Streszczenie

Ćwiczenie. Streszczenie logiczne: Piękny wiek XX

3.2222222222222 1 1 1 1 1 Rating 64%

Spis treści

Ćwiczenie streszczenia logicznego do tekstu Tadeusza Bielickiego: Piękny wiek XX.

Ćwiczenie streszczania logicznego zostało przygotowane przez CKE i opublikowane w dokumencie opracowanym przez Annę Krasuską. Źródło zostało podane na końcu tego tekstu.

 

  1. Przeczytaj tekst, znajdujący pod poleceniami.

  2. Następnie sporządź samodzielnie szczegółowy odtwórczy plan wypowiedzi.

  3. Sporządź schemat argumentacji (teza, argumenty, dowody).

  4. Na podstawie własnego schematu napisz streszczenie logiczne nie przekraczające 120 słów.

Streszczenie logiczne - tekst: Tadeusz Bielicki Piękny wiek XX

1 Pewnego styczniowego wieczoru roku 1917 w Zurychu rosyjski rewolucjonista, przebywający od lat na emigracji, wypowiedział w publicznym odczycie następującą posępną prognozę rewolucja jest nieunikniona, ale będzie ona dziełem następnych pokoleń, „my, starzy" decydujących jej bitew już nie doczekamy. Autorem prelekcji był - wówczas 47-letni "Włodzimierz Iljicz Lenin, człowiek chyba zasługujący na miano intelektualisty, a przy tym, jak mało kto z jemu współczesnych, dogłębnie przekonany o tym, ze dysponuje naukową wiedzą o prawach rządzących biegiem dziejów. A jednak - jego prognoza okazała się chybiona, i to w stopniu wręcz groteskowym. Bo już 8 tygodni później wybuchła w Rosji rewolucja, która w parę dni zmiotła pięćsetletni carat, a zaledwie 10 miesięcy później nie kto inny, jak sam prelegent stanął w Rosji u władzy.
2 Myślę, ze ten znany epizod warto mieć w pamięci, gdy czyta się - w znakomitym eseju Jerzego Jedlickiego - o owych chronicznych, desperackich przeczuciach europejskich intelektualistów co do kierunku biegu dziejów i losów cywilizacji Być może Autor odpowie, ze to w ogóle „nie na temat", bo desperacje owe nie były wcale próbami stawiania prognoz A jednak przynajmniej niektóre z nich wolno chyba jako prognozy potraktować I to wolno również w tych przypadkach, gdy wypowiadano je właśnie jako przeczucia tylko, jako literackie w formie impresje lub oceny moralne raczej niż jako prognozy w dzisiejszym, bardziej rygorystycznym rozumieniu, to znaczy jako przewidywania oparte na ostrożnej wieloczynnikowej, ilościowo ujętej analizie aktualnie obserwowanych innych trendów i przeciwtrendów. Jeśli bowiem lamentuję nad tym, ze cywilizacja mnie otaczająca odbiegła od złotego (lub choćby złotawego) wieku i stacza się ku mrocznym, złowrogim horyzontom - wypowiadam przecież jakąś prognozę, przynajmniej ostrzegawczą.

3 Jakaż zatem bywa trafność takich przewidywań? Również tych, których autorami były najświetniejsze umysły epoki? Otóż trafność ta okazywała się na ogół bardzo mama Łatwo wyliczyć co najmniej trzy rodzaje okoliczności, których przykłady przyniósł obficie wiek XX, zwłaszcza jego druga połowa, i które ów sceptycyzm uzasadniają.

