|
Jesteś tu, a tam, a tam nikt cię nie potrzebuje. W zasadzie mogłoby cię wcale nie być. Wykonujesz odruchowo milion czynności przy czym żadna z nich nie sprawia ci przyjemności. Może wykluczając upijanie się do nieprzytomnośći, zresztą... otumanianie siebie w jakikolwiek sposób. No i sen.
Jesteś nudny. Jesteś samotny. Jesteś nic nieznaczącą, chodzącą, a raczej toczącą się beczką gnoju. Niedługo umrzesz.
Chętnie pożegnałbyś się z życiem już dawno, ale nie masz odwagi.
Jesteś tchórzem.
Codziennie bombardują cię milionami rad, wynajdują tysiące różnorakich wzorców do których POWINIENEŚ się stosować. Jesteś leniwy. Nie dokonujesz już selekcji. Poprawne moralnie / niepoprawne poralnie / praktyczne / przyjemne / czasami zwyczajnie głupie. Prawdopodbnie i tak wszystkie są idiotyczne, dlatego dawno przestałeś słuchać. Czasami masz ochotę wrócić do życia, ale ta myśl nie towarzyszy ci nigdy zbyt długo.
A kiedy słyszysz "odpowiedzialność" tak, właśnie to słowo sprawia że masz ochotę zwrócić wszystko, co zjadłeś na obiad wczoraj wieczorem.
Tak czy siak jesteś zbyt zajęty i zbyt znudzony umieraniem, żeby teraz myśleć.
Kiedyś słuchałeś muzyki. Kiedyś oglądałeś, jak lubiłeś mówić "dobre filmy", teraz wiesz, że nawet to jest stekiem bzdur, kolejną absurdalną manipulacją. Nie czytujesz już książęk, bo nie potrafisz dotrwać nawet do szóstej strony, od połowy drugiej przestałeś śledzić wzrokiem tekst. Nie komentujesz niczego, nic nie jest warte twojego komentarza, nic nie zachwyca, nic nie wzbudza dezaprobaty. Wszystko cię bawi, nigdy nie śmieszy. Śmieją się tylko głupcy. Może jesteś głupcem ? Bez różnicy. Niebawem umrzesz. Znów musisz wstać i iść się odlać, a później znów się nawalisz. Jak wychodzisz do baru przez jakiś czas bawisz się świetnie, jesteś niezłym aktorem. Każda gra kiedyś się nudzi, dlatego zazwyczaj szybko wracasz.
Lubisz zostawić otwarte na noc, bo nie znosisz kiedy jest ciepło. Ciepło i światło to dwie z tych rzeczy na myśl o których odechciewa ci się być człowiekiem.
W tej fazie choroby już nic ci nie pomoże, wirus zaatakował twój mózg. Bez różnicy. Nikt nie wie, a ty umierasz.
Robisz to samo co zwykle, bo nie masz odwagi nie umyć zębów rano. Żadne zmiany nie mają sensu, są już bez znaczenia.
Pewnie leżałbyś i czekał na śmierć, gdyby nie to, że drętwieją ci mięśnie.
I nagle. Coś wielkiego eksplodowało w twojej głowie. To już ? Teraz umrę ?
Umarłeś. Ciągle żyjesz.
To iluzja, zapłaciłeś, żeby Cię oszukali.
|