Oświecenie

Oświecenie

  • Bogusławski Wojciech - "Cud mniemany, czyli krakowiaki i górale"

     

    Wojciech Bogusławski "Cud mniemany, czyli krakowiaki i górale"

     

     

    OSOBY:

    ODSŁONA I

     

    ODSŁONA II

     

    ODSŁONA III

     

    Bartłomiej, młynarz.

    Dorota, jego żona.

    Basia, córka młynarza z pierwszego małżeństwa.

    Wawrzyniec, zagrodnik.

    Stach, syn jego, kochanek Basi.

    Jonek, przyjaciel Stacha.

    Paweł, Państwo młodzi

    Zosia,

    Bardos, student z Krakowa.

    Bryndus, górale.

    Morgal,

    Świstos

    Miechodmuch, organista.

    Pastuch

    Stara baba.

    Krakowiacy. Krakowianki. Górale. Góralki. Lud

     

     

     

     

     

     

     

     

    Tekst pochodzi ze strony:

  • Karpiński Franciszek - "Dumy i elegie"

    Kolejny przejaw sentymentalnej postawy oświeceniowego poety jakim był Franciszek Karpiński, czyli "Dumy i elegie" napisane w języku polskim.

     

  • Karpiński Franciszek - "Sielanki i wiersze miłosne"

    W szkole na języku polskim poznaje się Franciszka Karpińskiego jako wybitnego przedstawiciela sentymentalizmu, czyli oświeceniowego nurtu zwiastującego nową epokę. Oto teksty, które w największym stopniu pozwalają na taką opinię.

     

    SIELANKI I WIERSZE MIŁOSNE

    DO JUSTYNY. TĘSKNOŚĆ NA WIOSNĘ

    Już tyle razy słońce wracało...

    POŻEGNANIE Z LINDORĄ W GÓRACH

    Pódźmy na koniec smutnego Kluczowa.

    ROZSTANIE SIĘ MEDONA

    Rzucając trzodę i dawne koszary,

    KORYDON SMUTNY NA ŚMIERĆ PALMIRY

    Korydon dopadł pożądanej ciszy,

    LAURA I FILON

    Już miesiąc zeszedł, psy się uśpiły,

    PASTERZ DO OWIECZKI STRACONEJ

    Na te bezdroża, owco ulubiona,

    NICE DO NIESTATECZNEGO

    Już wiosna kończy odmiany,

    DO MOTYLA

    O jakież skrzydełka jego!

    DO SKOWRONKA

    Skowronku, cóż cię tak rano zbudziło?

    PIEŚN PASTERSKA DO ZOSI

    W Zosi wszystkie me żądze,

    MAZUREK

    Dobranoc, Jacenta,

    PRZYPOMNIENIE DAWNEJ MIŁOŚCI

    Potok płynie doliną,

    PIEŚŃ MAZURSKA

    Dla hożej swojej żony...

    SZCZĘŚCIE PRZY DORYDZIE

    Kiedy ja usiędę koło mej Dorydy,

    DO MOJEJ PRZYSZŁEJ

    Ty, co mym będziesz przywarom ulegać...

    JUŻ JA NIE TEN

    Lata moje ustąpiły,

     

     

     

     

    Spis pochodzi ze strony:

  • Krasicki Ignacy - "Antymonachomachia"


    Ignacy Krasicki "Antymonachomachia"

    To kolejny po "Monachomachii" poemat heroikomiczny, który w zamyśle krytyki mial być odwołaniem swego pierwozoru. Za sprawą geniuszu i odwagi autora w istocie rzeczy staje się jednak kolejnym ciosem wymierzonym w kler i bezlitośnie obnażającym słabości ówczesnego Kościoła. Niestety, o tym dziele na języku polskim już się raczej nie mówi, a szkoda...

     

     

    PLAN ANTYMONACHOMACHII

    PIEŚŃ PIERWSZA

    PIEŚŃ DRUGA

    PIEŚŃ TRZECIA

    PIEŚŃ CZWARTA

    PIEŚŃ PIĄTA

    PIEŚŃ SZÓSTA

     

     

    Spis pochodzi ze strony:
    BIBLIOTEKA LITERATURY POLSKIEJ W INTERNECIE

  • Krasicki Ignacy - "Bajki"

    Bajki Ignacego Krasickiego są idealnym przykładem klasycystycznego podejścia do tego gatunku na gruncie polskim. Doskonale realizują przepisy bajki oświeceniowej. Świetnie przy tym wykorzystują zwięzłość pokazując możliwości tkwiące w literackim języku polskim.

     

     

    ABUZEI I TAIR

    "Winszuj, ojcze - rzekł Tair - w dobrym jestem stanie:

    ALEGORIA

    Wszędzie się znajdzie rozum, byle tylko szukać,

    ATŁAS I KITAJ

    Atłas w sklepie z kitaju żartował do woli;

    BARAN DANY NA OFIARĘ

    Widząc, że wieńce kładą, że mu rogi złocą,

    BRYŁA LODU I KRYSZTAŁ

    Bryła lodu spłodzona z kałuży bagnistéj...

    CHŁOP I CIELĘ

    Nie sztuka zabić, dobrze zabić sztuka...

    CZAPLA, RYBY I RAK

    Czapla stara, jak to bywa,

    CZŁOWIEK I WILK

    Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.

    DEWOTKA

    Dewotce służebnica w czymsiś przewiniła...

    DO DZIECI
     
    DOBROCZYNNOŚĆ

    Chwaliła owca wilka, że był dobroczynny;

    DRZEWO

    Wielbił drzewo grzejąc się człowiek przy kominie.