4. Po pierwsze - rozwój techniki przynosi co pewien czas rewolucyjne nowości, których jeszcze na dekadę przed pojawieniem się nikt nie przewidywał, a w każdym razie nie przewidywał ich olbrzymich, raptownych i mających globalny zasięg reperkusji. Jeszcze w początkach lat 30. nikt, a na pewno nikt z dumających nad losami świata humanistów, nie brał pod uwagę pojawienia się w mniej niż 15 lat później broni jądrowej. Podobnie, jeszcze w połowie lat 80. , nikt nie przewidywał (a w każdym razie predykcje takie nie były głośno słyszalne) nagiego pojawienia się zupełnie nowego systemu globalnej komunikacji międzyludzkiej w postaci Internetu; a jest to wszak technika, która już obecnie, na naszych oczach, i to w tempie eksplozywnym, zmienia wiele zasadniczych elementów życia jednostek i społeczeństw - od sposobu dokonywania zakupów po działalność policji, edukację, zdrowie, moralność i ideologię.
5. Po drugie - wiek nasz przynosił wydarzenia ekonomiczne i polityczne o charakterze wielkich, o światowym zasięgu kryzysów, następujących nagle i zupełnie niespodziewanych. Nikt, nie wyłączając profesjonalnych analityków, nie przewidział do ostatniej niemal chwili gigantycznego krachu systemu finansowego w roku 1929; ani wielkiego kryzysu paliwowego w roku 1973; ani nagiego rozpadu, w 1990, jednego z dwu supermocarstw i załamania się utrwalonego od dziesięcioleci dwubiegunowego   podziału   świata.   A   byty  to  wszak  wszystko wydarzenia o konsekwencjach głębokich i globalnych.
6. Po trzecie - da się wymienić cały szereg „czarnych scenariuszy", owych przewidywań desperackich lub zgoła katastroficznych - tych właśnie będących przedmiotem rozważań profesora Jedlickiego - które się po prostu nie sprawdziły lub które zdradzają już wyraźne „oznaki niesprawdzalna się". Okazały się bowiem przewidywaniami od początku z jakiegoś powodu mylnymi, ułomnymi, talami, w których przeoczono możliwość włączania się w bieg rzeczy jakiegoś „dodatkowego czynnika" o istotnym znaczeniu. Albo też znakami, które okazały się prognozami samounicestwiającymi się, bo podziałały jako ostrzeżenie i na czas uruchomiły
interwencje naprawcze; w rezultacie „historia, z uśmiechem Mona Lisy" skręcać zaczęła na inną drogę i „wymykać się kategorycznemu imperatywowi" wytyczonemu przez intelektualistów (jak to pisała Barbara Tuchman o Eduardzie Bernsteinie i losach prognozy marksistowskiej). Na przykład, kapitalistyczna cywilizacja miejsko-przemysłowa pobiegła, mimo wszystko, ku znacznie jaśniejszym krajobrazom niż ten, który niegdyś opisywał ze zgrozą Tocqueville po zwiedzeniu Manchesteru i który to opis przywołuje Jerzy Jedlicki. Dziś „największy strumień ludzkiej wynalazczości", „użyźniający cały świat", nie wypływa już z „cuchnącego rynsztoka" i „plugawego ścieku", w którym „człowieczeństwo dostąpiło największego zbydlęcenia". Wypływa on głównie z przeszklonych, sterylnie czystych, klimatyzowanych laboratoriów i hal
produkcyjnych, z firm Microsoft, Texas Instruments i Mitsubishi, a niekiedy też z małych garaży przydomowych, takich jak ten, w* którym kilkanaście lat temu dwaj młodzi, schludni Amerykanie, skonstruowali pierwszy komputer osobisty.
7. Uśmiech Mony lisy pojawiać się też zaczyna na twarzy cywilizacji oglądanej oczyma ekologów. To prawda: zagrożenia w tej mierze, dostrzeżone już w stuleciu ubiegłym, zaczęły narastać dramatycznie w naszym. Ale, szczególnie od czasu ukazania się Raportu U Thanta i pierwszego raportu Klubu Rzymskiego, podjęto przeciwdziałania, których zasięg, rozmach i różnorodność stale wzrasta, zaś efekty (o czym się jakoś mniej mówi) są już znaczące. W USA roczna emisja przemysłowa dwutlenku siarki do atmosfery spadła od 1970 roku do dziś o połowę, zaś stopień skażenia powietrza związkami ołowiu zmalał o ponad 90%; liczba Amerykanów narażonych w swym miejscu zamieszkania na zanieczyszczenia powiedzą przekraczające tzw. normę federalną zmalała w kresie 1982-1992 ze 100 do 54 min osób; Europa Zachodnia ma obecnie o 30% większe zalesienie niż 50 lat temu; alarm przeciwsmogowy ogłaszać trzeba było w wielkich aglomeracjach amerykańskich trzykrotnie rzadziej w 1993 niż w 1988 roku itd.

8. Wątpliwości nasuwa również stara teza, że cywilizacja przemysłowa pcha świat w kierunku zdziczenia obyczajów i ogólnej degrengolady moralnej. Pogląd taki obowiązuje nieustannie w salonach, zaś przeciwny mu spotyka się z reguły z szyderstwem jako infantylnie naiwny. A jednali faktem jest przecież, że przez wszystkie tysiąclecia zapisanej historii, aż do czasów nowożytnych, za zaakceptowany, normalny porządek ludzkiego świata, uznano na przykład publiczne egzekucje, i to z reguły poprzedzone wyrafinowanymi torturami, zabijanie jeńców wojennych, rzezie ludności zdobytych miast, mordy rytualne, traktowanie chorych psychicznie w sposób, od którego jeżą się dziś włosy na głowie, chłostę, niewolnictwo, katorżniczą pracę fizyczną dzieci. Są to wszystko praktyki nie tylko coraz powszechniej potępione dziś jako barbarzyńskie, lecz także coraz skuteczniej eliminowane. Dotyczy to na przykład kary śmierci, i to nawet tej wykonywanej w sposób możliwie „humanitarny"; dotyczy obyczajów wojennych, a nawet samego - nigdy wszak dawniej nie kwestionowanego - prawa do wszczynania wojny napastniczej; dotyczy nawet traktowania zwierząt. Wbrew wszelkim czarnym scenariuszom tzw*. świat rozwinięty zmierza, mimo wszystko, raczej w kierunku
zmniejszania, a nie zwiększania obszarów „dzikości i barbarzyństwa" w stosunkach między ludźmi. Zaś swat rozwinięty obejmuje już 1/5 ludzkości i będzie rozrastał się, bo reprezentuje poziom życia i zasady organizacji społeczeństwa szeroko postrzegane jako bardzo atrakcyjne. Tak czy owak, niepodważalna - bo po prostu dająca się udokumentować statystycznie - jest teza następująca: nigdy przedtem w dziejach tale wielki jak dziś odsetek ludzi nie miał przed sobą perspektywy życia tak długiego, bez strachu przed śmiercią głodu, pod nożem, na stosie lub na palu, bez obaw przed zarazą, skrajną nędzą, popadnięciem w niewolnictwo; i nigdy tak wielu jak dziś nie miało talach możliwości układania swego życia wedle własnych upodobań, wierzeń i uzdolnień.

9. Artykuł Jerzego Jedlickiego był dla mnie lekturą przepyszną i w sumie wielce krzepiącą. Pokazuje, że lamenty intelektualistów są światu bardzo potrzebne — jako ostrzeżenia i jako pobudki do namysłu nad kondycją własną i ludzkości oraz przypomina ponownie, że przyszłość, nawet ta bliska, jest poorly predictable; co ja osobiście uznaję za jeden z ważnych uroków życia.

 

Serwis rozdaje przeglądarkom bezpieczne ciasteczka.