,,Życie Gabriela'' Rozdział I., 0.0 out of 5 based on 0 rating
,,Życie Gabriela'' Rozdział I.
( 0 Votes )
blogi - tusiek181
11 czerwiec 1980r.
Szpitalny korytarz całymi dobami jest zatłoczony. Wszędzie pozajmowane miejsca przez ludzi którzy z niecierpilowścią czekają na lekarza. Tego dnia było inaczej. Na korytarzu wszystkie miejsca były wolne. Wszędzie cicho i spokojnie. Cisza była tak denerwująca, że mało który człowiek by to wytrzymał. Przerywało ją stukanie które było wywołane przez siedzącego brodatego mężczyznę.
Mężczyzna był zaniedbany i nie uczesany. Przypominał menela który dopiero co wyszedł z dworca na poranne
poszukiwanie srodków do życia. Z jego płaszcza wystawała nie napoczęta butelka wódki. Był to pan  Henryk.
Pan Henryk czekał na coś z wielkim niepokojem w sercu. Energicznie stukał butem o lśniącą posackę. Od czasu do czasu zrywał się energicznie z krzesła. Zrobiwszy kilka okrążeń wychodził na zewnątrz zapalić papierosa. Wszystko to przypominało regularny cykl którego punktem wyjścia było krzesło z którego wstawał i na które siadał.
Nie co inną postawę przyjmowała starsza kobieta siedząca tuż obok Henryka. Była w podeszłym wieku lecz z jej oczu biła energia i wielkie szczęście. Na głowie miała zawiniętą bawełnianą hustę. Tą starszą kobietą jest nie kto inny jak pani Helena. Teściowa Henryka. Ona również na coś czekała. Lecz jej czekanie było całkiem inne. Kobieta siedziała spokojnie na krześle i swoimi długimi pomarszczonymi palcami przesuwała kolejne paciorki różańca. Pod nosem powtarzała zdrowaśki i z usmiechem na twarzy patrzyła na drzwi.
Mijały godziny a sytuacja wciąż się powtarzała. Dopiero około godziny 22 kiedy na zewnątrz zapadł zmrok na korytarz wyszedł lekarz. Człowiek ten przypominał kata. Jego fartuch był cały w krwi, zaś czoło zalane potem. Henryk i pani Helena staneli jak dwa słupy soli i patrzyli na nijaki wyraz twarzy lekarza. Doktor uśmiechnął się i oznajmił, że to chłopiec. Henryk ucieszył się ogromnie, że został ojcem. Otworzył szybko butelkę wódki i za jednym zamachem wypił ją do połowy. Pani Helena w podzięce za to, że została babcią poszła do szpitalnej kaplicy, złożyła ofiarę i żarliwie modliła się dziękując Bogu. Inaczej radował się ojciec noworodka który leżał na progu głównego wejścia do szpitala i śpiewał z radości, że ma syna. Śpiew ten był efektem kilku promili alkoholu w jego krwi.
Następnego poranka babcia odwiedziła swoją córkę i pierwszego wnuka.  Wchodząc do sali ujrzała swoją córkę Małgorzatę leżącą i karmiącą dziecko. Do oczu napłyneły jej łzy, łzy które były sumbolem nie poskromionej radości.
- Jak się czujesz moja droga?
Zapytała z uśmiechem na twarzy. Małgorzata uśmiechnąwszy się odrzekła:
- Już jestem wypoczęta. Poród to bardzo ciężka sprawa. Kiedy mnie tu przywieźli byłam wściekła, że musze to przeżywać. Ten ból był nie do zniesienia! Ale kiedy po wszystkim zobaczyłam moje najdroższe maleństwo zapomniałam o całym bólu i cierpieniu.
Uśmiechneła się i spoglądała na spiące dziecko od którego nie mogła oderwać wzroku. Wtedy babcia zapytała:
- Jak mu dasz na imię?
- Właśnie mamo. Chcę abyś to ty nadała mu imię.
- Ależ córuś! Przecież to ty z Henrykiem powinniście nazwać swoje pierwsze dziecko.
- Jego ojciec pewnie leży pod murem i czeka na okazję żeby znowu wypić. A ja nie mam pomysłów.
Po długich rozmowach babcia nadałą chłopcowi imię Gabriel. Imię nie zostało nadane chłopcowi  przez przypadek. Babcia Helena mocno wierzyła, że imię Gabriel przyniesie chłopcu wiele dobrych nowin tak jak archanioł Gabriel przyniósł dobrą nowię Marii. Tak i on będzie wszystkim głosił dobre nowiny.
Wieczorem około godziny 21 babcia Helena siedziała w swoim starym fotelu w kwiaty i oglądałą zdjęcia z okresu dzieciństwa Marzeny. Wzruszała się przy tym bardzo głęboko lecz dręczyła ją jedna niepokojąca sprawa. Gdzie jest jej zięć? Zawsze wracał na noc mimo iż nie był trzeźwy . Kobieta bała się okropnie o zięcia i nie wiedząc co ma robić wyciągneła z portmonetki swój drewniany różaniec i modliła się gorąco.
W swoich modlitwach prosiła aby jej zięć był bezpieczny i aby szczęśliwie wrócił do domu. Jej modlitwy przerwało pukanie do drzwi. Kobieta ubrała szlafrok i delikatnie uchyliła drzwi za którymi stał młody przystojny milicjant.
- Aspirant Maciej! Jak miło pana spotkać.
Powiedziała z radością babcia Helenka. Lecz mina milicjanta nie była zbyt szczęśliwa.
- Pani Heleno pani syn miał wypadek. Wpadł pod autobus godzinę temu. Lekarze przybyli na miejsce wypadku lecz było za późno. Zmarł o godzinie 21.10