    DZIECIĘ I OJCIEC

    Bił ojciec rózgą dziecię, że się nie uczyło;

    FILOZOF I CHŁOP

    Wielki jeden filozof, co wszystko posiadał,

    FURMAN I MOTYL

    Ugrzązł wóz, ani ruszyć już się nie mógł w błocie;

    GĘSI

    Gęsi, iż Rzym uwolniły,

    JAGNIĘ I WILCY

    Zawżdy znajdzie przyczynę, kto zdobyczy pragnie.

    JASTRZĄB I SOKÓŁ

    Niech zważa, z kim ma sprawę, kto chce być junakiem.

    KAŁAMARZ I PIÓRO

    Powadził się raz kałamarz na stoliku z piórem,

    KOMAR I MUCHA

    Mamy latać, latajmyż nie górnie, nie nisko.

    KONIE

    Koń maneżowy zszedł się z stadniczym,

    KONIE I FURMAN

    Koniom, co szły przy dyszlu, powtarzał woźnica:

    KONIEC

    Zmordował się na koniec ten, co bajki prawił,

    KOT I KOGUT

    Kot sprawiedliwy koguta dławił...

    KULAWY I ŚLEPY

    Niósł ślepy kulawego, dobrze im się działo;

    LEW I ZWIERZĘTA

    Gdy się wszystkie zwierzęta u lwa znajdowały,

    LEW I ZWIERZĘTA

    Lew, ażeby dał dowód, jak wielce łaskawy,

    LWICA I MACIORA

    Złe to, gdy się podli szczycą.

    MALARZE

    Dwaj portretów malarze słynęli przed laty...

    MATEDORY

    Póki trwała chapanka między kartowniki,

    MŁOT Z KOWADŁEM

    Raz zagadło...

    MYSZY

    Każdy się swoim zatrudnia kłopotem?

    NIEDŹWIEDŹ I LISZKA

    Rozumiejąc, że będzie towarzyszów bawił,

    NOGA I BUT

    Wiedli wojnę i srogą...

    ORACZE I JOWISZ

    Posiał jeden na górze, a drugi na dole...

    ORZEŁ I JASTRZĄB

    Orzeł, nie chcąc się podłym polowaniem bawić,

    ORZEŁ I SOWA

    Na jednym drzewie orzeł gdy z sową nocował,

    OWIECZKA I PASTERZ

    Strzygąc pasterz owieczkę nad tym się rozwodził,

    PAN I PIES

    Pies szczekał na złodzieja, całą noc się trudził;

    PAW I ORZEŁ

    Paw się dął, szklniące pióra gdy wspaniale toczył.

    PIENIACZE

    Po dwudziestu dekretach, trzynastu remisach,

    POTOK I RZEKA

    Potok, z wierzchołka góry lecący z hałasem,

    PRZYJACIELE

    Zajączek jeden młody...

    PTASZKI W KLATCE

    "Czegóż płaczesz? - staremu mówił czyżyk młody...

    PUCHACZE

    Małżonka puchaczowa, męża swego godna,

    RYBKA MAŁA I SZCZUPAK

    Widząc w wodzie robaka rybka jedna mała,

    SKĄPY

    Chciał się skąpy obwiesić, że talera stracił.

    SŁOWIK I SZCZYGIEŁ

    Rzekł szczygieł do słowika, który cicho siedział:..

    SNYCERZ I STATUA

    Snycerz za to, że nieraz na klocu odpoczął,

    STARY PIES I STARY SŁUGA

    Póki gonił zające, póki kaczki znosił,

    SYN I OJCIEC

    Każdy wiek ma goryczy, ma swoje przywary;

    SZCZUR I KOT

    "Mnie to kadzą" - rzekł hardzie do swego rodzeństwa...

    WILCZKI

    Pstry jeden, czarny drugi, a bury najmniejszy,

    WILK I OWCE

    Wilk, chociaż to ostrożny, przecie że żarłoczny,

    WINO I WODA

    Przymawiało jednego razu wino wodzie...

    WINO SZAMPAŃSKIE

    Niezłe to bywa czasem, co przymusi...

    WÓZ Z SIANEM

    Przy powrozie...

    ŻÓŁW I MYSZ

    Że zamknięty w skorupie niewygodnie siedział,

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Spis pochodzi ze strony:
    BIBLIOTEKA LITERATURY POLSKIEJ W INTERNECIE

  • Krasicki Ignacy - "Monachomachia"

    Ignacy Krasicki "Monachomachia"

    Ten (poznawany na jezyku polskim) oświeceniowy poemat heroikomiczny napisany przez XBW (Księcia Biskupa Warmińskiego) został wydrukowany wbrew woli autora (dlaczego? - przeczytaj, choć fragment, a bedzie to dla Ciebie oczywiste!) i stał sie przyczyną potężnej fali krytyki wobec Krasickiego (zmuszono go, by napisał kolejny tekst, w którym to wszystko odwoła, czyli Antymonchomachię. Jest on jednocześnie świadectwem otwartości oświeceniowych umysłów i gotowości do krytyki i naprawy nawet takiej instytucji jak Kościół...

     

  • Krasicki Ignacy - "Satyry"

    Satyry napisane pzez Ignacego Krasickiego są przejawem cnotliwości ludzi oświecenia i ich gotowości do naprawy kraju, społeczeństwa oraz obyczajów. Warto pamiętać, że nigdy nie jest tu krytykowana jakaś konkretna osoba, lecz zjawisko, postawa, zwyczaj. Za uśmiechem zawsze kryje się tu gorzka rzeczywistość, z którą satyra walczy. Zdecydowanie te teksty przeznaczone są dla inteligentych czytelników potrafiących dostrzec ironię  kryjącą się za słowami poety. Śmialo można stwierdzić, że są to jedne z najlepszych satyr, jakie kiedykolwiek powstały w historii literatury pisanej w języku polskim.

