Stańczyk

Stańczyk

  • Analiza obrazu: Stańczyk ... (J. Matejko)

    Analiza obrazu: Stańczyk na dworze królowej Bony po utracie Smoleńska

    Jan Matejko: Stańczyk na dworze królowej Bony po utracie Smoleńska

    Artykuł zawiera analizę obrazu Jana Matejki pt.: Stańczyk na dworze królowej Bony po utracie Smoleńska.

  • Dziennikarz i Stańczyk w Weselu

    Dziennikarz i Stańczyk w Weselu S. Wyspiańskiego

    Spotkanie Dziennikarza ze Stańczykiem w Weselu S. Wyspiańskiego

  • STAŃCZYK i DZIENNIKARZ. Wesele Akt 2 Scena 7.

    SCENA 7. STAŃCZYK, DZIENNIKARZ

    STAŃCZYK

    (idąc)

    Ktoś się za mną włóczy wciąż.

    DZIENNIKARZ

    Ktoś przede mną ciągle stąpa.

    STAŃCZYK

    (już był usiadł)

    Domek mały, chata skąpa:

    Polska, swoi, własne łzy,

    własne trwogi, zbrodnie, sny,

    własne brudy, podłość, kłam;

    znam, zanadto dobrze znam.

    DZIENNIKARZ

    Zacz kto - ?

    STAŃCZYK

    Błazen.

    DZIENNIKARZ

    (poznając)

    Wielki mąż!

    STAŃCZYK

    Wielki, bo w błazeńskiej szacie;

    wielki, bo wam z oczu zszedł,

    błaznów coraz więcej macie,

    nieomal błazeńskie wiece;

    Salve, bracie!

    DZIENNIKARZ

    Ojcze, Salve!

    Szereg dobrych błaznów zrzedł,

    przywdziewamy szarą barwę;

    koncept narodowy gaśnie;

    gasną coraz te pochodnie,

    które do hajduków ręku

    przywiązane żarem płoną.

    Skapały, zżarły się świece,

    a że do rąk przytroczone,

    więc jeszcze palą się ręce,

    w tę samą zaklęte stronę. -

    Trzeba by do służby narodu

    błaznów całego zastępu;

    palą się hajduki w męce,

    z własnego bolu się śmieją;

    gasną świece narodowe,

    okropne rzeczy się dzieją,

    śmiechem i szyderstwem biegu

    obudzić, ośmielić zdolne

    serce spodlone, niewolne,

    które naszą krew zaprawia.

    STAŃCZYK

    A wolicie spać - -

    DZIENNIKARZ

    To jedno!

    Usypiam duszę mą biedną

    i usypiam brata mego;

    wszystko jedno, wszystko jedno,

    tyle złego, co dobrego,

    okropne rzeczy się dzieją.

    Patrzeć na przebiegi zdarzeń -

    dalekie, dalekie od marzeń,

    tak odległe od wszystkiego,

    co było wielkie w kraju;

    że wszystko, co było, przepadło,

    bezpowrotnie w mroku zbladło:

    to bajki o trzecim Maju!

    Matkę do trumny się kładło,

    siostry i rodzinę całą;

    ksiądz pokropił i poświęcił,

    grabarze gruz przywalili;

    epigonów co zostało,

    na stypie się weselili

    wesołością, co przeklina;

    w pijaństwie duszę zabili,

    a nie mogli zabić serca.

    Zostało serce, co woła,

    spłakane u bram kościoła,

    skrwawione u wrót świątyni

    i jeszcze w męce okrutnej,

    w czułej litości rozrzutnej

    samo siebie wini.

    STAŃCZYK

    Asan jako spowiedź czyni,

    spowiedź, widzę, cudzych grzechów;

    Acan się zalewa łzami,

    duszę krwawi, serce krwawi;

    ale znać z Acana mowy,

    że jest - tak - przeciętnie zdrowy;

    jutro humor się naprawi. -

    Gotów mi płakać najrzewniej,

    rozczulać się cudzych grzechów,

    u bliskiego widzieć tramy,

    zbrodnie, brudy, grzechy, plamy

    i za swojego bliskiego

    uczynić publiczną spowiedź. -

    A! doprawdy! warte śmiechów -

    może jeszcze rozgrzeszenie

    wziąć kapłańskie z cudzych zbrodni - ?

