Zadanie maturalne z języka polskiego

Nad Niemnem. Jakie wartości Jan przekazuje Justynie

3 1 1 1 1 1 Rating 60%

Spis treści

Zadanie maturalne: Na podstawie fragmentów powieści Elizy Orzeszkowej Nad Niemnem napisz, jakie wartości Jan przekazuje Justynie, oprowadzając ją po mogiłach. Zwróć uwagę na uczucia przeżywane przez tę parę bohaterów. 

Zadanie maturalne, które ma posłużyć maturzystom do przygotowania się do pisemnej części matury z polskiego, na której wymagana jest umiejętność pisania dobrego wypracowania maturalnego (najlepiej: rozprawkieseju) opartego na analizie załączonego do tematu fragmentu lektury (epikadramat) lub wiersza. Zadanie to może również przydać się do zwykłego powtórzenia wiedzy o tekście, epoce. Nie wymaga pomocy nauczyciela ponieważ klucz odpowiedzi jest dołączony do zadania maturalnego. Podstawą dla opracowania tego zadania maturalnego było zadanie maturalne stworzone przez CKE na potrzeby matury z języka polskiego. Matura 2005

 

Eliza Orzeszkowa: Nad Niemnem. Fragment I do zadania maturalnego



Był to grobowiec bardzo prosty i ubogi. Na szerokiej podstawie krzyża bielał napis:

JAN I CECYLIA, ROK 1549,

memento mori1

Jan uśmiechał się. 
– Stryj wie wszystko – zaczął. Trzeba go tylko pięknie poprosić... opowie.
Istotnie, po Anzelmie widać było, że walczyć zaczynał z ogarniającą go chęcią mówienia o czymś, co go do milczenia raczej skłaniało; spojrzał na Justynę i z cicha rzekł: 
– Było to w starych czasach, kiedy w te strony przyszła para ludzi. Niewiadomego byli oni nazwiska2, niewiadomej kondycji3, i to tylko można było poznać z mówienia ich, i z ubioru, że przyszli z Polszczy. Kiedy spotykający ich podczas ludzie pytali ich o nazwisko, odpowiadali, że przy chrzcie świętym nadano im imiona: Jan i Cecylia. Widać było ze wszystkiego, że bali się jakiegoś pościgu i żądali skryć się4 przed ludźmi. Całej pewności co do tego nie ma, ale takie o nich chodziły głosy, że kondycja ich była nierówna. Jan i Cecylia wzdłuż puszczę przeszedłszy zobaczyli, że tu najmniej ludzie doścignąć ich mogą. Może już tak im było przeznaczone, ażeby właśnie ten kawał ziemi zaludnić i nasz ubogi, ale długowieczny ród ufundować5... zbudowali sobie najpierwej chatę, on zrąbywał drzewa, oprawiał kłody i budował, a ona zbierała orzechy i dzikie jabłka, gotowała rybę. Wszystko tu było nie tak, jak teraz, ale okropniej i dziczej. Nacierpieli się oni głodu, chłodu, strachu i mozołu. Osiemdziesiąt lat albo może i więcej przeminęło od tego dnia, kiedy Jan i Cecylia pierwszy raz na tej ziemi nogi swoje postawili. Panował podtenczas6 ostatni Jagiellon i właśnie bawił się polowaniem. Jechał i jechał, a panowie za największym z panów jechali, aż wszyscy wyjechawszy z lasu stanęli, oczom własnym wiary nie dając. Tam, kędy dawniej panowała dzicz drzewiasta7, bezludna i głucha, leżała wielka równina po zżętym zbożu. Na dwóch pagórkach dwa wietrzne młyny łopotały. Sto domów, przedzielonych ogrodami, sznurem wyciągało się podłuż rzeki. Tymczasem król jechał dziwiąc się wszystkiemu, co tu obaczył8. Z najpiękniejszego domu synowie i córki, wnuki i prawnuczki wyprowadzili parę rodzicielów9. Wtedy król odwrócił się do Jana: „Ty, starcze, żeś był bohatyrem10 mężnym, który tę oto ziemię dzikiej puszczy i srogim źwierzom odebrał, zawojowawszy ją nie mieczem i krwią, ale pracą i potem, przeto dzieciom twoim, wnukom i prawnukom, nadaję nazwisko od bohatyrstwa twego wywiedzione. Nobilituję was11 i nakazuję, abyście nosili nazwisko Bohatyrowiczów.” 
W zmroku, naprzeciw umilkłego Anzelma, widać było dwoje ludzi siedzących blisko siebie. Kobieta w szarzejącą przestrzeń patrzała rozmarzonymi oczami. Myślała, że ona także z ochotą i dumą poszłaby na krańce ciemnej jakiej puszczy, byle czuć się kochaną serdecznie i wiernie i widzieć przed sobą cel. Gdy oderwała wzrok od przestrzeni, zobaczyła obok siebie wysokiego mężczyznę, który uparcie patrzał, nie w przestrzeń – lecz na nią.

