| ,,Życie Gabriela'' Rozdział II. |
| blogi - tusiek181 |
|
Nastawał świt. Za cienistych drzew wylewały się promienie porannego słońca. Rosa delikatnie spływała po długich łodygach kwiatów. W oddali dochodziły dźwięki śpiewających ptaków które energicznie skakały z gałęzi na ziemie i spowrotem. Jednym słowem był to piękny wiosenny poranek jak to na maj przystało. Gabriel jak co dzień wychodził z domu po godzinie piątej nad ranem. Inni jego rówieśnicy o tej porze spali wygodnie w swoich ciepłych pokojach. Lecz młodzieniec co dziennie przed pójściem do szkoły odwiedzał stary cmentarz na którym był pochowany jego ojciec. Każdego poranka nim przyjechał autobus, młodzieniec odwiedzał swojego ojca którego nawet nie znał i prawdopodobnie nigdy nie pozna. Młodzieniec był strasznie zamkniętą osobą. W szkole cieszył się dużym szacunkiem ze strony nauczycieli którzy nieustannie go chwalili za dobre wyniki w nauce. W rówieśnikach wzbudzało to zazdrość. Babcia była z niego bardzo dumna. Strasznie się chwaliła uzdolnionym wnukiem wśród znajomych. Często przed wieczorną Mszą Świętą opowiadała koleżankom jak to jej wnuczek dobrze się uczy. Gabriel odwiedzał praktycznie co dzień grób swojego ojca. Tego dnia przechodząc obok bramy cmentarnej spotkał znajomą panią Annę której jak to często zwykł robić, pomóg nieść wiadro wody do podlania kwiatów na małym grobku jej dziecka. Musiał przejść cały cmentarz aby dotrzeć do grobu ojca. Ojciec był pochowany na szarym końcu cmentarza. Było tak dlatego, że ksiądz który chował Henryka nie zgodził się na to aby osoba która nie praktykowała wiary i była alkoholikien została pochowana blisko wielkiego krzyża który stał w centrum. Na jego pogrzebie była tylko żona teściowa i Gabryś który nie bardzo wiedział co się dzieje. Lecz mimo wszystko syn który nie znał ojca, głęboko wierzył, że gdzieś w jego sercu było dobro. Dlatego on jako jedyny dbał o grób. Zrobił nowy krzyż dla ojca w wieku dziesięciu lat. Kiedy kończył szkołę podstawową, po rozdaniu świadectw i nagród, Gabriel nie wrócił prosto do domu lecz poszedł na cmentarz gdzie godzinami opowiadał swemu tacie jak bardzo się cieszył, że dostał wyróżnienie. Przechodnie bardzo się dziwili kiedy widzieli młodzieńca mówiącego jak by do siebie. Tak naprawdę chłopak rozmawiał z ojcem. Głęboko wierzył, że on go słyszy i że jest mu dobrze tam gdzie jest. Mimo iż jego życie nie było obfite w dobro i wiarę. - Witaj ojcze. Dziś wielki dzień, bynajmniej dla mnie bo kończę osiemnaście lat. Mam nadzieję, że tam gdzie jesteś to będziesz świętował razem ze mną. Gdybyś żył napewno byś mi złożył życzenia i byłbyś dumny że masz już dorosłęgo mężczyznę. Ach! Co ja bym dał żeby porozmawiać z tobą chociaż przez chwilę. Wczoraj dzwoniła do mnie mama. Jest zadowolona z pracy w Kielcach. Ponoć dobrze zarabia i jest jej dobrze. Co prawda wolałbym mieć ją przy sobie ale wiem, że robi to dla mojego i babci dobra. Babcia miała wczoraj kolejny atak epilepsji. Dlatego nie mogę zostać zbyt długo bo zaraz odjedzie mi autobus do centrum. Ale obiecuję, że przyjdę do ciebie jutro. Po długiej rozmowie z ojcem Gabryś spostrzegł, że za pięć minut odjedzie autobus. Zarzucił szkolną torbę na plecy i popędził na przystanek autobusowy. O dziwo autobus był pusty, więc nie musiał tłoczyć się z tłumem ludzi przy drzwiach autobusu. Droga do centrum była dość długa. Młodzieniec bardzo chciał zdążyć odwiedzić swoją babcię przed lekcjami. Lekcje zaczynały się kazdego dnia o godzinie ósmej. W mieście był o godzinie 7. Miał dokładnie godzinę na rozmowę ze swoją babcią i dojście do szkoły na pierwszą lekcję którą była historia. W grę nie wchodziło spóźnienie się ponieważ nauczyciel histori był