Witold Gombrowicz Ferdydurke - opracowanie

Pupa w Ferdydurke

3.8461538461538 1 1 1 1 1 Rating 77%

Pupa w Ferdydurke Witolda Gombrowicza

Celem artykułu jest pokazanie problemu, jaki stanowi  pupa w "Ferdydurke", opisanie znaczeń pupy i roli pupy w powieści Gombrowicza. Pupa najprościej mówiąc oznacza zdziecinnienie (brak dojrzałości, niesamodzielność, uzależnienie, niewiedza, zagubienie).

Test z "Ferdydurke"

Pupa

Profesor Pimko przyprawia Józiowi pupę:

„Co? Co? Chciałem krzyknąć, że nie jestem uczeń, że zaszła pomyłka, porwałem się do ucieczki, ale coś mnie z tyłu chwyciło jak w kleszcze i przygwoździło na miejscu – dziecięca, infantylna pupa mnie chwyciła. Z pupą nie mogłem się ruszyć, belfer zaś wciąż siedział i siedząc wyrażał tak doskonałą belferskość, że zamiast krzyczeć, wystawiłem dwa palce do góry, jak to robią uczniowie w szkole, gdy chcą się odezwać."

Profesor T. Pimko narzuca formę – pupę Józiowi:

„I siedziałem w nierealnym nonsensie jak we śnie, zakneblowany, zbelfrzony i zabelfrowany, siedziałem na dziecinnej pupci - on zaś siedział jak na Akropolu i zapisywał coś w notesie."

Pupa powoduje, że Józio nie może się sprzeciwić:

„Idiotyczna, infantylna pupa paraliżowała odbierając wszelką możliwość oporu; pędząc truchtem obok kolosalnego, który sadził wielkimi krokami, ani rusz nie mogłem z pupą. śegnaj, Duchu, żegnaj - rozpoczęte dzieło, żegnaj formo własna i prawdziwa, witaj, witaj, formo straszna, infantylna, zielona i niewypierzona! Banalnie zbelfrzony drobię u boku belfra olbrzymiego, który bełkocze jeno: - Cip, cip, kurka... Zasmarkany nosek... Kocham, e, e... Człowieczek, maluś, maluś, e, e, e, cip, cip, cip, cipuchna, Józio, Józio, Józiunio, Józieczek, małe małe, cip, cip, pupcia, pupcia, pcia..."

Upupiony przez Pimkę Józio przechodzi metamorfozę i narrator opisuje go jak dziecko:

„Pimko ciągnie mnie za rączkę pomimo płaczów i protestów i w którą wpycha mnie przez furtkę."

Matki upupiają swoje dzieci, odbierając im prawo do samostanowienia, samodzielności:

„No, a jak tam młodzież? - zapytał ciszej Pimko. - Widzę, chodzą w kółko - bardzo dobrze. Chodzą, gwarzą między sobą, a matki ich podglądają - bardzo dobrze. Nie ma nic lepszego od matki za płotem na chłopca w wieku szkolnym. Nikt nie wydobędzie z nich bardziej świeżej i dziecięcej pupy niż matka dobrze ulokowana za płotem."

Chamstwo (powtarzanie słowa: dupa) jest dla uczniów jedyną formą ucieczki przed pupą, są świadomi tego, że Pimko im ją przyprawia:

„To jedyna nasza obrona przed pupą! Nie widzisz, że wizytator jest za dębem i pupę nam robi?"

Im bardziej profesor T. Pimko upupia uczniów, tym bardziej jest szanowany przez matki:

„A matki i ciotki za płotem wpadły w zachwyt i biorąc się w ramiona powtarzały: - Cóż za wytrawny pedagog! Pupcię, pupcię, pupcię mają maleństwa nasze!"

Pimko przyprawił pupę wszystkim uczniom chłopiętom i chłopakom:

„Pupa przetoczyła się w chłopię i w chłopaka."

Dorosłych też można upupić (w szkole upupia się nauczycieli):

„dorośli, sztucznie przez nas zdziecinnieni i zdrobnieni, stanowią jeszcze lepszy element niż dzieci w stanie naturalnym" dyr. Piórkowski do profesora Pimko.

Upupienie nauczyciela to brak samodzielności:

„To zgoła nieszkodliwe niedołęgi, nauczają tylko tego, co w programach, nie, nie postoi w nich myśl własna. - Pupa, pupa"

Celem szkoły jest upupienie całego świata:

„Tylko za pomocą odpowiednio dobranego personelu zdołamy wtrącić w zdziecinnienie cały świata- Tsss, tsss, tsss - odparł dyrektor Piórkowski ciągnąc go za rękaw - pewnie, pupa, ale ciszej, nie trzeba o tym zbyt głośno."

Porównanie pupy i gęby:

„robienie pupy niczym jest w porównaniu do robienia gęby"

Józio godzi się z pupą w trakcie podglądania:

„Witaj, pupo! Witaj, królowo!" - krzyczy w myślach Józio ukrywając się w łazience, by podglądać Młodziaków

Rewolucja w Bolimowie powoduje, że Józio znowu dziecinnieje i nie wie co robić:

„Księżyc wypływał zza chmur, lecz nie był to księżyc, tylko pupa. Pupa niezmiernych rozmiarów nad wierzchołkami drzew. Dziecięca pupa nad światem. I pupa. I nic, tylko pupa. Tam oni przewalający się w kupie, a tu pupa. Listki na krzakach drżące pod lekkim powiewem. I pupa. Śmiertelna rozpacz złapała mnie i przycisnęła. Byłem zinfantylizowany do szczętu."

Pierwsze chwile z Zosią świadczą o niedojrzałości Józia:

„O świtaniu nowa pupa, stokroć wspanialsza, czerwona, ujawniła się na nieboskłonie i świat napełniła promieniami, zmuszając wszystkie przedmioty do rzucania podłużnych cieni. Nie wiadomo było, co robić. Nie mogłem wytłumaczyć i wyjęzyczyć Zosi, co się stało we dworze, gdyż wstydziłem się, a zresztą nie znajdowałem słów. Ona zaś prawdopodobnie domyślała się mniej więcej, gdyż również wstydziła się i zgoła nie mogła wyjęzyczyć."

Józio zakochuje się w Zosi:

„A pupa, nieprawdopodobnie żarząca i wzbita na wysokość miliarda sześciennych kilometrów, pustoszyła dolinę świata."

Zosia przyprawia pupę Józiowi swoją miłością:

„I pod jej zachwytem wiłem się jak pod chłostą szatana, a pupa olbrzymia, infernalna świetniała i przeszywała z góry jak znak definitywny wszechświata, klucz wszelkich zagadek, ostateczny mianownik rzeczy. Oto przytulona urabiała mnie sobie"

„Przed pupą zaś w ogóle nie ma ucieczki."

Serwis rozdaje przeglądarkom bezpieczne ciasteczka.