    DZIENNIKARZ

    Wina ojca idzie w syna;

    niegodnych synowie niegodni;

    ten przeklina, ów przeklina -

    ród pamięta, brat pamięta,

    kto te pozakładał pęta

    i że ręka, co przeklęta,

    była swoja. - Rozbrat wieczny

    duszy z ciałem, ciała z duszą;

    w nim się słabi kruszą -

    miecz do walki obosieczny -

    myśmy słabi. - Wielkość gniecie,

    przekleństwo nosi na grzbiecie:

    zbrodnie nosi, czarne kiry,

    szatę krwawą Dejaniry;

    Wielkość: Zbrodnia; Małość: podła -

    Jakaż nasza dzisiaj Wola?!

    Czarodziejska dłoń ogrodła

    nasze pola.

    STAŃCZYK

    Łzy ze źródła!

    Tyle żalów o nieswoje!?

    A cóż tobie niepokoje

    tych, co w grobach leżą?

    Myślisz - że się trupy odświeżą

    strojem i nową odzieżą -

    a ty z trupami pod rękę

    będziesz szedł na Ucztę-mękę

    i jako potrawy żuł,

    czym się tylko kiejś kto truł;

    wsączał w siebie i pił,

    czym tylko kto gdzie gnił;

    czy to ma być twoja krew?!

    DZIENNIKARZ

    Moja krew, moja krew -

    czy ja wiem - okrzyk mew,

    gdy gonią ponad skały,

    okrzyk mew osmętniały,

    żałośliwy, straszny,

    gdy od brzegu odbiegły daleko.

    Morze ciche, strop się chmurzy,

    ale burza i orkan daleko

    Tylko głuchość i pustka bezmierna -

    a tu skrzydła rozchwiane do lotu,

    nie pragną, nie pragną powrotu

    i wiedzą, że tam, gdzie dążą,

    wylądu szukać daremno;

    przekleństwu swojemu wierne,

    lecą - i nie śmieją ustać,

    aż krew do ust pocznie chlustać

    ze znużenia - wtedy padną,

    łzą nie pożegnane żadną,

    bo śmierć ulga, ulga zgon.

    STAŃCZYK

    Zaśpiewałeś kruczy ton;

    tobież tylko dzwoni w głuszy

    pogrzebowych jęków dzwon?

    - - - - - - - - - - - - - - -

    A słyszałżeś kiedy, z wieży

    jak dźwięczy i śpiewa On?

    DZIENNIKARZ

    Zygmunt, Zygmunt...

    STAŃCZYK

    Dzwon królewski: -

    Siedziałem u królewskich stóp,

    królewski za mną dwór:

    synaczek i kilka cór,

    Włoszka - a wielki chór

    kleru zawodził hymny; -

    a dzwon wschodził.

    Patrzali wszyscy w górę,

    a dzwon wschodził -

    zawisnął u szczytów

    i z wyżyn się rozdzwonił:

    głos leciał, polatał,

    kołysał się górnie,

    wysoko, podchmurnie -

    a tłum się wielki pokłonił.

    Pojrzałem na króla,

    a król się zapłonił...

    Dzwon dzwonił

    - - - - - - - - - -- -

    DZIENNIKARZ

    A toć on nam tętni dziś,

    jak grzebiemy, kto nam drogi;

    zwołuje nas, każąc iść

    posłuchać kościelnych szumów,

    w wielkim zamęcie rozumów,

    w wielkim modlitew rozjęku,

    On pan, ten dzwon królewski,

    nie ustający w brzęku,

    o pękniętym sercu:

    nasz ton. - Nad przepaścią stoję

    i nie znam, gdzie drogi moje.

    STAŃCZYK

    Byś serce moje rozkroił,

    nic w nim nie najdziesz inszego,

    jako te niepokoje:

    sromota, sromota, wstyd,

    palący wstyd;

    jakoweś Fata nas pędzą

    w przepaść -

    DZIENNIKARZ

    Ty Wid!

    STAŃCZYK

    Ja Wstyd!!

    Piekło wiem gorsze niż Dante,

    piekło żywe.

    DZIENNIKARZ

    Żyję w Piekle!,

    STAŃCZYK

    Społem w przepaść!

    DZIENNIKARZ

    Społeczeństwo!

    Oto tortury najsroższe,

    śmiech, błazeństwo -

    to my duchy najuboższe.?

    "Społem" to jest malowanka,

    "społem" to duma panka,

    "społem" to jest chłopskie "w pysk","

    "społem" to papuzia kochanka,

    próżność, nadczłowieczeństwo _

    i przy tym to maleństwo:

    serce pęknione, co krwawi.

