Opowiadanie

Opowiadanie. Problem szarej myszki

3.8888888888889 1 1 1 1 1 Rating 78%
Już, już mówię, w czym problem. Musi pan wiedzieć, że moja rodzina jest bardzo szanowanym i cnotliwym rodem w naszym miasteczku. Od zawsze wychowywali mnie w duchu Bożej miłości, poszanowania przykazań, no, rozumie pan. Inne dzieci są kompletnie bezbożne, nie chodzą do kościoła, choć wiedzą, że będą potępione! Chociaż... trochę im zazdroszczę. Takim dzieciom, rodzice pozwalają umawiać się na randki, całować z chłopakami, dziewczyny mają własne kosmetyki... To jest akurat fajne, chociaż mi rodzice nie pozwalają. Ale ja sobie tylko trochę pozwalam, czasem powiem mamie, że muszę zostać dłużej w szkole i wtedy spotykamy się z Elizką, Bartkiem i Adrianem. To jest tylko takie jedno niewinne kłamstewko, ja potem szczerze żałuję na spowiedzi i pan Bóg się nade mną lituje. Myśli: "Och, biedne dziecko, moja Amandziu, cień zakrył mózgi twoich rodziców, że ci na to wszystko nie pozwalają... A mówiłem już dawno, że nadgorliwość gorsza od faszyzmu...".
Tak, ja rozumiem, że ma pan zaraz operację, ale ja muszę opisać całą sytuację, żeby pan wiedział, jakie to ważne! Wie pan, że wszystkie dziewczynki chodzą na Oazę. Na Oazie jest bardzo fajnie, przychodzimy, śpiewamy wesołe piosenki na chwałę Pana, żartujemy sobie. Musiałby pan widzieć, panie lekarz, jak fajnie jest na wyjazdowych rekolekcjach! Przychodzą tacy fajni chłopcy i my się  z nimi całujemy, a niektóre dziewczynki to nawet z nimi.... wie pan, takie nieprzyzwoite rzeczy robią! Ale generalnie jest fajnie, tylko Zuzia ostatnim razem wróciła do domu z przekonaniem, że jest w ciąży. Moi rodzice chcieli mi zakazać jeździć na rekolekcje, ale ksiądz Piotr ich przekonał, żebym mogła nadal jedźić i, że on sam będzie miał na mnie oko.
Bo ksiądz Piotr jest bardzo, ale to bardzo fajny, nawet zajebisty! Ja tak panu powiem. Przyszedł do naszej parafii pół roku temu i wszystkie dziewczyny z Oazy potraciły dla niego głowę. Ma 24 lata, przystojny jak Brad Pitt, więc nawet nasze matki i babki zaczęły latać do kościoła częściej, a już najchętniej to kościół myć. On wtedy chodzi i zagaduje do tych pań, dla każdej ma miłe słówko, niektórą nawet podszczypnie w tyłek... Jak mu się jakaś szczególnie spodoba, to wtedy pozwala jej umyć swój samochód. Nie wiem, czy pan wie, że ksiądz Piotr ma czerwone porsche, ale takie, takie... prawdziwe! Ludzie się burzyli, że skąd on ma takie auto, jak przyszedł, ale im powiedział, że to ojciec mu dał. I się zamknęli. Ale tylko mnie powiedział, że jego ojciec jest biskupem! Hihihi, czai pan? Hihihi, jak ich w konia zrobił?
No i ksiądz Piotr zaczął się aktywnie udzielać na Oazie. Wszystkie dziewczyny oszalały na jego punkcie, ale on od początku zwracał uwagę tylko na mnie. Widzi pan, panie lekarz, ja jestem niezła laska. Biust duży, pupa zgrabna, blond loczki... Nie mogłam uwierzyć we własne szczęście, że ksiądz Piotr poświęca mi tyle swojego cennego czasu! Wszystkie laski pękały z zazdrości!
Kiedyś po Oazie powiedział, że mi pokaże swoją kolekcję krzyży i dzwoneczków, jaką trzyma w pokoju na plebanii. Mój ojciec też zbiera dzwoneczkii, więc to hobby jest mi bardzo bliskie, znam się... nawet całkiem nieźle na zbieraniu rzeczy. A jeszcze z nim, naszym miasteczkowym Bradem Pittem... Ciekawe, czy prawdziwy Brad Pitt też je zbiera?
Poszliśmy do jego pokoiku na plebanii. Nie, nie pokoiku, to bardziej apartament przypominało, taki z Hollywood. Z zewnątrz nikt by się nie pokapował, że to tak wygląda. Ksiądz Piotr puścił nastrojową muzykę, wyciągnął wino... czułam się jak prawdziwa królowa, jak kopciuszek. Spytałam go, gdzie ma te krzyże, ale powiedział, że bardzo chciał zostać ze mną sam na sam, a to był jedynie pretekst. W parafii bez przerwy ktoś podgląda, a tu mamy chwilę spokoju...
Jasne, że się go nie bałam! Takiego dobrego księdza? Kiedy mnie rozbierał, mówił, że nie popełniamy żadnego grzechu, ba, nawet zbliżamy się do Boga! Bóg naznaczył obie płcie, aby przez wzajemną miłość zbliżały się do niego wspólnie. Tym bardziej, że on, jako ksiądz, ma boskie posłannictwo i musi prowadzić ludzi do Boga. Taka jest jego misja, pasterza ludu. Kiedy mi wkładał, zaniepokoiłam się, czy aby nie będę w ciąży. Zaśmiał się i powiedział, że w ciążę przed ślubem zachodzą tylko grzesznicy, którzy są potępieni przez Boga. Spodobał mi się ten argument, bo Zuzia rzeczywiście nie była za bardzo pobożna, tylko udawała...
Jak już skończyliśmy wypełniać boskie posłannictwo, powiedział mi, żebym o tym nikomu, ale to nikomu nie mówiła. Bo wszyscy zaczną do niego przylatywać, aby ich ocalił, a on musi to dokładnie zaplanować. Więc obiecałam, że nie powiem.
Spotykaliśmy się jeszcze kilka razy. Za każdym razem było bardzo fajnie. Tylko gdzieś dwa tygodnie temu zaczęły mi się dziwne objawy: mdłości, brak apetytu, nie mam okresu... Nie przejmowałam się nimi zanadto, bo to przecież nie mogła być ciąża, ale koleżanka uparła się, żebym zrobiła test. Wynik testu był pozytywny! Ja tu czegoś nie umiem pojąć: dlaczego Bóg uznał, że jestem grzeszna? Może to przez to oszukiwanie rodziców?
Powiedziałam o tym księdzu Piotrowi. Stwierdził, że to nie jego wina, że "misja zbawienia, mojej osoby, nie powiodła się". Widać - źle mnie ocenił. Jednak jestem grzesznicą. Myślał, że jestem gotowa. No i na drugi dzień go zobaczyłam, jak szedł z Pam pod rękę, to taka szara myszka jest...
Myślałam, że mi serce pęknie!!! Dlatego postanowiłam coś z tym zrobić, żeby ksiądz Piotr znowu się mną zainteresował. I mam do pana, panie lekarz, następujące pytanie: może mi pan dać jakieś tabletki, żeby się pozbyć tej ciąży???
{linkr:related;keywords:opowiadanie;limit:5;title:Zobacz także}
Serwis rozdaje przeglądarkom bezpieczne ciasteczka.