Reportaż

Reportaż. Ku żródle

3.8571428571429 1 1 1 1 1 Rating 77%

Reportaż: Ku źródle

Zobacz też: Jak napisać dobry reportaż?  

Wspólnota Taizé to ekumeniczny ruch religijny założony przez pastora kościoła ewangelicko–augsburskiego, Roggera Schultza w połowie XX w. Jego celem jest krzewienie ducha pojednania wśród podzielonych kościołów chrześcijańskich. Reguła Wspólnoty mieści się w trzech słowach streszczających przesłanie Ewangelii: radość, prostota, miłosierdzie. Od roku 1978 corocznie na przełomie roku kalendarzowego, poza wioską Taizé odbywają się spotkania młodzieży.

 

W Zagrzebiu (Chorwacja), w dniach 28 grudnia 2006 do 1 stycznia 2007 roku odbywało się 29. Europejskie Spotkanie Młodzieży.

 

Abyśmy znowu stali się braćmi

 

Prowadzą skromny sierociniec. Z pewnością za kilka ofiarowanych euro mogłyby uszczęśliwić kawałkiem czekolady, albo pluszową maskotką gromadę dzieciaków. Czasem tym bardziej wobec serdecznej gościnności sióstr czuliśmy się nieswojo. Po południu przygotowały uroczysty obiad. Postarały się, abyśmy ostatnie chorwackie godziny spędzili prawdziwie razem.

Ustawiliśmy się w kole śpiewając w narodowych językach. Siostra Marija poprosiła, aby każdy podzielił się jednym, wybranym wspomnieniem tego tygodnia. Młoda Serbka nie zna angielskiego, prosiła aby ktoś tłumaczył:

- Przyjeżdżając tutaj byłam pełna obaw. Jeszcze nie zdążyły zabliźnić się rany bratobójczej wojny. Wy Chorwaci, którzy tyle wycierpieliście, potrafiliście nas nie tylko przyjąć po tym wszystkim, ale także obdarzyć zaufaniem. Byłam naprawdę wzruszona, kiedy mogłam razem z moim chórem śpiewać wśród was pieśni. Dziękuję wam siostry za to cudowne przyjęcie. Mam nadzieję, że nadejdzie dzień kiedy nasze narody znów staną się braćmi.

 

Dobro jutro, Buenos dias, Dzień Dobry

 

Mieszkam wraz z kilkudziesięcioma młodymi ludźmi w ośrodku dla pielgrzymów Sióstr Karmelitanek z Zagrzebia. Większość to Polacy, ale sporo także Serbów. Są i Francuzi, Ukraińcy, Hiszpanie, a nawet Meksykanin i Rosjanin z okolic Irkucka. Rano przed mszą wspólne śniadanie, rozmowy. Siostry reklamują chorwackie sery.

Ernesto pochodzi z Meksyku. Wciąż się śmieje, a najbardziej kiedy pytamy o jego nazwisko - każe zgadywać. Któryś z chłopaków woła González, wszyscy wybuchamy śmiechem. Ernesto po chwili się opanowuje, wychodzi na środek i z wyjątkowo poważną miną odpowiada: I'm Ernesto Márquez González...

 

Do kościoła św. Ambrożego niecałe 10 minut drogi. Po mszy, rozpoczynają się poranne modlitwy wspólnotowe.

Krótkie cytaty z Biblii lub tradycji kościołów. Wielokrotnie powtarzane, nie zamykają się już tylko w obrębie umysłu, ale przenikają duszę.

Kiedy człowiek zaczyna śpiewać, w pewien sposób odcina się od świata, jednocześnie bardziej będąc częścią wspólnoty. Kanony łączą młodych różnych narodowości i języków. Są fenomenem ekumenicznego dzieła Taizé. To wielka, szczera modlitwa, naturalna – prosta. Taka przejmująca chwila wewnętrznej ciszy, której śpiew wcale nie burzy – raczej potęguje.

 

Jako chrześcijanie

 

Potem Katechezy w małych międzynarodowych grupach. Prowadzi wyznaczony animator. Porusza problem podjęty wcześniej w czytaniach. Dyskutujemy. Ale nie jako katolicy, protestanci i prawosławni – jako chrześcijanie – jako jedność, wspólnota, równy z równym.