    STAŃCZYK

    Asan prawi -

    jako najwalniejsi gębacze,

    odrośl od tych samych pni

    z moich dni.

    DZIENNIKARZ

    Wolałbym już stokroć razy

    policzone dni

    niż ten bieg, bieg. pęd, gonitwa

    ku przepaści, otchłani, zawrotom:

    Ach, kresu, ach, kresu lotom

    Stacza się sercowa bitwa,

    opadam coraz na głazy,

    mrze na ustach modlitwa,

    ach, kresu, ach, kresu lotom! -

    Niechby się raz wszystko spali,

    zetrze się, na proch się zsypie,

    jak kolumny, na gruz się rozwali,

    byśmy padli potruci

    jadami w pogrzebowej stypie;

    niechajby się raz wszystko spali,

    i te nasze polskie posty

    dusz do polskich świętych,

    i te nasze tęczowe mosty

    czułości nad pustką rozpiętych,

    malowanki Częstochowskie

    w koronach - i wszystkie Wiary! -

    Nieszczęścia wołam!!

    STAŃCZYK

    Puszczyku...

    DZIENNIKARZ

    Może by Nieszczęście nareście

    dobyło nam z piersi krzyku,

    krzyku, co by był nasz,

    z tego pokolenia. -

    Ach, Sumienia, Sumienia!

    Już było tych prawd bez liku

    dla nas - Prawdy czy Fraszki -?,

    Stoimy u polskich granic,

    a mamy obecność za nic,

    od talentów zawisłe igraszki.

    STAŃCZYK

    Puszczyku!

    Zgrałeś się przy zielonym stoliku

    czy z kobietami w gorączce

    opętałeś duszę mdłością

    i w tej momentu palączce

    oślep gnasz we własne próchno.

    A gdy na nie wichry dmuchną,

    rozleci się zgasłe próchno,

    zamurują się otchłanie

    i krzyk, i jęk, i wołanie

    zda ci się błazeństwem duszy,

    które nikogo nie skruszy,

    które zeżre siebie samo,

    a trzewia mu gniciem cuchną. -

    Znam ja, co jest serce targać

    gwoźdźmi, co się w serce wbiły,

    biczem własne smagać ciało,

    plwać na zbrodnie, lżyć złej woli,

    ale Świętości nie szargać,

    bo trza, żeby święte były,

    ale Świętości nie szargać:

    to boli.

    DZIENNIKARZ

    Tragediante...

    STAŃCZYK

    Commediante,

    dla ciebie błazeńska laska.

    DZIENNIKARZ

    Piastujesz ją, piastun stary;

    znasz tylko: status quo ante;

    błazeństwo z tobą się zrosło.

    STAŃCZYK

    Oto naści twoje wiosło:

    błądzący w odmętów powodzi,

    masz tu kaduceus polski,

    mąć nim wodę, mąć.

    DZIENNIKARZ

    Fatum nas w obłędy wodzi:

    u rozstajnych dróg zły Duch!

    Tu moje rozstajne drogi;

    ty mój Duch-zły - demon, Szatan;

    błazeństwem ja z tobą zbratan,

    byłem ci duszą poswatan,

    nim dusza stała się trup; -

    a teraz mi pachnie grób,

    czuję trąd.

    STAŃCZYK

    Naści; rządź!

    Masz tu kaduceus polski,

    mąć nim wodę, mąć.

    DZIENNIKARZ

    Nie chcę żadnych więcej prób.

    Serce miałem kiedyś młode,

    porwałeś mi serce młode,

    wlałeś jad goryczny w krew.

    Nie widzę, nie widzę dróg,

    zaćmił mi się Bóg...

    STAŃCZYK

    Fata pędzą, pędzą Fata ?

    Wielkość ? Nicość ? pusty dzwon,

    serce strute ?

    uderzyłeś błazna ton:

    moją nutę.

    Kłam sercu, nikt nie zrozumie,

    hasaj w tłumie!

    Masz tu kaduceus, chwyć!

    Rządź!

    Mąć nim wodę, mąć!

    Na Wesele! Na Wesele!

    Idź!

    Mąć tę narodową kadź,

    serce truj, głowę trać!

    Na Wesele! Na Wesele!

    Staj na czele!!!

    Źródło: Wesele. Wirtualna Biblioteka Literatury Polskiej