  • Mapa myśli - Oświecenie. Powtórzenie wiadomości

    Oświecenie - mapa myśli

    Powtórzenie wiadomości z oświeceniu w postaci mapy myśli. Zawiera informacje o genezie, historii, społeczeństwie, filozofii, literaturze i sztuce oświecenia.

  • Niemcewicz Julian Ursyn - "Powrót posła"

    Oświeceniowa komedia Juliana Ursyna Niemcewicza "Powrót posła" nawiązuje do najlepszych tradycji klasycystycznej literatury poddając jednocześnie krytyce polskie społeczeństwo.

    OSOBY:

    AKT PIERWSZY

     

    AKT DRUGI

     

    AKT TRZECI

    PAN PODKOMORZY
    PANI PODKOMORZYNA
    STAROSTA GADULSKI koligat Podkomorzyny
    STAROŚCINA żona jego z powtórnego małżeństwa
    TERESA, córka starosty z pierwszego małżeństwa, wychowana u Podkomorostwa
    WALERY, syn Podkomorostwa, amant Teresy
    ZARMANCKI, kawaler modny, zalecający się do Teresy
    AGATKA, pokojowa Podkomorzyny
    JAKUB, lokaj
    KOZAK Szarmanckiego

     

    DO JAŚNIE WIELMOŻNEGO IMCI PANA STANISŁAWA NAŁĘCZ MAŁACHOWSKIEGO MARSZAŁKA SEJMOWEGO I KONFEDERACJI KOR. REFERENDARZA KORONNEGO



    Jaśnie Wielmożny Mci Dobrodzieju!


    Wpajać w umysły prawidła zdrowe i uczciwe, zachęcać do cnót publicznych i domowych - było pisma mojego celem. Komuż słusznie poświęcić je mogę, jak temu, który cnotą i stałością swoją publicznego i prywatnego życia stał się przykładem? Kiedy Rzeczpospolita była w poniżeniu, wśrzód powszechnego prawie zepsucia żyjąc nieskazitelnie, oczekiwałeś w smutku i tęsknocie powstania jej pory. Opatrzność przywiodła tę chwilę szczęśliwą, wnet serce, umysł, wszystkie duszy twej siły poświęciłeś usłudze publicznej. Trzeci rok, jak trzymasz styr obrad naszych; cnotliwe i rzetelne postępowanie twoje zjednało ci ufność najlepszego z królów, zjednało szacunek i wdzięczność wszystkich ludzi poczciwych. Bodajby Nieba, czuwające nad losami Rzeczypospolitej, dla dobra jej zachowały Cię jak najdłużej; bodajby i Tobie, i tyła rzadkimi przymiotami obdarzonemu godnemu Koledze twemu dodawały coraz nowych sił, ażebyście rozpoczęte dzieło postawienia Rzeczypospolitej rządną, szczęśliwą i poważaną do skutku przywieść mogli. Te są najgorętsze serca mojego życzenia, w szczęściu bowiem ojczyzny mojej i szczęście, i chlubę moją zakładam.

    Jestem z winnym uszanowaniem Jaśnie Wielmożnego WMość Dobrodzieja

    najniższym sługą
    Julian Ursyn Niemcewicz
    Poseł Inflancki

    DO CZYTELNIKA

    Ma to do siebie umysł człowieka, iż łatwiej daleko i uwagę swą zwraca, i korzyści odbiera z rzeczy, które pod postacią rozrywki uczą go i bawią, niż z takich, które surowym i nauczycielskim przepowiedane tonem, umysł jego bez odpoczynku wysilają i dręczą. Wady ludzkie, w całej swojej wystawione śmieszności, prędzej niejednego poprawiły, niż czytanie zgłębiających tychże wad filozoficznych traktatów. Śmieszność najstraszniejszą jest dla miłości własnej bronią i taka jest bojaźń onej, iż często kroć ludzie wolą być godni nagany, aniżeli śmiechu. Stąd sztuki teatralne, mające za cel poprawienie obyczajów, za pożyteczne uznane i we wszystkich oświeconych krajach zachęcane były.

    W kraju wolnym, gdzie każdy obywatel składa cząstkę powszechnego rządu, nie tylko prywatnego życia obyczaje, ale zdrożne względem całości krajowej opinie prostować należy. Jest to rzeczą największej wagi: opinie te fałszywe lub prawdziwe, zdrożne lub łązsądne, stanowić będą o szczęściu lub nieszczęściu Rzeczypospolitej. Rad bym bardzo, żeby dowcipy, pełne zdrowych i rozsądnych prawideł, zatrudniały się tym widokiem. W piśmie, które na publiczność wydaję, usiłowały życzenia i chęci, ale nieudolność odepchnęła daleko od zamierzonego celu. Pracując około dzieła tego nie miałem na widoku osób, ale wady, przesądy i zdrożne obyczaje, pamiętny zawsze słów sławnego naszego poety :

    Nigdy ja w szczególności nikomu nie łaję,
    Czołem biję osobom, ganię obyczaje.

