Wortal rozdaje przeglądarkom ciasteczka.

Polityka prywatności

Dzikie słówka

Spis treści

Dzikie słówka - czytanie ze zrozumieniem (test)

Podstawą tego testu czytania ze zrozumieniem jest test (czytanie ze zrozumieniem) "Dzikie słówka", opracowany na podstawie tekstu Krzysztofa Szymborskiego "Dzikie słówka" przez CKE na potrzeby matury z języka polskiego w 2005 roku.

Tekst do testu "Dzikie słówka" (czytanie ze zrozumieniem)

Naucz się bardzo dobrze czytać ze zrozumieniem.

1.

Na początku lat trzydziestych małżeństwo amerykańskich psychologów Winthrop i Luella Kelloggowie postanowili sprawdzić eksperymentalnie, w jakiej mierze szympans wychowywany w ludzkiej rodzinie i traktowany jak ludzkie dziecko zdolny będzie do porozumienia z ludźmi, być może w ich własnym języku. Gdy przyszedł na świat ich własny syn Donald, „zaadoptowali" więc młodą szympansicę, której nadali imię Gua. Małpa chowała się wraz z Donaldem. Jak pisze pół żartem, pół serio Roger Fouts w swej książce „Najbliżsi krewni", wydanej w Polsce w 1997 r., „na nieszczęście dla nauki przerwali nagle ten eksperyment, ponieważ – jak głosi plotka – pani Kellogg zaniepokoiła się, kiedy Donald zaczął się szybciej uczyć mowy szympansiej niż Gua ludzkiej. Ponoć syn Kelloggów wydawał przy stole pomruki, jakie te małpy wydają na widok jedzenia". Taki obrót sprawy nie powinien nikogo zaskoczyć. W końcu ludzie są jednak inteligentniejsi od szympansów, więc jeśli Donald i Gua mieli jakąś szansę porozumienia, to raczej na warunkach możliwych do akceptacji przez małpę.

2.

Doświadczenie Kelloggów miałoby zapewne lepsze widoki powodzenia w sytuacji odwrotnej: gdyby ludzkie dziecko wychowywane było przez małpią rodzinę. Eksperyment tego rodzaju nie jest jednak możliwy ze zrozumiałych względów.

3.

To, czego z moralnych względów nie można czynić z premedytacją, zdarza się jednak niekiedy bez naszej woli. Opowieści o „dzikich dzieciach", które utraciwszy kontakt z ludzkim społeczeństwem wyrastały wśród zwierząt jako ich adoptowane potomstwo, były od niepamiętnych czasów przedmiotem legend. Najsłynniejsza z nich głosi, że Rzym został założony w VIII wieku p.n.e. przez bliźniaków Romulusa i Remusa, wykarmionych przez wilczycę.

4.

W dzisiejszym racjonalistycznym świecie fascynacja tzw. feralnymi dziećmi bynajmniej się nie zmniejszyła, lecz jej motywy są, po części przynajmniej, poznawcze. Takie przypadki skrajnej izolacji ludzkiego dziecka od społeczeństwa rzucić mogą wszakże pewne światło na zagadki „ludzkiej natury", będące przedmiotem gorących sporów naukowych. W grę wchodzą w końcu zasadnicze pytania o rolę natury i kultury w kształtowaniu ludzkiej osobowości, naszych najgłębszych, biologicznych instynktów, a także tajników niezwykłego procesu opanowywania przez dzieci sztuki mowy, będącej, zdaniem wielu badaczy, fundamentalnym atrybutem człowieczeństwa.

5.

Legenda o powstaniu Rzymu, nawet gdyby przyjąć ją za fakt historyczny, nie ma w tym względzie naukowej wartości, bowiem Romulus i Remus po zaspokojeniu głodu mlekiem wilczycy zostali niebawem odnalezieni przez pasterza i dalej wychowali się już w ludzkim środowisku. Podobnie odrzucić musimy opowieści o Tarzanie, wychowanym przez afrykańskie małpy, czy Mowglim – dziecku indyjskiej dżungli, stworzonym w wyobraźni Kiplinga. Obaj oni wyrośli na prawdziwych dżentelmenów i nie mieli specjalnych trudności z powtórną adaptacją w cywilizowanym społeczeństwie. Rzeczywistość maluje obraz daleki od romantycznej fikcji. We wszystkich potwierdzonych przypadkach ludzkich niemowląt od wczesnego wieku chowanych przez zwierzęta powrót taki okazał się niemożliwy.

6.

Przypadków takich w przekazach historycznych odnajdujemy około pięćdziesięciu i wiele z nich znanych już było twórcy systematyki żywych organizmów Karolowi Linneuszowi, który wyróżnił w swej „Systema Naturae" dzikiego człowieka (Homo sapiens ferus) jako odrębny gatunek. Opisał go jako „tetrapus, mutus, hirsutus" – czworonożny, niemy i kosmaty. Zapewne ze względu na brak zręczności ludzkie dzieci rzadko adoptowane były przez małpy, których większość prowadzi nadrzewny tryb życia. Zastępczymi rodzicami dzieci były najczęściej wilki, ale też lamparty oraz rzekomo również owce, psy i niedźwiedzie.

7.

