Zadanie maturalne z języka polskiego

Świętoszek. Scharakteryzuj głównego bohatera

3.9259259259259 1 1 1 1 1 Rating 79%

Spis treści

Zadanie maturalne: Na podstawie podanych fragmentów komedii Moliera "Świętoszek" scharakteryzuj głównego bohatera oraz omów postawy Orgona, Kleanta i Elmiry wobec tytułowej postaci.

Zadanie maturalne, które ma posłużyć maturzystom do przygotowania się do pisemnej części matury z polskiego, na której wymagana jest umiejętność pisania dobrego wypracowania maturalnego (najlepiej: rozprawkieseju) opartego na analizie załączonego do tematu fragmentu lektury (epikadramat) lub wiersza. Zadanie to może również przydać się do zwykłego powtórzenia wiedzy o tekście, epoce. Nie wymaga pomocy nauczyciela ponieważ klucz odpowiedzi jest dołączony do zadania maturalnego. Podstawą dla opracowania tego zadania maturalnego było zadanie maturalne stworzone przez CKE na potrzeby matury z języka polskiego.

 

Molier Świętoszek - fragment do zadania maturalnego

Akt I, Scena 6. Orgon, Kleant

Kleant

Jakież czary znalazłeś dziwne w tym przybłędzie,

Że poza nim nic zgoła nie chcesz mieć na względzie?

Że przyjąwszy w dom własny, dobywszy go z nędzy,

Teraz jeszcze...

Orgon

Mój szwagrze, nie sądź rzeczy prędzej,

Aż sam poznasz człowieka, o którego chodzi!

Kleant

Nie znam go dotąd, prawda, lecz mniemać się godzi,

Że nie trudno jest zgadnąć, co to za jegomość...

Orgon

Mój bracie, rozkosz sprawi ci jego znajomość,

Dziwne uczucie szczęścia w twą duszę zawita.

Bo też to człowiek... człowiek... no, człowiek i kwita.

Kto z nim żyje, błogiego zażywa spokoju,

Na cały świat spogląda jak na kupkę gnoju;

Przy nim cała się moja odradza istota,

On wyzwala mą duszę z doczesnego błota,

Dzięki niemu, z przywiązań ziemskich oczyszczony,

Mógłbym na zgon dziś patrzeć matki, dzieci, żony

I nie uczułbym w sercu, ot, nawet ukłucia.

Kleant

A, to niezwykle ludzkie w istocie uczucia!

Orgon

Ach, gdybyś wiedział, jak go poznałem niechcący,

Nie dziwiłbyś się mojej przyjaźni gorącej!

Każdego dnia biedaczek ten o słodkiej twarzy

Opodal mnie pokornie klękał u ołtarzy,

A zapał, z jakim wznosił do nieba swe modły,

Oczy wszystkich obecnych wciąż ku niemu wiodły:

To wzdychał, to się krzyżem rozkładał na ziemi,

Aby dotknąć posadzki usty pokornemi,

A gdym wychodził, za mną pospieszał w zawody,

Aby w drzwiach jeszcze podać mi święconej wody.

Że zaś mnie sługa jego objaśnił czym prędzej,

Kto on zacz, i wyjawił, że jest w srogiej nędzy,

Chciałem go wspomóc, ale on, skromny bez miary,

Zwracał mi nieodmiennie część mojej ofiary.

„To za wiele — powiadał — połowa dość będzie,

I tak łaski twej nadto doznaję w tym względzie".

Gdym zaś wzbraniał się przyjąć, zgadnij, co on pocznie:

Resztę biednym w mych oczach rozdzielał bezzwłocznie.

Słowem, niebo go wwiodło w domu mego progi,

A z nim weszła pomyślność wszelka, spokój błogi.

On o wszystko się troszczy, nawet o mą żonę —

O mój honor starania ma nieocenione —

Jego straże każdemu do niej wstępu bronią

I bardziej niż ja stokroć zazdrosny jest o nią.

A przy tym sam dla siebie, ach, jakiż surowy!

W lada drobnostce grzechu już dojrzeć gotowy,

Za rzecz najbłahszą żąda pokuty i kary:

Wszakci sam się obwinił, skruszony bez miary,

Że kiedyś w uniesieniu grzesznym, Bóg mi świadkiem,

Pchłę zabił, przy pacierzu schwyconą przypadkiem.

