obejrzeć miejsce w którym się ukryłem. Wiedziałem, że nie mogę nic ukraść gdyż Bóg którego nie ma napewno by mnie ukarał. Stawiałem krok za krokiem idąc nawą główną.  To była najdłuższa wędrówka mojego życia. Gdy doszedłem do prazbiterium ujżałem ogromny złoty krzyż na którym wisiał Jezus. Patrzył na mnie... Poczułem się wyjątkowy a zarazem słaby i malutki.

- On wie co zrobiłeś. On wie, że w niego zwątpiłeś. On także wie, że go kochasz.

Odwróciłem się szukając głosu który usłyszałem. Ujrzałem małą dziewczynkę. Była to może sześcio letnia istotka o niebieskich oczach i czarnych jak smoła warkoczykach. Patrzyła na mnie i uśmiechała się jak gdyby czuła największe szczęście.

- Kim jesteś?

- Jestem Maria chociaż moja babcia wołała na mnie Marylka.

- Wołała? Czy ona już nie żyje?

- Nie moja babcia ma się dobrze. Chociaż ostatnio strasznie zmizerniała.

- Co tutaj robisz? Zgubiłaś się? Gdzie są twoi rodzice?

- Przychodzą tu co noc. Tylko tutaj znajduję spokój u mego Ojca.  Moi rodzice... mam nadzieję, że siedzą w domu razem z moim młodszym bratem. Tata pewnie opowiada Kamilkowi bajki które słuchaliśmy na dobranoc.

- Czy twoi rodzice przychodzą tutaj do kościoła?

- Byli tutaj ostatnio razem ze mną. Przyprowadzili mnie tu i od tej pory tu jestem. Każdej nocy klęczę i dziękuję Bogu za nich. Wiesz... On nas kocha i wybacza. On nigdy nie zostawia swoich dzieci w potrzebie. Zawsze pomoże i pokaże właściwą drogę, tylko musisz nauczyć się odczytywać jego znaków. Czasem poddaje nas próbie abyśmy swoje cierpienie ofiarowali w jakiejś dobrej sprawie. Ja swoje cierpienie ofiarowałam  w imię mojej kłócącej się rodziny. Teraz są szczęśliwi.

 

Marylka zniknełe. Zastanawiałem się przez długi czasczy to sen, a może moja wyobraźnia? Dopiero po wielu godzinach zrozumiałem, że Marylka umarła. Przyszła aby mi pomóc. Klęcząc na prezbiterium płakałem całą noc. Doznałem pocieszenia i udałem się na komisariat oddać się zasłużonej karze.