Kiedyś brat Rogger przybył do malutkiej francuskiej wsi Taizé w odległej Burgundii. Świadomy krzywd, jakie w wyniku podziałów nawzajem wyrządzają sobie chrześcijanie, postanowił zbudować ekumeniczną wspólnotę, która zamiast dzielić – scalałaby wspólnego ducha Kościoła. Właśnie dzięki tym wydarzeniom dziś możemy rozmawiać – razem. Wzajemnie słuchając i odnajdując prawdę.

 

Temat spotkania: „Modlitwa jest źródłem, żebyś, czerpiąc z niego, kochał.”

 

Głos zabiera Claudine z Francji:

- Wyciszenie i kontemplacja... Wtedy spotykam się z Bogiem. Czuję jego obecność, wiem że jest tylko dla mnie. Chce słyszeć moje myśli, chce by opowiadać mu o moich problemach, chce mnie taką jaką jestem. On także wymaga ode mnie. Pragnie, bym poszukiwała i rozważała jego tajemnicę.

 

 

To wszystko Zagrzeb - Nowa Chorwacja

 

Zagrzeb nie przypomina już młodej stolicy zrujnowanego wojną państwa. Chodząc po skwerach i deptakach bezskutecznie doszukujemy się w starszych, nieremontowanych kamienicach śladów konfliktu, dziur po kulach... Jak żołnierze to i kule. Jak bitwa to i zniszczenia, i bieda, i nieufność – powierzchowne, najprościej. Spacerując tędy nie sposób nie poszukiwać jakiś odniesień, rozmawiając z ludźmi pytamy o zniszczenie, wspomnienia. Tymczasem Zagrzeb wydaje się inny. Stare Miasto – muzea, parlament, świątynie, teatry... Dalej centra handlowe, nowoczesne budynki. A ludzie? Otwarci, gościnni, uprzejmi. Jak gdyby w stolicy wojny nie było. Jak gdyby to wszystko, o czym czytaliśmy w gazetach kilka lat temu było brukową plotką. Ale Zagrzeb wymaga innego spojrzenia. Miasto wciąż budowane na gruzach świeżej, ludzkiej krzywdy w środku Europy – uczy.

 

Mirko mieszka w Zagrzebiu od urodzenia. Jest nauczycielem w szkole podstawowej. Kiedy na Bałkanach wybuchł konflikt urodziła mu się córka – Silvija. Mówi, że było mu bardzo ciężko. Że wszystkim było ciężko – wojna nie oszczędza nikogo, jej okrucieństwo dotyka i zostawia głębokie rany. Mirko opowiada o budowaniu nowej Chorwacji, o budowaniu świadomości narodowej, o długo obecnych antagonizmach, o radykalnej nienawiści, powracających jak bumerang obrazach. Potem o pokoju. Codziennie klęka i modli się, by to wszystko nigdy, nigdzie się nie powtórzyło.

 

Między tymi symbolami nowej teraźniejszości spaceruje kilkadziesiąt tysięcy młodych ludzi wszystkich zakątków Europy.

 

- Kto dziś ceni dar pokoju? Minęło kilka lat. Chorwacja pamięta - nie może tego nigdy zapomnieć, ale też potrafi przebaczyć. Spotykacie się tutaj, aby modlić się o pokój - zrozumcie go. – mówi Mirko.

 

 

Tramwaj

 

Czternastka. Gwarno, wesoło, tłoczno. Właściwie nie wiadomo dokąd jedziemy. Przed siebie, za tłumem. Mapę nie sposób rozłożyć. Nazwy kolejnych przystanków również niewiele mówią. Ale tutaj można spotkać każdego: Włocha, Brytyjczyka i Niemca. Przez tramwaj prześlizgają się wszyscy. Można nauczyć się hiszpańskiej piosenki o bezdomnym psie, dowiedzieć o malutkiej francuskiej wiosce z której pochodzi Charles, poznać trójkę chorwackich studentek wyjeżdżających do przyjaciół na Sylwestra.

W tramwaju nawiązuje się znajomości i piętnastominutowe przyjaźnie.

