Test maturalny z języka polskiego

Koniec pseudotradycji

Koniec pseudotradycji - 4.0 out of 5 based on 21 votes
( Oceń ) 

Spis treści

Język polski pisemna matura od 2015 r. Test: Koniec pseudotradycji

Artykuł zawiera przygotowany przez CKE i OKE test, który ma pomóc przygotować się na maturę ustną z języka polskiego w roku 2015 i latach następnych. Cały artykuł zawiera test, czyli: tekst i zadania oraz odpowiedzi. Dzięki temu każdy maturzysta może bez pomocy nauczyciela sprawdzić swoją wiedzę i umiejętności.

Do matury pisemnej możesz się także przygotować, korzystając z zadań i przykładowych rozwiązań w ramach wypowiedzi argumentacyjnej.

Do matury ustnej w przygotowaniu pomogą Ci z kolei: zadania egzaminacyjne.

Test: tekst

Janusz Głowacki: KONIEC PSEUDOTRADYCJI

Adam Hanuszkiewicz pokazał w Teatrze Małym dzieło pt. Dziadów część III. To samo, co je nasz współrodak Adam Mickiewicz napisał, a jakby i dużo więcej.

Może tylko z początku, po pierwszym występie chóru z bukietem przyśpiewek, aktorzy w celi cokolwiek stracili orientację, gdzie są i jak mają przedstawiać gołe słowo. Ale zaraz Krzysztof Kolberger ma piękną solówkę z towarzyszeniem chóru więźniów i dalej już bardzo dobrze recytuje wiersze pod akompaniament zapudłowanych. Ci ostatni, niby pilnowani, mają przez cały czas przedstawienia dużą aktywność, a pod koniec z nieprzypadkowym nachalstwem wkręcają się na przyjęcie u senatora.

Bardzo dobrym chwytem jest powieszenie Kolbergera. Następnie podciągnięcie go na szelkach pod sam sufit w scenie egzorcyzmów przez przebraną na czarno obsługę. Dopiero ten ciekawy element na długo ożywia salę, która roztrząsała, czy rozhuśtany wysoko artysta przyłoży głową w kandelabr i czy kandelabr to wytrzyma. Te nadzwyczaj ciekawe dociekania nad zagadką bytu, znaczy się, czy kandelabr to nasza prawdziwa rzeczywistość, czy artystyczna atrapa, wniosły ożywcze tchnienie i napięcie. Wcale przez to nie chcę powiedzieć, że tchnienie to nie jednoczyło nas integracyjnie w poprzednich i następnych kawałkach.

Bardzo się także podobało posunięcie, jakim była jednoczesna emisja Widzenia księdza Piotra oraz Snu senatora, czyli tak zwane zagłuszanie. Sam chwyt jest nienowy, ale dobrze dobrany, gdyż łączy niedaleką tradycję z duchem postępu – tu się dobrze pamięta, co wieszcz mówi w znanym porzekadle o Arce Przymierza. Jak się weźmie z tego przykład, będzie można dać widzowi zupełny przegląd myśli romantycznej i za jednym zamachem odegrać na tej samej scenie Kordiana, Nieboską i Noc listopadową.

W całym przedstawieniu, o czym zresztą już wspominałem, bardzo pięknie ustawiona jest cała strona muzyczna. Melodie są przyjemne, niejednemu wpadną w ucho i znajdą odzew na mieście. Już następnego wieczoru natknąłem się na takich, co szli do SPATiF-u z arią Regestratora ...Ale tu znajdziemy parę dam na ustach.

Można by jeszcze dużo pisać, ale najlepiej samemu się wybrać. Na zakończenie jeden ciekawy chwyt, który jest bliżej początku. Kolberger namalował pędzlem na ścianie jakiś napis, który o ile na świeżo niewidoczny, to pod koniec dawał się przeczytać. Przez całe przedstawienie zagadka dawała widzom napięcie. Litery wyskakiwały, jak chciały, lewa strona myślała, że to jakieś hasła, a prawa, że może słowa podziękowania. Nie powiem, co się w końcu pokazało, bo po co zdradzać zakończenie.

Na koniec muszę dorzucić, że na naszych oczach mamy koniec pseudotradycji. Nie taka to znowu ponura tragedia, jak się niektórym wydawało. Na podstawie: Janusz Głowacki, Jak być kochanym, Warszawa 2005.