Czytanie ze zrozumieniem - testy

Przybory człowieka myślącego

4.6315789473684 1 1 1 1 1 Rating 93%

Spis treści

Przybory człowieka myślącego. Czytanie ze zrozumieniem - test

Test opracowano na podstawie materiałów egzaminacyjnych przygotowanych przez OKE

 Tekst i pytania do testu czytania ze zrozumieniem Przybory człowieka myślącego

{ln: Jak czytać, by rozumieć?}

1. Pewne tomiki poezji po prostu muszą co pewien czas być wznawiane w swoim pierwotnym kształcie. Pan Cogito należy do tej rzadkiej kompanii.

2. Od czasu debiutu Herberta większość krytyków obraz Herberta uniwersalisty, neoklasycysty, konesera mitów i arcydzieł sztuki bierze za całość prawdy o nim.

A tymczasem nie jest to całość: jest to zaledwie jeden z dwóch biegunów. Nie sposób uchwycić podstawowych zasad poezji Herberta – m.in. tego, jak obecna jest w niej ironia, a co nawet ważniejsze, kiedy i gdzie jest nieobecna – bez wzięcia pod uwagę jej zasadniczo dwubiegunowej, antytetycznej1 natury.

3. W ciągu pierwszych dwudziestu lat swego pisarstwa Herbert dokonał dwóch wielkich odkryć.

4. Bardzo wcześnie zrozumiał, że jego antynomiczna wizja może rozwijać się tylko w warunkach stałego utrzymywania równowagi pomiędzy sprzecznymi wartościami – wtedy, gdy pozwoli im zderzać się i zwalczać wzajemnie. Rozumiał jednak i to, że rodzaj ironii, wytworzony przez owo nierozwiązywalne starcie wartości, musiałby przybrać postać konwencjonalnej pozy znużonego życiem cynika. Ironia traci swą moc, gdy kwestionuje wszystko bez wyjątku. „Bądź sceptykiem, ale słuchaj swego głosu wewnętrznego; bądź ironistą, ale swoją moralną busolę zachowaj nietkniętą”. Tak można by ująć w słowa istotę pierwszego odkrycia Herberta.

5. Odkrycie drugie to wprowadzenie przez Herberta tak zwanej „persony” poetyckiej, swoistego pośrednika, dzięki któremu przesłanie ironicznego moralizmu mogło docierać do odbiorców w sposób bardziej zróżnicowany i skomplikowany, ale też bardziej sugestywny. Pośrednik taki wkroczył do liryki Herberta pod nazwiskiem Pana Cogito. Aby docenić wagę tego wydarzenia, trzeba dostrzec, jak bardzo, mimo pozorów podobieństwa, technika „persony” różni się od techniki tzw. lirycznego monologu dramatycznego. W monologu dramatycznym przynajmniej jedna rzecz musi być jednoznaczna. Autor i monologujący bohater muszą być dwiema różnymi osobami, różnymi nie tylko w sensie odrębnych tożsamości, ale również w sensie ostrego różnienia się poglądami czy ideałami. Zupełnie inaczej ma się rzecz z monologiem lirycznej „persony”. W wierszach opartych na tym chwycie słyszymy głos, który podejrzewamy, choć nie możemy tego udowodnić, że jest głosem autora. Twarz mówiącego pozostaje ukryta za teatralną maską. Skalę dystansu między nimi – czyli kwestię, do jakiego stopnia Pan Cogito jest reprezentantem autora – musi ustalić sam czytelnik. W dodatku – musi to ustalać od nowa w każdym kolejnym wierszu. Herbert jeszcze bardziej skomplikował odbiorcy zadanie przez to, że w niektórych wierszach Pan Cogito występuje jako mówiący w pierwszej osobie podmiot, a w innych – jako opisywany z zewnątrz, w trzeciej osobie, bohater. Nie koniec na tym komplikacji. Nawet w utworach wypowiadanych w pierwszej osobie nie znika dystans pomiędzy Panem Cogito a tym, kogo on reprezentuje: skala możliwości rozciąga się od prawie całkowitego utożsamienia (jak w wierszu Pan Cogito obserwuje w lustrze swoją twarz) do silnie autoironicznego dystansu (przykładem wiersz Pan Cogito rozmyśla o cierpieniu).

6. W pewnym sensie więc Pan Cogito bawi się z nami w chowanego, utrzymując nas w stanie ciągłej niepewności: czy stwierdzenia, które słyszymy, są stwierdzeniami samego poety, czy też wygłasza je – traktowany przez poetę ironicznie – bohater? Herbert niezmordowanie kwestionuje nasze kolejne interpretacje, nigdy nie pozwalając nam znaleźć zadowalającej odpowiedzi na pytanie podstawowe: kim, u licha, jest Pan Cogito?

7. Rzeczywiście, kim jest? Z łatwością rozpoznajemy kartezjański rodowód jego nazwiska, potrafimy też odtworzyć brakujące „...ergo sum” i wiemy, co oznacza całe sławne zdanie. Lecz nawet jeśli protagonista Herberta miałby reprezentować Jednostkę Myślącą, w samym bohaterze nie znajdziemy nic szczególnie kartezjańskiego. Kartezjańską jasność? Pan Cogito jest zbyt niepewny i niezdecydowany. Kartezjańską logikę? Ależ bohater Herberta to chodząca sprzeczność wewnętrzna. Inaczej mówiąc: jeśli szukasz pewności lub niezawodnej interpretacji świata, lub recepty na szczęśliwe życie – nie stawiaj na Pana Cogito. Może właśnie o to chodzi jego twórcy: o pokazanie czytelnikowi, że każda epoka otrzymuje takie cogito ergo sum, na jakie zasługuje.