 

Czwórka. Starszy pan, emerytowany nauczyciel pierwszy zaczyna rozmowę. Łamaną angielszczyzną dopytuje się skąd jestem. - Z Polski, from Poland! - odpowiadam. Czasem mówiąc po polsku jestem lepiej rozumiany, w końcu polski i chorwacki to jeden słowiański pień. - Polska! Polacy! - woła do innych pasażerów. Starszy Pan przedstawia się jako „Josif”, nie wiem czy próbuje powiedzieć po polsku „Józef”, czy też tak właśnie wymawia się to imię po chorwacku. W każdym razie Josif, jak i inni podróżni poruszeni moją polskością, wpatruje się we mnie jak w relikwię. - John Paul II - krzyczą. Chłopak z tyłu na siłę pokazuje mi zdjęcie papieża – Polaka w telefonie. Gdy atmosfera się uspokaja, Pan Josif mówi, że był w Polsce, w Krakowie, Gdańsku i Warszawie. Widział też Papieża, ale nie potrafiłem zrozumieć gdzie... Czy w Polsce, czy w Rzymie, a może w Chorwacji? Pan Josif opowiada o sobie i o Zagrzebiu, o rodzinie. Pod halami Velesejam wyskakujemy z tramwaju razem. Mówi, że mieszka tuż obok. Nawet podał adres na osiedlu Brajkovića i zaprosił na herbatę.

 

Laudate dominum

 

Czas leci bardzo szybko. Siedemnasta trzydzieści: kolacja.

Na hali Velesajam najpierw muszę zorganizować swój metr (może tylko pół) kwadratowy podłogi. Ciasno... niemal jak w tramwaju. Wolontariusze odpowiedzialni za zbieranie odpadów urządzają zawdy. Prześcigają się w zbieraniu śmieci. Poprzebierani rywalizują o klienta. Są Mikołaje, królowie z koronami, anioły. Rubbish, rubbish! - krzyczą. Rozczochrana, pozawijana w worki Brytyjka powiedziała, że nie odejdzie póki nie oddam jej swoich rubbish. Właściwie te śmieci to pretekst. Trudno powiedzieć ile ta Brytyjka podczas tej nocy pozna nowych ludzi. Na Taizé jest już szósty raz. – Za każdym razem było niesamowicie – opowiada.

Zaraz po kolacji, aby uniknąć tłoku biegnę do hali nr 5 na wieczorną modlitwę.

 

Przy wejściu zatrzymałem się. Uśmiechnięta, schowana z dłoniach twarz młodej dziewczyny o cygańskiej urodzie na kilka chwil przyciąga moją uwagę. W tym skupionym obliczu kryło się wszystko – cały sens spotkań.

Wystrój działa jak zaklęty. Wielka pomarańczowa kotara rozciągająca się od samego sufitu, przed nią kwiaty, obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus, krzyż św. Franciszka, mnóstwo świec. Chrzcielnica – powrót do źródeł, tyle symboliki. Wysoko jeszcze kopie odnalezionych XI w. płaskorzeźb, jedna przedstawia ucieczkę Maryi i Józefa z Dzieciątkiem do Egiptu. Wkoło emanuje spokój. Rozległa przestrzeń zagrzebiańskiej hali targowej jest jeszcze tylko sporadycznie wypełniona. Gęściej jest z przodu, tam ciężko jest już znaleźć miejsce. Velesajam jest już po chwili pełna młodych ludzi wszystkich maści, z każdego krańca Europy.

Siedzimy na karimatach, poduszkach lub kurtkach. Olbrzymia hala mieści kilka tysięcy ludzi. W centralnym miejscu na podwyższeniu bracia rozpoczynają modlitwę. Ewangelia. Najpierw po angielsku, francusku, hiszpańsku, polsku...

 

„ Jezus powiedział: „Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”.

(Ewangelia wg św. Mateusza 5, 14-16)

 

Cisza... W głębi słyszany tylko szum klimatyzacji. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi milczy.

 

Rewolta bez karabinów

 

Nieważne, czy jest się katolikiem czy protestantem. Na hali wszyscy są przede wszystkim chrześcijanami. Mnóstwo ludzi przeżywa to samo, każdy wędruje w głąb siebie poszukując... Poszukując pokoju i miłości – bez podziałów, nieporozumień, oskarżeń. Poszukując jednego, wspólnego „Ojcze nasz...”.

Po chwili rozlega się łagodny ton harfy. „Dona la Pace, Signore, a chi confide in Te”. Modlitwy trwają długo, nabożeństwo światła, modlitwa wokół krzyża, ale czas jakby ustaje...

Tylko kręgosłup daje o sobie znać i nogi coraz częściej drętwieją.

 

Pokój jest możliwy, naturalny – tego sami dotykamy. Jan Paweł II powiedział więcej : „Pokój jest możliwy, pokój jest konieczny, pokój jest pierwszą powinnością wszystkich!”. Budujmy go.

Serwis rozdaje przeglądarkom bezpieczne ciasteczka.