Zadanie maturalne z języka polskiego

W stronę Swanna. Dziecięce przeżycia*

5 1 1 1 1 1 Rating 100%

Spis treści

Zadanie maturalne: Porównaj sposób ukazania dziecięcych przeżyć i doświadczeń we fragmentach utworów Marcela Prousta W stronę Swanna i Jerzego Pilcha Cud czasu ujemnego. Zwróć uwagę na kreacje bohaterów i sytuacje, w których zostali przedstawieni.

 

Zadanie maturalne, które ma posłużyć maturzystom do przygotowania się do pisemnej części matury z polskiego na poziomie rozszerzonym, na której wymagana jest umiejętność pisania dobrego wypracowania maturalnego (najlepiej: rozprawkieseju) opartego na analizie załączonego do tematu fragmentu lektury (epikadramat) lub wiersza. Zadanie to może również przydać się do zwykłego powtórzenia wiedzy o tekście, epoce. Nie wymaga pomocy nauczyciela ponieważ klucz odpowiedzi jest dołączony do zadania maturalnego. Podstawą dla opracowania tego zadania maturalnego były częściowo zadania maturalne stworzone przez CKE na potrzeby matury z języka polskiego.

Porównaj sposób ukazania dziecięcych przeżyć i doświadczeń we fragmentach utworów Marcela Prousta W stronę Swanna i Jerzego Pilcha Cud czasu ujemnego. Zwróć uwagę na kreacje bohaterów i sytuacje, w których zostali przedstawieni. 

 

W stronę Swanna - fragment do zadania maturalnego

 

W stronę Swanna

W Combray codziennie pod wieczór, na długo zanim miałem się położyć do łóżka i pędzić bezsenne godziny z dala od matki i babki, sypialnia moja stawała się stałym i bolesnym punktem moich myśli. Aby mnie rozerwać w owe wieczory, gdy miałem minę zbyt żałosną, dano mi latarnię magiczną1, którą przed obiadem zakładano na lampę. Na kształt dawnych architektów i szklarzy z epoki gotyku, latarnia ta zmieniała nieprzejrzystość ścian w nieuchwytne iryzacje2, w nadprzyrodzone, wielobarwne zjawy, w których legendy malowały się niby w drgającym i ulotnym witrażu. Ale smutek mój wzrastał jedynie, bo już sama zmiana oświetlenia wystarczała, aby we mnie zniszczyć przyzwyczajenie do mojego pokoju, dzięki któremu to przyzwyczajeniu poza męką chodzenia spać stał mi się on znośny. Teraz nie poznawałem go już, czułem się w nim niespokojny niby w pokoju hotelowym lub w szwajcarskim domku, gdzie bym się znalazł po raz pierwszy, wysiadłszy z pociągu. 
Trzęsąc się na swoim koniu Golo3, pełen okropnych zamiarów, wynurzał się z trójkątnego lasku, pokrywającego aksamitną zielenią zbocze, i posuwał się podskakując ku zamkowi biednej Genowefy Brabanckiej4. Zamek ów ścięty był linią krzywą, będącą niczym innym, jak tylko owalem ramy, którą wsuwało się w rowek latarni. Było to skrzydło zamku, przed nim zaś rozciągała się błoń, gdzie marzyła Genowefa, strojna w błękitny pasek. Zamek i błoń były żółte; zanim je jeszcze ujrzałem, znałem ich kolor; wcześniej bowiem niż szkło latarni złocistobrązowy dźwięk nazwy Brabantu objawił mi się nieomylnie. Golo zatrzymywał się 
chwilę, aby melancholijnie słuchać komentarza czytanego przez moją cioteczną babkę (dla uproszczenia będę nazywał ją ciotką), tak jakby go rozumiał doskonale, dostrajając do objaśnień tekstu swoją pozę z powolnością niepozbawioną majestatu; po czym oddalał się tym samym nierównym krokiem. I nic nie mogło powstrzymać jego powolnej wędrówki. [...] 
Niewątpliwie miały dla mnie urok owe lśniące projekcje, które zdawały się wyłaniać z przeszłości Merowingów5 i snuły dokoła mnie tak dawne odblaski historii. Ale nie umiem powiedzieć, jak nieswojo działało na mnie to wkroczenie tajemnicy i piękności w pokój, który zdołałem wypełnić swoim j a tak, iż nie więcej zwracałem uwagę na niego niż na samego siebie. Skoro ustało zniewalające działanie nawyku, zaczynałem myśleć, czuć – rzeczy tak smutne...