    Pewien jestem, że charaktery osób najśmieszniejszych w komedii mojej, jakimi są Szarmancki, Starosta i Starościna nie znajdują się zupełnie takie w kraju naszym, lecz trzeba było zebrać znajdować się mogące błędy i śmieszne zwyczaje i umieścić je w jednej osobie, ażeby wady jej tym wydatniejszymi i bijącymi w oczy uczynić; ażeby czytający i patrzący tym więcej nabierali wstrętu do tego, co jest złym i nieprzyzwoitym, tym więcej naśladowali to, co jest dobrym i pożytecznym.

    Taki był mój zamiar: umysły nieuprzedzone niechaj mię sądzą, przez wzgląd na dobre chęci niech nieudolności przebaczą.

    PRZEDMOWA DO DRUGIEJ EDYCJI

    Publiczność raczyła przyjąć komedię tę z dobrocią i łaskawością, które mię do łez rozrzewniły; przepuściwszy błędom dzieła, wzgląd miała na chęci piszącego: te że były najczystsze, zaręczyć mogę i do tej jednej zalety przyznaję się śmiele. Nie chwaliłem - tylko to, co jest przykładnym, dobrym, pożytecznym; ganiłem, co w publicznym lub prywatnym życiu staje nieprzyzwoitym, złym i szkodliwym - tych trzymając się prawideł, sądzę, żem ani obyczajów obraził, ani przeciw prawom wykroczył.

    Zatrudnionemu publicznym urzędem czas nie pozwolił poprawić tej drugiej edycji; wolniejsze życia mego chwile poświęcę pracy, w której użytek publiczny będzie mi zawsze na celu - od tego żadne nie odstręczą mię prześladowania. Wiele mi jeszcze pracować zostaje, póki nie usprawiedliwię i nie zasłużę choć po części na te łaskawe względy, które mi publikum okazać raczyło i które ja przyjmuję raczej jak zachęcenie, nie zaś jak zasłużoną już nadgrodę.


     


    Tekst pochodzi ze strony:

  • Oświecenie

    Teksty lektur, teksty wierszy, teksty dramatów czyli ogolnie mówiąc teksty utworów literackichtematycznie związnych z oświeceniem.
  • Oświecenie

    Oświecenieto epoka, która zmieniła świat.

  • Oświecenie - bibliografia przedmiotowa

    Przykładowa bibliografia przedmiotowa, czasem zwana literaturą przedmiotu, do której warto sięgnąć przygotowując się do prezentacji maturalnej z języka polskiego (Matura ustna) lub pisząc pracę w której wybrałeś teksty oświeceniowe (klasycystyczne). Lista lektur zawiera najciekawsze i najprzydatniejsze pozycje, które można uznać za dobre i godne polecania opracowania oświecenia (klasycyzmu).

  • Oświeceniowe dylematy wolności

    Scenariusz lekcji poświęconej oświeceniowym dylematom wolności, czyli wprowadzeniu do oświecenia. 

    1. Szkoła: ZS nr 6 w Jastrzębiu Zdroju

    2. Klasa: 1 LA, 1 C

    3. Przedmiot: język polski

    4. Prowadzący: Arkadiusz Żmij – stażysta

    5. Program: Pamiętajcie o ogrodach

    6. Temat lekcji: Oświecenie i dylematy wolności – wprowadzenie do epoki

  • Potocki Jan - "Rękopis znaleziony w Saragossie"


    Jan Potocki "Rękopis znaleziony w Saragossie"


    Przedmowa

    Jako oficer wojsk francuskich uczestniczyłem w oblężeniu Saragossy. W kilka dni po zdobyciu miasta, zapuściwszy się w dość odległą dzielnicę, zwróciłem uwagę na niewielki, ładnie zbudowany domek, którego, jak mi się zrazu zdawało, Francuzi nie zdążyli jeszcze splądrować.

    Zdjęty ciekawością, zbliżyłem się i zastukałem w drzwi. Okazało się, że nie są zamknięte, pchnąłem je więc lekko i wszedłem do środka. Wołałem, szukałem - nie znalazłem nikogo. Odniosłem wrażenie, że wnętrze ogołocone jest z cenniejszych przedmiotów;

    na stołach i w szafach pozostały jedynie błahe drobiazgi. Tylko na podłodze, w kącie, zauważyłem kilka zapisanych zeszytów. Przejrzałem ich zawartość. Był to rękopis hiszpański; jakkolwiek bardzo słabo znałem ten język, to przecież zdołałem pojąć, żem znalazł rzecz zajmującą: rękopis zawierał historie o kabalistach, zbójcach i upiorach. Lektura niezwykłych opowieści zdała mi się nader stosowną dla oderwania umysłu od trudów wojennej wyprawy. Osądziwszy, że rękopis utracił na zawsze prawowitego właściciela, bez wahania wziąłem go ze sobą.

    Po pewnym czasie zmuszeni byliśmy opuścić Saragossę. Nieszczęściem znalazłem się z dala od głównego korpusu armii i wraz z moim oddziałem wpadłem w ręce nieprzyjaciela. Mniemałem, że wybiła moja ostatnia godzina. Gdy dotarliśmy tam, dokąd nas prowadzono, Hiszpanie zaczęli odbierać nam nasze rzeczy. Prosiłem o pozwolenie zatrzymania jednego tylko przedmiotu, który zresztą nie mógł przedstawiać dla nich żadnej wartości, a mianowicie znalezionego przeze mnie rękopisu. Początkowo robili mi niejakie trudności, na koniec zwrócili się o radę do kapitana. Ten, rzuciwszy okiem na zeszyty, osobiście mi podziękował za ocalenie dzieła; do którego przywiązywał wielką wagę, rękopis bowiem zawierał historię jednego z jego przodków. Wyjaśniłem, w jaki sposób wszedłem w posiadanie cennych zeszytów. Hiszpan wziął mnie do swej kwatery, dobrze się ze mną obchodził i zatrzymał na dłuższy pobyt. Uproszony przeze mnie, tłumaczył rękopis na język francuski, ja zaś wiernie zapisywałem jego słowa.