8. Czytanie tomiku Herberta nie jako przypadkowego zbioru utworów, lecz jako zaplanowanej i starannie wykonanej kompozycji, potwierdza taką właśnie hipotezę na temat prawdziwej tożsamości Pana Cogito. Układ kolejnych wierszy odwzorowuje tu proces przechodzenia umysłu od kwestii indywidualnej tożsamości do kwestii etyki ludzkiego postępowania, a i samo pojęcie tożsamości przeistacza się w swój etyczny odpowiednik.

9. Mowa oczywiście o sumieniu, o owym „głosie wewnętrznym”, który tak często odzywa się w utworach Herberta. Z etycznego punktu widzenia nieodłączną cechą naszej egzystencji jest kolejny paradoks: aby żyć w zgodzie z sumieniem, musimy żyć wśród ludzi i dla ludzi. Lecz życie wśród ludzi oznacza przymus wyboru między zaprzeczającymi sobie nawzajem systemami wartości – a w momencie dokonywania takiego wyboru, kiedy zawodzą ideologie lub tradycje, jedyną deską ratunku jest nasze własne sumienie.

10. Ta paradoksalna prawda wystarczyłaby nam za rozwiązanie, gdyby nie dwie rzeczy. Po pierwsze – nasz „głos wewnętrzny” bywa ledwo słyszalny. Nasze życie z reguły upływa w szarej strefie wartości relatywnych oraz dalekich od wszelkiego ryzyka półśrodków. Niezmiernie rzadko stajemy przed dramatycznym Albo – Albo; a jeszcze rzadziej dylematy tego rodzaju dotyczą spraw o wielkiej wadze. Drugą rzeczą, która uniemożliwia nam życie w zgodzie z nakazami sumienia, jest to, że w zgodzie z jego nakazami po prostu nie da się żyć. Kiedy wreszcie pojawia się przed nami jakiś wybór naprawdę ważny, wtedy trzymanie się tego, co nakazuje nam „głos wewnętrzny”, może oznaczać utratę życia. Takie jest przesłanie wiersza Pan Cogito o postawie wyprostowanej, przedostatniego w książce.

11. Jego echa ze szczególną siłą rozbrzmiewają w dwu innych wierszach Herberta. Jednym z nich jest Potęga smaku, opublikowana w 1981 r., drugim – następujące w tomie Pan Cogito, zaraz po ...Postawie wyprostowanej, Przesłanie Pana Cogito, utwór, który jest wielkim finałem książki.

12. Przesłanie... przez dwa dziesięciolecia cieszyło się w polskiej poezji sławą niemal legendarną i na pierwszy rzut oka nie bardzo wiadomo dlaczego. Sama obfitość czasowników w trybie rozkazującym każe podejrzewać, że w całej twórczości Herberta trudno byłoby znaleźć inny utwór tak niebezpiecznie zbliżony do otwartego dydaktycznego pouczania. A jednak wystarczy dokładniej przyjrzeć się wewnętrznej logice utworu, by uświadomić sobie, że jest to wrażenie błędne. Tym, co przetwarza Przesłanie... w arcydzieło, jest obecna w wierszu wielopoziomowa ironia. Gdyby w pierwszych dwu wersach Herbert powiedział na przykład: Idź dokąd poszli tamci (...) po złote runo (...) twoją ostatnią nagrodę – nic nie uchroniłoby utworu przed duszącym zapaszkiem dydaktyki. Ale to, co Herbert rzeczywiście mówi, jest dalekie od jednoznaczności:

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu

po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę

13. I tutaj, i w dalszej części wiersza Pan Cogito–monologista dokłada wszelkich starań, aby zniechęcić słuchaczy do tego, do czego rzekomo ich namawia. W bezpośrednio poprzedzającym Przesłanie... wierszu jego sympatie leżały przecież po stronie dyktowanej przez sumienie „postawy wyprostowanej”. Teraz – można by pomyśleć, że Pan Cogito stara się od tej postawy odstręczyć, wykazując jej ostateczną daremność:

ocalałeś nie po to aby żyć (...)

dla szpiclów katów tchórzy – oni wygrają (...)

a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką

chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku

14. Innymi słowy, ten moralista nie oferuje żadnej nagrody ani nie obiecuje ostatecznego zwycięstwa. Bez ogródek mówi nam tutaj, w czym rzecz: za chwilową radość podniesienia się z kolan i przyjęcia „postawy wyprostowanej” – najprawdopodobniej nic więcej prócz kary; za krótki moment pewności, że uczyniliśmy rzecz właściwą – niemal pewna klęska. Rozumiemy to wszystko, ponieważ Pan Cogito nam to mówi; lecz rozumiemy coś jeszcze, czego nam nie zdradza – że on sam już dokonał wyboru. I ów ostateczny wybór jest jedyną rzeczą jednoznaczną w Panu Cogito, w tej unikającej proroctw wyroczni i nieheroicznym bohaterze naszych czasów.

(Tekst opracowany na podstawie Stanisław Barańczak, Przybory człowieka myślącego [w:] Gazeta Wyborcza, 23–26.12.2000r.)

 

PRZYPISY:

1 antytetyczna – tu: złożona z elementów przeciwstawnych.

Serwis rozdaje przeglądarkom bezpieczne ciasteczka.