Historia tych ostatnich jest o tyle interesująca, że dotyczy ziem polsko-litewskich. Tak oto pisał w swej „Historii Polski" Irlandczyk Bernard Connor, który pod koniec XVII w. służył jako nadworny lekarz króla Jana III Sobieskiego: „Żadna część ziem rządzonych przez Króla Polski nie ma więcej lasów i pustyń niż Litwa. Pośród nich jest bór długi na sto mil, w którym żyje lud bardzo dziki i niewykształcony; choć litewska szlachta jest w większości bardziej uprzejma, mądrzejsza i bardziej w towarzystwie przyjacielska niż nawet Polacy. Często mówiono mi na dworze, że wielekroć małe dzieci karmione są i chowane przez niedźwiedzie, których jest wiele w litewskich lasach. [...] Dziecko takie trzymane było w klasztorze za czasu mego tam pobytu, o czym wspomniałem w mym łacińskim traktacie >>O zawieszeniu praw natury<<. Chłopiec ten miał lat około dziesięciu (jak wnosić można z jego figury i oblicza); ciało jego było straszliwie zdeformowane i nie władał on ani mową, ani rozumem. Chodził na czworakach i nie przypominał człowieka jak tylko budową ciała".[...]

8.

Niemożność opanowania języka przez wyrosłe wśród zwierząt dzieci po przekroczeniu pewnego krytycznego wieku ma dla dzisiejszej nauki doniosłe znaczenie. W 1967 r. Eric Lenneberg, profesor na Uniwersytecie Cornella, wystąpił z hipotezą, że ludzkie dziecko przechodzi w swym rozwoju okres, kiedy zdolne jest przyswoić sobie język z niezwykłą łatwością. Ten krytyczny okres kończy się jednak z wejściem w wiek dojrzewania i człowiek, który swej szansy opanowania mowy nie wykorzystał przed mniej więcej dwunastym rokiem życia, traci ją bezpowrotnie.

9.

Od tego czasu wśród psycholingwistów trwa nieustanny spór pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami tej hipotezy. Dziś raczej trudno o dzieci wychowane przez wilczyce. Zdarzają się jednak, rzadko na szczęście, przypadki drastycznej izolacji od ludzkiego społeczeństwa dzieci znajdujących się pod opieką własnych rodziców. Taką właśnie dziewczynkę znaleźli w 1970 r. w Kalifornii pracownicy opieki społecznej.

10.

Genie, jak ją nazwano, miała w chwili uwolnienia 13 lat i przez większość tego czasu jej psychicznie chory ojciec trzymał ją w zamknięciu nie pozwalając się odzywać. Choć nie szczędzono żadnych dostępnych nauce środków, by przywrócić ją społeczeństwu, dalsze losy Genie nie były szczęśliwe. Początkowo rozmaici badacze usiłowali wyrwać ją sobie nawzajem, by przeprowadzić na niej badania i zrobić na tym naukową karierę. Gdy okazało się, że nie jest zdolna spełnić pokładanych w niej oczekiwań, oddano ją z powrotem opiece społecznej i w końcu trafiła do rodziny zastępczej, w której znów była traktowana jak uparte i złośliwe zwierzątko. Po krótkim okresie postępu w opanowaniu mowy, zamilkła na zawsze.

11.

Badania, jakim poddano Genie, nie przyniosły definitywnej odpowiedzi na żadne podstawowe pytania dotyczące procesu opanowywania języka przez ludzkie dzieci. Główną przyczyną niepowodzenia był fakt, że to „naukowe doświadczenie" nie mogło być przeprowadzone w ściśle kontrolowanych warunkach. Urągałoby to przecież wszelkim zasadom etyki. W dawnych wszakże czasach, gdy wrażliwość ludzi była może mniejsza, eksperymenty takie jednak podobno podejmowano. Jak głosi legenda, egipski faraon Psamtik, władający w VII wieku p.n.e., oddał parę niemowląt pod opiekę pasterza, nakazując mu trzymać je w pełnej izolacji i nie odzywać się do nich ani słowem pod groźbą śmierci. Pierwszym jakoby słowem, jakie tak chowane dzieci spontanicznie wyartykułowały, było słowo oznaczające „chleb" w języku frygijskim, co usatysfakcjonowało wielce władcę jako dowód, że jest to naturalny i odwieczny język ludzkości.

12.

W czasach nam bliższych podobne okrutne eksperymenty podejmowali europejscy monarchowie – w XIII w. cesarz Świętego Imperium Rzymskiego Narodu Niemieckiego Fryderyk II, zaś 300 lat potem szkocki król Jakub. Jak pisze współczesny mu kronikarz, „wysłał on na wyspę niemą kobietę, oddał jej dwójkę małych dzieci i zapewnił im wszelkie życiowe potrzeby. Chciał tym sposobem dowiedzieć się, jakim językiem mówić będą dzieci, gdy dorosną. Niektórzy powiadają, że stały się one biegłe w hebrajskim, lecz co do mnie, to powtarzam tylko to, co mi powiedziano".

13.

Wydaje się, że ta powściągliwość kronikarza była całkowicie uzasadniona.

(Tekst opracowany na podstawie: Krzysztof Szymborski Dzikie słówka, „Polityka", 4 maja 2002)