Marcel Proust W poszukiwaniu straconego czasu, t. I W stronę Swanna, [tłum. Tadeusz Żeleński (Boy)], Warszawa 1979

Cud czasu ujemnego - fragment do zadania maturalnego

Cud czasu ujemnego
Cud ponadświetlnej prędkości, cud czasu ujemnego, to był zaledwie wstęp do cudów, powietrzna bieżnia, nadprzyrodzone przęsło łączące Biblię z kinem. Nieraz zresztą obywało się bez panicznego lotu na złamanie karku. Zależało, który ksiądz miał kazanie. [...]
Dziś już zresztą wszystko jedno, rozlegała się końcowa pieśń, Marteczka Katechetka, co jak nikt umiała opowiadać o stworzeniu świata, otwierała drzwi Domu Zborowego6 i gnaliśmy z Jerzykiem na złamanie karku do kina. „Udziel nam pokoju / W te dni pełne znoju – darliśmy się jak opętani – Duchu Święty oświeć nas, / Drogę do Jezusa wskaż!” – śpiewaliśmy na całe gardła i biegnąc jak szybkobiegacze, ostrożnie nieśliśmy zarazem w sercach kruchą jak płomień nadzieję, iż stary Pilch, bileter i operator w jednej osobie, znów będzie w sztok pijany i zamiast bajek puści coś dla dorosłych. [...] 
Byliśmy z Jerzykiem, pomimo szczenięcego wieku żądni prawdziwie męskich przeżyć, cudów z krwi i kości. Gdy operator Pilch (do samobójstwa pozostają mu trzy lata) puszczał w alkoholowym widzie pełnometrażowe fabuły, gdy na ekranie pojawiali się z krwi i kości ludzie – biblijne opowieści ze szkółki niedzielnej nabierały życia. Ach, nie o to idzie, że wyobrażaliśmy sobie na przykład Adama i Ewę w nęcących cielesnościach Burta Lancastera i Giny Lollobrigidy.7 [...] 
Nie o obraz wszak szło, lecz o duszę. Otóż nie tylko biegli w Piśmie ewangelicy wiedzą, że w Księdze Rodzaju o miłości pomiędzy Adamem i Ewą nie ma ani słowa. Oni oczywiście nie mieli specjalnego wyboru, a miłość, co nie ma wyboru, przeważnie jest trudna, ale nawet o tej ewentualnie trudnej miłości nie ma w Biblii mowy. Najpierw był On, Adam, potem była Ona (w raju bezimienna), potem byli razem w niewinności, potem skosztowali zakazanego owocu, stracili niewinność, ale utrata niewinności nie oznaczała zdobycia wiedzy miłosnej (przeciwnie, zaczęli się wstydzić, kochankowie się nie wstydzą), potem zostali wygnani 
z raju, potem, jak jest powiedziane w rozdziale IV Księgi Rodzaju, „Adam poznał Ewę”, i tyle. Zero uczuć w sumie. Uczucia wzajemnej skłonności spływały na karty Biblii z ekranu kina „Marzenie”, omyłkowo oświetlonego przez starego Pilcha jakąś zakazaną historią. Bo skoro Adam i Ewa stawali się w naszych głowach podobni na przykład do Burta Lancastera i Giny Lollobrigidy, musieli się też oni, podobnie jak ich na wskroś przypadkowe i być może nawet karygodne aktorskie wcielenia, tak samo mieć ku sobie.

Nawet jeśli stary Pilch puszczał jakąś ruską ramotę wojenną albo powojenną (np. Odzyskane szczęście Pudowkina), to i tam przeważnie bywały jakieś wątki romansowe, i chociaż Wasyl i Masza to nie było to, co Burt i Gina, jednak i ta socrealistyczna para miała w sobie coś z Adama i Ewy, też coś od prarodziców brała i też im coś dawała. Co? Myśmy z Jerzykiem Cieślarem tego nie wiedzieli, myśmy nie wiedzieli nawet, że nasz szaleńczy bieg z Domu Zborowego do kina „Marzenie” był też w pewnym momencie biegiem od miłosnego abstraktu do miłosnego konkretu, od biblijnej Agape8 do kinematograficznego Erosa. Niby skąd mieliśmy o tym wiedzieć? W księgach biblijnych, cośmy je wtedy w niedzielne przedpołudnia przerabiali, nie było o tym mowy i Katechetka Marteczka tym bardziej na ten temat nie puszczała pary. Listy apostoła Pawła mieliśmy dopiero za ładnych parę lat, na nauce konfirmacyjnej studiować.

Jerzy Pilch, Cud czasu ujemnego, z tomu: Bezpowrotnie utracona leworęczność, Warszawa 2008

1 latarnia magiczna – prosty aparat projekcyjny rzutujący obraz ze szklanych przezroczy. 
2 iryzacja – zjawisko optyczne polegające na powstawaniu tęczowych barw.
3 Golo – zarządca, który fałszywie oskarżył Genowefę Brabancką o zdradę.
4 Genowefa Brabancka – legendarna bohaterka żyjąca w V w., święta, patronka Francji i Paryża.
5 Merowingowie – dynastia panująca w królestwie Franków od V do VIII wieku.
6 Dom Zborowy (zbór) – dom modlitwy, świątynia protestancka. 
7 Burt Lancaster, Gina Lollobrigida – gwiazdy kina II połowy XX wieku.
8 Agape – miłość niebiańska, bezwarunkowa miłość Boga do człowieka

 

Serwis rozdaje przeglądarkom bezpieczne ciasteczka.