    Dzień pierwszy

    Dzień drugi

    Dzień trzeci

    Dzień czwarty

    Dzień piąty

    Dzień szósty

    Dzień siódmy

    Dzień ósmy

    Dzień dziewiąty

    Dzień dziesiąty

    Dzień jedenasty

    Dzień dwunasty

    Dzień trzynasty

    Dzień czternasty

    Dzień piętnasty

    Dzień szesnasty

    Dzień siedemnasty

    Dzień osiemnasty

    Dzień dziewiętnasty

    Dzień dwudziesty

    Dzień dwudziestypierwszy

    Dzień dwudziesty drugi

    Dzień dwudziedziesty trzeci

    Dzień dwudziesty czwarty

    Dzień dwudziesty piąty

    Dzień dwudziesty szósty

    Dzień dwudziesty siódmy

    Dzień dwudziesty ósmy

    Dzień dwudziesty dziewiąty

    Dzień trzydziesty

    Dzień trzydziesty pierwszy

    Dzień trzydziesty drugi

    Dzień trzydziesty trzeci

    Dzień trzydziesty czwarty

    Dzień trzydziesty piąty

    Dzień trzydziesty szósty

    Dzień trzydziesty siódmy

    Dzień trzydziesty ósmy

    Dzień trzydziesty dziewiąty

    Dzień czterdziesty

    Dzień czterdziesty pierwszy

    Dzień czterdziesty drugi

    Dzień czterdziesty trzeci

    Dzień czterdziesty czwarty

    Dzień czterdziesty piąty

    Dzień czterdziesty szósty

    Dzień czterdziesty siódmy

    Dzień czterdziesty ósmy

    Dzień czterdziesty dziewiąty

    Dzień pięćdziesiąty

    Dzień pięćdziesiąty pierwszy

    Dzień pięćdziesiąty drugi

    Dzień pięćdziesiąty trzeci

    Dzień pięćdziesiąty czwarty

    Dzień pięćdziesiąty piąty

    Dzień pięćdziesiąty szósty

    Dzień pięćdziesiąty siódmy

    Dzień pięćdziesiąty ósmy

    Dzień pięćdziesiąty dziewiąty

    Dzień sześćdziesiąty

    Dzień sześćdziesiąty pierwszy

    Dzień sześćdziesiąty drugi

    Dzień sześćdziesiąty trzeci

    Dzień sześćdziesiąty czwarty

    Dzień sześćdziesiąty piąty

    Dzień sześćdziesiąty szósty


    Zakończenie

    Dnia 20 czerwca roku 1739 przybyłem do Madrytu. Nazajutrz po moim przyjeździe otrzymałem od braci Moro Ust z czarną pieczątką, zapowiadający mi jakiś nieszczęsny wypadek. W istocie, dowiedziałem się z niego, że ojciec mój umarł tknięty apopleksją, matka zaś, wydzierżawiwszy posiadłość naszą, Worden, oddaliła się do jednego z klasztorów brukselskich, gdzie chciała spokojnie żyć ze swego dożywocia.

    W dzień potem sam Moro przyszedł do mnie, zalecając mi jak najściślejsze dochowanie tajemnicy.

    - Dotąd - rzekł - znasz senor tylko pewną część naszych tajemnic, ale wkrótce dowiesz się o wszystkim. W obecnej chwili wszyscy wtajemniczeni zajmują się umieszczaniem swoich funduszów po rozmaitych krajach i gdyby którykolwiek z nich stracił je nieszczęsnym wypadkiem, wówczas wszyscy przybylibyśmy mu na pomoc. Senor miałeś stryja w Indiach, który umarł, nie zostawiwszy ci prawie nic. Puściłem pogłoskę, że odziedziczyłeś znaczny spadek, ażeby nikt nie dziwił się twoim nagłym bogactwom. Trzeba będzie zakupić majątki w Brabancji, w Hiszpanii, a nawet w Ameryce; pozwolisz, że ja się tym zajmę. Co się tyczy ciebie, senor, znam twoją odwagę i nie wątpię, że wsiądziesz na okręt św. Zachariasza, który odpływa z posiłkami do Cartageny, zagrożonej przez admirała Vernona. Ministerium angielskie wcale nie pragnie wojny, opinia publiczna usilnie je tylko do niej skłania. Pokój jednak jest bliski i jeżeli opuścisz tę sposobność przypatrzenia się wojnie, zapewne drugiej tak łatwo nie znajdziesz.

    Zamiar, przedstawiany mi przez Mora, był już od dawna ułożony przez moich opiekunów. Wsiadłem na okręt z moją rotą, która wchodziła w skład batalionu wybranego z różnych pułków. Podróż udała nam się pomyślnie; przybyliśmy w sam czas i zamknęliśmy się w twierdzy z mężnym Eslavą. Anglicy odstąpili od oblężenia i roku 1740, w miesiącu marcu, powróciłem do Madrytu.

    Będąc raz na służbie u dworu, spostrzegłem śród orszaku królowej młodą kobietę, w której natychmiast poznałem Rebekę. Powiedziano mi, że jest to pewna księżniczka z Tunisu, która dla przejścia na naszą wiarę uciekła, z własnego kraju. Król trzymał ją do chrztu i nadał tytuł księżniczki Alpuhary, po czym książę Velasquez zażądał jej ręki. Rebeka spostrzegła, że mi o niej mówiono, rzuciła mi więc spojrzenie błagające, abym dochował tajemnicy.