Kleant

Czyś ty oszalał, bracie, czy też od godziny

Bajaniem takim stroisz sobie ze mnie drwiny?

Co ty chcesz wmówić we mnie? Czy myślisz, że można...

Orgon

Mój bracie, twoja mowa jest wielce bezbożna

Wiem, że brat ku tym błędom chętnie ucha skłania,

I nigdy nie taiłem o tym mego zdania,

Że ci to niedowiarstwo nie wyjdzie na zdrowie.

Kleant

Oto, jakiego ćwieka każdy z was ma w głowie:

Żądacie, aby wszyscy ludzie byli ślepi,

I bezbożnikiem dla was jest, kto widzi lepiej!

Kto przed waszym bałwanem nie uchyli czoła,

Dla tego już na świecie nic świętego zgoła!

Nie, bracie, twych pogróżek głos mnie nie poruszy.

Wiem, co mówię, a Pan Bóg czyta w mojej duszy.

Mów, co chcesz, ja przy swoim sądzie pozostanę:

Są udane świętoszki, jak zuchy udane;

Tak jak na polu walki nie tego człowieka

Mam za najdzielniejszego, co najgłośniej szczeka,

Tak samo i pobożność szczerą w sercu kryje

Nie ten, co leżąc krzyżem, skręca sobie szyję.

Cóż u licha! Rozróżnić czyliż to tak trudno

Między świątobliwością szczerą a obłudną? [...]

Tak znów nic mnie nie mierzi bardziej na tej ziemi

Niż fałsz, co się pozory barwi nabożnemi,

Niż owi obłudnicy, nędzne szarlatany,

Którzy podłych grymasów dewocji udanej

Używają bezkarnie, by ciągnąć korzyści

Z tego, co ludzie w sercu swym wielbią najczyściej. [...]

I gdy chcą kogoś zgubić, osłonią, gdy trzeba,

Swoją własną nienawiść interesem nieba — [...]

Takich w świecie szalbierzy wielu brat obaczy,

Lecz szczera bogobojność wygląda inaczej.

AKT IV, Scena 5. Tartuffe, Elmira, Orgon pod stołem

Tartuffe

Lecz skoro hołd mój widzisz okiem tak łaskawem,

Czemuż nie chcesz obdarzyć bardziej słodkim prawem?

Elmira

Lecz jakże mogę chęci okazać łaskawsze,

Nie obrażając nieba, którym grozisz zawsze?

Tartuffe

Jeżeli tylko niebo nam na drodze stoi,

Usunąć tę zawadę leży w mocy mojej:

Przeszkodą to nie będzie szczęśliwości naszej.

Elmira

Lecz kara niebios wieczna, którą pan nas straszy?

Tartuffe

Mogę rozproszyć pani dziecinne obawy,

W zwalczaniu tych skrupułów mam bo nieco wprawy.

Prawda, że w oczach nieba rzecz to nieco zdrożna

Lecz i z niebem dać rady jakoś sobie można:

Jest sztuka, która wedle potrzeby przemienia,

Rozluźnia, ścieśnia węzły naszego sumienia

I która umie zmniejszyć złych czynów rozmiary,

Jeżeli czyste dla nich wynajdzie zamiary.

Na zgłębienie tajemnic tych nadejdzie kolej,

Niech mi się tylko pani prowadzić pozwoli!

Chciej spełnić me pragnienia, a ja w tej potrzebie

Odpowiadam za wszystko, grzech biorę na siebie!

[...]

Słowem, brać tych skrupułów nie trzeba dosłownie:

Wszak wiedzieć nikt nie będzie, a niech pani wierzy,

Że zło naszych postępków w ich rozgłosie leży.

Zgorszenie świata — oto, co sumienie gniecie,

I wcale ten nie grzeszy, kto grzeszy w sekrecie. [...]

Elmira

Zechciej pan drzwi otworzyć i spojrzeć dokoła,

Czy mój mąż w jaki sposób zajść tu nas nie zdoła!

Tartuffe

Skądże ta troska w pani dziś się mogła zrodzić?

Wszak to człowiek stworzony, by go za nos wodzić.

tłum. T. Żeleński-Boy

Molier, Świętoszek, Kraków 2008

Serwis rozdaje przeglądarkom bezpieczne ciasteczka.