Eliza Orzeszkowa: Nad Niemnem. Fragment II do zadania maturalnego 

Jan zdjął czapkę. Miał postawę człowieka, który stanął na progu kościoła i wpatruje się w ołtarz. Można by pomyśleć, że nigdzie tyle, ile w tym miejscu, nie czuł się człowiekiem i nigdzie tyle nie doznawał ludzkich, wyższych od codziennego życia dalekich uczuć i myśli. 
– Dawno tu nie byłem – zaczął. – Dla mojej pamięci te miejsce jest bardzo ważne, bo ja tu, z tego pagórka ostatni raz ojca swego widziałem... Siedem lat podtenczas skończyłem, my wtedy z tego pagórka dwie godziny patrzali na rzekę, którą przypływały czółna, ludzi przywożąc. Wieczór zrobił się majowy. Wtenczas ociec pocałował matkę, cościś12 jej poszeptał, a potem mnie z ziemi na rękach swoich podniósł i całować zaczął. (...) W tej samej minucie pan Andrzej żegnał się ze swoją żoną i ze swoim synkiem; stało i więcej ludzi różnych ze dworu i z okolicy. Księżyc tkwił wprost nad piaskami, a w jego światłości ociec i pan Andrzej jeden przy drugim na koniach piaski na ukos tędy przejechali i tam, w tym miejscu z oczu naszych znikli... Pewno dobrze po świętym Janie, a może i około świętej Anny13, stali my, stuków i grzmotów słuchali, co tam toczyły się. Nad piaskami zaś ciągle grzmiało a grzmiało i dopiero przed samym wieczorem grzmoty te zaczęły pomału ustawać, a za to po całym borze poniosły się wielkie ludzkie krzyki i zgiełki. Ktościś14 do wody skoczył, rzekę przepłynął. Matka przeżegnała się, krzyknęła: „Anzelm”. 
[Anzelm] Z początku niewyraźnie mówił, że i zrozumieć nie mogłem, że on mnie każe do dworu korczyńskiego lecieć i powiedzieć „że pan Andrzej tu ...” i na czoło sobie pokazał...„ a twój ojciec tu...” i na piersi sobie pokazał. „Obydwóch nie ma!”. Niech pani stanie i popatrzy! 
W głębi wznosił się niewysoki pagórek, kształt podługowaty15 i łagodne stoki mający, niby wał, niby kurhan16, widocznie kiedyś rękami ludzkimi usypany i jak cała ta polana niską, w nierówne kępy pogarbioną trawą obrosły. 
Jan w milczeniu pagórek ten Justynie ukazał17 – ona też milcząc skinęła głową; wiedziała, że to zbiorowa mogiła. 
– Ilu? – z cicha zapytała.
– Czterdziestu – odpowiedział.
Kwadranse upływały, godzina prawie minęła, a Justyna siedziała jeszcze na stoku Mogiły utopiona w myślach18 i uczuciach prawie zupełnie dla niej nowych. Ani sztuka muzyczna, ani lekcje udzielane jej przez nauczycielki, ani czytywane poezje i powieści – nie podjęły przed nią zasłony, która tu i w tym momencie opadła na rzeczy wielkie, ważne i wysokie. 
Jan stał z rękami na piersi skrzyżowanymi. Justyna podała mu obie ręce. Nie porywczym ani namiętnym, owszem, miękkim i nieśmiałym ruchem wziął je w szerokie swe dłonie i nisko schylony, przylgnął do nich gorącymi usty. Gdy wyprostował się, oczy ich po raz pierwszy, odkąd się znali, utonęły w sobie długim, pełnym nieśmiałych żarów spójrzeniem, a potem z trudnością odwracając się od siebie, jednocześnie zwróciły się ku Mogile.

Eliza Orzeszkowa, Nad Niemnem, BN 1996

 


1 memento mori – (łac.) pamiętaj o śmierci 
2 niewiadomego byli nazwiska – ich nazwisko było nieznane 
3 kondycja – tu: pochodzenie 
4 żądali skryć się – chcieli się ukryć 
5 ufundować – tu: założyć 
6 podtenczas – w tym czasie 
7 dzicz drzewiasta – dzika puszcza 
8 obaczyć – zobaczyć 
9 rodziciele – rodzice 
10 bohatyr – bohater 
11 nobilituję was – nadaję wam szlachectwo 
12 cościś – coś 
13 dzień św. Jana to 24 czerwca, św. Anny – 26 lipca 
14 ktościś – ktoś 
15 podługowaty – podłużny 
16 kurhan – kopiec usypany nad mogiłą na pamiątkę jakiegoś wydarzenia lub na czyjąś cześć 

 

Serwis rozdaje przeglądarkom bezpieczne ciasteczka.