    Następnie dwór przeniósł się do San Ildefonso, ja zaś z moją rotą stanąłem na kwaterze w Toledo.

    Nająłem dom w ciasnej uliczce, niedaleko rynku. Naprzeciwko mnie mieszkały dwie kobiety, z których każda miała dziecko, mężowie zaś ich, jak utrzymywano, oficerowie marynarki, znajdowali się wówczas na morzu. Kobiety te żyły w zupełnym odosobnieniu i zdawały się wyłącznie zajmować swymi dziećmi, które w istocie piękne były jak aniołki. Przez cały dzień obie matki kołysały je tylko, kąpały, ubierały i karmiły. Wzruszający widok macierzyńskiego przywiązania tak dalece mnie zajmował, że nie mogłem oderwać się od okna. Wprawdzie powodowała mną i ciekawość, rad bym bowiem przypatrzyć się twarzom moich sąsiadek, ale zawsze pilnie je zasłaniały.

    Tak upłynęło dwa tygodnie. Pokój wychodzący na ulicę należał do dzieci i kobiety w nim nie jadały, pewnego jednak wieczora spostrzegłem, że nakrywano w nim stół i przygotowywano niby jakąś uroczystość.

    Przy końcu stołu stało obszerne krzesło, ozdobione wieńcem z kwiatów, oznaczało miejsce króla tej uroczystości; po obu stronach postawiono wysokie

    stołki, na których posadzono dzieci. Następnie przyszły moje sąsiadki i skinieniem rąk zaczęły prosić mnie, abym je odwiedził. Wahałem się, nie wiedząc co mam począć, gdy wtem odsłoniły zasłony i po-znałem Eminę i Zibeldę. Przepędziłem z nimi sześć miesięcy.

    Tymczasem sankcja pragmatyczna i spory o dziedzictwo Karola VI zapaliły w Europie wojnę, w której niebawem i Hiszpania czynny przyjęła udział. Opuściłem więc moje kuzynki i poszedłem na adiutanta do infanta don Filipa. Przez cały czas wojny zostawałem przy boku tego księcia, po zawarciu zaś pokoju mianowano mnie pułkownikiem.

    Byliśmy we Włoszech. Komisant domu braci Moro przybył do Parmy dla ściągnięcia niektórych funduszów i uporządkowania pieniężnych spraw tego księstwa. Pewnej nocy człowiek ten przyszedł do mnie i tajemniczo oświadczył, że z niecierpliwością oczekiwano mnie w zamku Uzedy i że powinienem natychmiast wybrać się w podróż. Przy tych słowach wskazał mi zarazem jednego z wtajemniczonych, którego miałem spotkać w Maladze.

    Pożegnałem infanta, w Livorno wsiadłem na okręt i po dziesięciu dniach żeglugi przybyłem do Malagi. Wzmiankowany człowiek, uprzedzony o moim przybyciu, czekał już na mnie w przystani. Tego samego dnia wyjechaliśmy i nazajutrz stanęliśmy w zamku Uzedy.

    Zastałem tam liczne zgromadzenie: naprzód szejka. córkę jego Rebekę, Velasqueza, kabalistę, Cygana z dwiema córkami i zięciami, trzech braci Zotów. mniemanego opętańca, wreszcie kilkunastu mahometan z trzech wtajemniczonych rodzin. Szejk oznajmił, że ponieważ zebraliśmy się wszyscy, natychmiast zatem udamy się do podziemia.

    W istocie, jak tylko noc zapadła, wyruszyliśmy w drogę i przybyliśmy o świcie. Zeszliśmy do podziemia i przez jakiś czas oddaliśmy się spoczynkowi. Następnie szejk zgromadził nas razem i tymi słowy odezwał się, powtarzając to samo po arabsku do wiadomości mahometan:

    - Kopalnie złota, które od tysiąca blisko lat stanowiły, że tak powiem, majątek naszej rodziny, zdawały się niewyczerpane. W tym to przekonaniu przodkowie nasi postanowili obrócić dobyte z nich złoto na rozszerzenie islamu, zwłaszcza zaś wyznania Alego. Byli oni jedynie przechowywaczami tego skarbu, którego straż kosztowała ich tyle trudów i zabiegów. Ja sam doznałem w mym życiu tysiące najokropniejszych niespokojności. Pragnąc raz wreszcie wyłamać się z obawy, która z każdym dniem stawała mi się nieznośniejsza, chciałem przekonać się, czy kopalnia jest rzeczywiście niewyczerpana. Przenurtowałem skałę w kilku miejscach i znalazłem, że żyła złota zewsząd dochodzi już końca. Senor Moro raczył zająć się obliczeniem pozostałych nam bogactw i ilości na każdego z nas przypadającej. Pokazało się z rachunku, że każdy z głównych spadkobierców otrzyma milion cekinów, współdziałacze zaś po pięćdziesiąt tysięcy. Wydobyto wszystko złoto i złożono je w oddalonej stąd jaskini. Naprzód zaprowadzę was do kopalni, gdzie przekonacie się o prawdzie słów moich; następnie każdy przystąpi do odebrania swojej części.

    Zeszliśmy kręconymi schodkami., przybyliśmy do grobowca, stamtąd zaś do kopalni, którą w istocie znaleźliśmy zupełnie wyczerpaną. Szejk naglił nas do jak najśpieszniejszego powrotu. Stanąwszy na górze, usłyszeliśmy straszliwy wybuch. Szejk oznajmił nam, że materie palne wysadziły w powietrze całą cześć podziemia, z której tylko co wyszliśmy. Następnie udaliśmy się do jaskini, gdzie złożono resztę złota.