bardzo surowym i wymagającym profesorem. Dochodząc do głównego wejścia szpitalnego Gabriel wyciągnoł swój potargany portfel i wyciągnoł ostanie 5 zł za które kupił czekoladki z nadzieniem kokosowym. - Babcia je uwielbia. Mam nadzieję, że się ucieszy. Wchodząc do sali szpitalnej zobaczył babcię jak zwykle z różańcem w ręku. Jej twarz rozpromieniła się na widok swojego wnuka. Była bardzo wycięczona po wczorajszych przejściach. - Jak się czujesz babciu? - Już jest dobrze. Lekarz powiedział, że gdyby nie ty to by było ciężko ze mną. - Jeżeli następnym razem będziesz się źle czuła to proszę cię nie ukruwaj tego. Proszę te czekoladki są dla ciebie. - O rany! Wydałeś na to pewnie ostatnie pieniądze! - Nie martw się, dam sobie radę. - A jak w domu? Radzisz sobie? - Tak wszystko jest w porządku. Nawet zrobiłem sobie kanapki do szkoły. - Już nie długo mnie wypuszczą do domu. A ty dziś znowu pewnie byłeś na grobie swojego nie udolnego ojca? - Babciu nie mów tak o nim! To mój ojcieć i dażę go szacunkiem mimo iż go nie znałem. Ale w głębi duszy czuję, że on nademną czuwa. - Dobrze, dobrze nie denerwuj się. Zmykaj do szkoły bo się spóźnisz na lekcje, a za niedługo matura. Więc jak chcesz zostać lekarzem to nie opuszczaj zajęć. - Dobrze już idę. Zdrowiej szybko i wracaj do domu. Gabriel opóścił szpital i pobiegł na lekcję. Do szkoły zdążył. Jak zwykle dostał mnóstwo dobrych ocen i pochwał. Koledzy z klasy jak co dzień mu dogryzali i dogadywali. Zazdrość w tej klasie powodowała, że ludzie zamieniali się w bestie. W bestie które nie patrzały na ludzkie uczucia i cierpienia. Natura Gabriela pozwalała mu to przemilczeć i przeczekać. Najbardziej zazdrosny w klasie był Mateusz. Chłopak ten był z rodziny lekarzy. Uczył się bardzo dobrze ale nie aż tak jak Gabriel. Wychował się w domu w którym mu nic nie brakowało. Jego zazdrość do sukcesów Gabrela nie dawała mu spokoju. Dzień w dzień planował jak przy jak największej publiczności pokazać swoją wyższość nad innymi a w szczególności nad Gabrielem. Tego dnia było podobnie. Spotkali się na szkolnym dziedzińcu gdzie Gabryś czytał książkę z biologii. Podszedł do niego Mateusz i oznajmił mu: - Jeżeli z jutrzejszego testu z biologii dostanniesz gorszą ocenę odemnie zapłacę ci 20 zł. - Przepraszam ale mi przeszkadzasz. - Ty modniś! Co ty myślisz, że jesteś lepszy odemnie? Nie masz pieniędzy ani normalnej rodziny! Twój stary był pijakiem który skończył w rowie cmentarnym a ty będziesz taką samą mendom jak on. - Ostrzegam cię! - Co? Polecisz poskarżyć się babci? Kóra ledwo zipie w szpitalu? Podejrzewam, że czeka ją taki sam los jak twojego ojca! W tym momencie Gabriel nie wytrzymał i życił się z pięściami na Mateusza. Usiadł na nim i nie panował nad swoimi pięściami. Okładał chłopaka ciosem za ciosem. W jego oczach zapłonoł ogień który rozsadzał go od środka. Wokół niego zebrali się uczniowie i uczennice którzy z zapałem kibicowali. Całą akcję przerwała dyrektorka szkoły która zabbrała obydwóch do gabinetu. Cała ta sytuacja skończyła się pomyślnie. Lecz tylko dla Mateusza którego ojcieć go wybronił i uargumentował, że jeśli nie wyrzucą Gabriela ze szkoły to założy sprawę w sądzie. Dyrektorka nie zgodziła się na ten układ. Udało się dojść do konsensusu i Gabryś został zawieszony w prawach ucznia na dwa tygodnie. W tym czasie Mateusz był w czołówce najlepszych uczniów na pierwszym miejscu. W szkole chodziły pogłoski, że Gabriel to świr i wariat od którego lepiej trzymać się z daleka. Po dwóch tygodniach chłopiec wrócił do szkoły i starał się nadgonić zaległości. Lecz nic nie było tak jak wcześniej. W szkole było jeszcze gorzej. Mateusz sprawiał, że Gabryś miał ciężkie życie towarzyskie w szkole. |