    Afrykańczycy odebrali swoje części, Moro zaś podjął moją i wszystkich prawie Europejczyków.

    Wróciłem do Madrytu i przedstawiłem się królowi, który przyjął mnie z niewypowiedzianą dobrocią. Zakupiłem znaczne posiadłości w Kastylii, mianowano mnie hrabią de Peńa Florida i zasiadłem pomiędzy pierwszymi kastylijskimi titulados. Przy moich bogactwach moje zasługi także nabrały większej wartości. W trzydziestym szóstym roku życia zostałem generałem.

    Roku 1760 powierzono mi dowództwo nad eskadrą, z poleceniem zawarcia pokoju z państwami berberyjskimi. Popłynąłem naprzód do Tunisu, spodziewając się, że znajdę tam najmniej trudności i że przykład tego państwa inne za sobą pociągnie. Zarzuciłem kotwicę w przystani pod miastem i wysłałem oficera z oznajmieniem o moim przybyciu. Wiedziano już o tym w mieście i całą zatokę Goletta pokrywały strojne łodzie, które wraz z moim orszakiem miały mnie przewieźć do Tunisu.

    Nazajutrz przedstawiono mnie dejowi. Był to dwudziestoletni młodzieniec zachwycającej postaci. Przyjęto mnie z wszelkimi honorami i otrzymałem zaproszenie na wieczór do zamku zwanego Manubą. Zaprowadzono mnie do odległej altany ogrodowej i drzwi za mną na klucz zamknięto. Otworzyły się tajemne drzwiczki. Dej wszedł, przykląkł na jedno kolano i pocałował mnie w rękę.

    Drugie drzwiczki skrzypnęły i ujrzałem wchodzące trzy zasłonięte kobiety. Odrzuciły zasłony; poznałem Eminę i Zibeldę. Ta ostatnia prowadziła za rękę młodą dziewczynę, moją córkę. Emina była matką młodego deja. Nie będę opisywał, do jakiego stopnia obudziło się we mnie uczucie ojcowskiego przywiązania. Radość moją mąciła tylko myśl, że dzieci moje wyznają wiarę nieprzyjazną mojej. Dałem poznać bolesne to uczucie.

    Dej wyznał mi, że mocno jest przywiązany do swojej religii, że jednak siostra jego, Fatyma, wychowana przez niewolnicę Hiszpankę, w głębi duszy jsst chrześcijanką. Postanowiliśmy, że córka moja przesiedli się do Hiszpanii, przyjmie tam chrzest i zostanie moją dziedziczką.

    Wszystko to stało się w przeciągu roku. Król raczył trzymać Fatymę do chrztu i nadał jej tytuł księżniczki Oranu. Następnego roku zaślubiła najstarszego syna Velasqueza i Rebeki, o dwa lata od niej młodszego.

    Zapewniłem jej cały mój majątek, dowiódłszy, że nie mam bliskich krewnych po ojcu i że młoda Mauretanka, spokrewniona ze mną przez Gomelezów, jest jedyną moją spadkobierczynią. Chociaż jeszcze młody i w sile wieku, pomyślałem jednak o miejscu, które by mi pozwoliło zakosztować słodyczy spoczynku. Wielkorządztwo Saragossy było wolne, poprosiłem o nie i otrzymałem.

    Podziękowawszy i pożegnawszy JKMośc, udałem się do braci Moro, prosząc o oddanie mi zapieczętowanego zwoju, który przed dwudziestu pięciu laty u nich złożyłem. Był to dziennik sześćdziesięciu sześciu początkowych dni mego pobytu w Hiszpanii.

    Przepisałem go własną ręką i złożyłem w żelaznej szkatułce, gdzie go kiedyś znajdą moi spadkobiercy.

    KONIEC



    DODATEK

     

     

    Spis i fragmenty tekstu pochodzą ze strony:




  • Sztuka oświecenia

    Oświecenie. Sztuka oświecenia

    Sztuka oświecenia: malarstwo oświecenia, rzeźba oświecenia.

  • Tragedia klasycystyczna - cechy

    Tragedia klasycystyczna

    Cechy tragedii klasycystycznej i jej krótka historia.

    Twórcy: Pierre Corneille ("Cyd"), Jean Racine ("Andromacha", "Berenika", "Fedra")

    Epoka: oświecenie

  • Trembecki Stanisław - "Sofiówka"

    Sofiówka

     

    Miła oku, a licznym rozżywiona płodem,

    Witaj, kraino, mlekiem płynąca i miodem!

    W twych łąkach wiatronogów rżące mnóstwo hasa;

    Rozroślejsze czabany twe błonie wypasa.

    Baran, którego twoje utuczyły zioła,

    Ciężary chwostu jego nosić muszą koła.

    Nasiona, twych wierzone bujności zagonów,

    Pomnożeniem dochodzą babilońskich plonów.

    Czernią się żyzne role; lecz bryły tej ziemi

    Krwią przemokły, stłuszczone ciały podartemi.

    Dotąd jeszcze, wieśniaczą grunt sochą rozjęty,

    Zębce słoniów i perskie wykazuje szczęty.

    W tych gonitwach, od obcych we śrzodku poznany,

    Szesnaście potem razy kraj odmienił pany.

    W nim najsroższe z Azyją potyczki Europy,

    W nim z szlachtą wielokrotnie łamały się chłopy.

    Przeszły więc niwy w stepy, a trawa bez kosy

    Pokrewne Pytonowi mnożyła połosy.

    W leciech niższych, otwartej acz nie było wojny,

    Utrapiał Ukrainę pokój niespokojny.

    To sieczowe nachody, to tauryckiej ordy

    Zdradne zawsze nad karkiem strzały, spisy, kordy,

    Dzicz wnętrzna, częsty rozruch i sąsiad niemiły

    Majętniejszych opodal mięszkać niewoliły.

    Dozorca się panoszył, a posiadacz grodu

    Za łaskę swego cząstki przyjmował dochodu.

    Katarzyna, przez czyny nieśmiertelna swoje,

    Gdy zniosła Zaporoża i Krymu rozboje,

    Odtąd dopiero każdy swojej pewien właści,

    Pod zbrojnym żyje prawem wolny od napaści.

    Wygnała barbarzyństwo rzeczy postać inna

    I obfita ziemica jest, czym być powinna.

    Ciągną ninie ku sobie te pola karmiące

    Przez niegościnne morze korabiów tysiące.

    Ordessa zmartwychwstała i wymienia złotem

    Uroszony rolniczym owoc ziemi potem.

    Skutkiem przezornych rządów, zaniedbane wioski

    Na wzór się przekształcają angielski i włoski;

    Zapomnianego niegdyś przystrojeniem kąta

    Gromadny obywatel pilnie się zaprząta.

     

    Kliknijaby przeczytać całość

     

     

    Fragment tekstu pochodzi ze strony:

     

  • Wybicki Józef - "Mazurek Dąbrowskiego"

     MAZUREK DĄBROWSKIEGO

     

    Jeszcze Polska nie zginęła,
    Kiedy my żyjemy,
    Co nam obca przemoc wzięła,
    Szablą odbierzemy.

    Marsz, marsz Dąbrowski,
    Z ziemi włoskiej do Polski,
    Za Twoim przewodem
    Złączym się z narodem.

    Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę,
    Będziem Polakami,
    Dał nam przykład Bonaparte,
    Jak zwyciężać mamy.

     

     

    Kliknijaby przeczytać całość

     

     

    Fragment tekstu pochodzi ze strony:

  • Zabłocki Franciszek - "Fircyk w zalotach"

    Franciszek Zabłocki "Fircyk w zalotach"

    OSOBY:

    AKT PIERWSZY
    ARYST - mąż Klarysy
    KLARYSA
    PODSTOLINA - wdowa, siostra Arysta
    FIRCYK - starościc, kochanek Podstoliny
    PUSTAK - sługa Arysta
    ŚWISTAK - sługa Fircyka
    PRAWNIK
    LOKAJ
    AKT DRUGI
    AKT TRZECI

    DEDYKACJA

    Do
    Najjaśniejszego
    STANISŁAWA AUGUSTA
    KRÓLA POLSKIEGO
    Wielkiego Książęcia Litewskiego etc.
    PANA MIŁOŚCIWEGO

    przy podaniu na posiedzenie czwartkowe tej komedii

    ODA

    Wpośrzód tylu spraw ważnych, wpośrzód starań tyla,
    Które Cię zaprzątają, Najjaśniejszy Panie,
    Godzi się chociaż jedna, odetchnieniu chwila,
    Godzi się pracy, chociaż na moment, przerwanie.
    Nadto się wiele trudzisz k'woli Twojej sławie;
    Będziesz ją miał, choć oddasz chwilę i zabawie.

    Wszak nie zawsze się Jowisz rządem świata trudzi;
    Prace i troski jego lube dzielą wczasy.
    Miał i on niegdyś krnąbrny dla się rodzaj ludzi,
    Miewał do pokonania zuchwałe Gigasy;
    Wrócił na koniec niebu pokój pożądany
    I pierwszy przed wszystkimi sam spoczął niebiany.

    Muzo, korzystaj z tych chwil! Bardzo trudno o nie,
    Rzadko naszego Pana w spoczynku widzimy.
    I teraz, gdy się zdaje bawić w miłych gronie,
    Kto wie, jeśli nie myśli, że ma świat olbrzymy;
    Że ta, co się w tysiącznych przemianach układa,
    Nie przeto, że stłumiona, nie chce broić zdrada.

    Muzo, przerwij te myśli Panu! Jego zdrowie
    Bardzo długo dla polskiej potrzebne jest doli.
    Życie wasze jest naszym, o dobrzy królowie!
    Wątlić go nie do waszej zostawiono woli.
    Gdzie wielkość duszy z cnotą, tam i pomoc nieba -
    Masz je, Królu, troskliwych myśli mieć nie trzeba.

    Ale skąd te podchlebne przyszły mi nadzieje,
    Abym mądrość mógł bawić, skąd to zaufanie?
    Nie przejdęż tym zuchwalstwem śmiałe Bryjareje?
    Przez wzgląd chęci, śmiałości racz darować, Panie.
    Wszak dał kto hekatombę, czy gołąbków parę,
    Byle to czynił z serca, dobrą dał ofiarę.

    I to mi tylko może służyć za obronę,
    Że się ważę z tym błahym popisywać dziełem:
    ODA DO STANISŁAWA AUGUSTA
    Pióro moje przez Ciebie, Królu, zachęcone.
    Wziąłem medal1, przeto się samo zadłużyłem
    I choć Ci teraźniejszą ofiaruję pracę -
    Dar Twój wielki - w życiu się całym nie wypłacę!

    Waszej Królewskiej Mości
    Pana Mego Miłościwego

    wierny poddany
    Franciszek Zabłocki

    Tekst pochodzi ze strony: