jezyk

jezyk

  • Adam Mickiewicz Reduta Ordona. Opowiadanie Adiutanta

    Adam Mickiewicz REDUTA ORDONA. OPOWIADANIE ADIUTANTA

     

    Nam strzelać nie kazano. - Wstąpiłem na działo

    I spójrzałem na pole; dwieście armat grzmiało.

    Artyleryi ruskiej ciągną się szeregi,

    Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi;

    I widziałem ich wodza: przybiegł, mieczem skinął

    I jak ptak jedno skrzydło wojska swego zwinął;

    Wylewa się spod skrzydła ściśniona piechota

    Długą czarną kolumną, jako lawa błota,

    Nasypana iskrami bagnetów. Jak sępy

    Czarne chorągwie na śmierć prowadzą zastępy.

     

    Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona,

    Jak głaz bodzący morze, reduta Ordona.

    Sześć tylko miała armat; wciąż dymią i świecą;

    I nie tyle prędkich słów gniewne usta miecą,

    Nie tyle przejdzie uczuć przez duszę w rozpaczy,

    Ile z tych dział leciało bomb, kul i kartaczy.

    Patrz, tam granat w sam środek kolumny się nurza,

    Jak w fale bryła lawy, pułk dymem zachmurza;

    Pęka śród dymu granat, szyk pod niebo leci

    I ogromna łysina śród kolumny świeci.

     

    Tam kula, lecąc, z dala grozi, szumi, wyje.

    Ryczy jak byk przed bitwą, miota się, grunt ryje; -

    Już dopadła; jak boa śród kolumn się zwija,

    Pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija.

    Najstraszniejszej nie widać, lecz słychać po dźwięku,

    Po waleniu się trupów, po ranionych jęku:

    Gdy kolumnę od końca do końca przewierci,

    Jak gdyby środkiem wojska przeszedł anioł śmierci.

     

    Gdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia?

    Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia?

    Nie, on siedzi o pięćset mil na swej stolicy,

    Król wielki, samowładnik świata połowicy;

    Zmarszczył brwi, - i tysiące kibitek wnet leci;

    Podpisał, - tysiąc matek opłakuje dzieci;

    Skinął, - padają knuty od Niemna do Chiwy.

    Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy,

    Gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże,

    Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże, -

    Warszawa jedna twojej mocy się urąga,

    Podnosi na cię rękę i koronę ściąga,

    Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojej głowy,

    Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy!

     

    Car dziwi się - ze strachu. drzą Petersburczany,

    Car gniewa się - ze strachu mrą jego dworzany;

    Ale sypią się wojska, których Bóg i wiara

    Jest Car. - Car gniewny: umrzem, rozweselim Cara.

    Posłany wódz kaukaski z siłami pół-świata,

    Wierny, czynny i sprawny - jak knut w ręku kata.

     

    Ura! ura! Patrz, blisko reduty, już w rowy

    Walą się, na faszynę kładąc swe tułowy;

    Już czernią się na białych palisadach wałów.

    Jeszcze reduta w środku, jasna od wystrzałów,

    Czerwieni się nad czernią: jak w środek mrowiaka

    Wrzucony motyl błyska, - mrowie go naciska, -

    Zgasł - tak zgasła reduta. Czyż ostatnie działo

    Strącone z łoża w piasku paszczę zagrzebało?

    Czy zapał krwią ostatni bombardyjer zalał?

    Zgasnął ogień. - Już Moskal rogatki wywalał.

     

    Gdzież ręczna broń? - Ach, dzisiaj pracowała więcej

    Niż na wszystkich przeglądach za władzy książęcej;

    Zgadłem, dlaczego milczy, - bo nieraz widziałem

    Garstkę naszych walczącą z Moskali nawałem.

    Gdy godzinę wołano dwa słowa: pal, nabij;

    Gdy oddechy dym tłumi, trud ramiona słabi;

    A wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre żołnierza czynność;

    Na koniec bez rozkazu pełnią swą powinność,

    Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pamięci,

    Żołnierz jako młyn palny nabija - grzmi - kręci

    Broń od oka do nogi, od nogi na oko:

    Aż ręka w ładownicy długo i głęboko

    Szukała, nie znalazła - i żołnierz pobladnął,

    Nie znalazłszy ładunku, już bronią nie władnął;

    I uczuł, że go pali strzelba rozogniona;

    Upuścił ją i upadł; - nim dobiją, skona.

    Takem myślił, - a w szaniec nieprzyjaciół kupa

    Już łazła, jak robactwo na świeżego trupa.

     

    Pociemniało mi w oczach - a gdym łzy ocierał,

    Słyszałem, że coś do mnie mówił mój Jenerał.

    On przez lunetę wspartą na moim ramieniu

    Długo na szturm i szaniec poglądał w milczeniu.

    Na koniec rzekł; "Stracona". - Spod lunety jego

    Wymknęło się łez kilka, - rzekł do mnie: "Kolego,

    Wzrok młody od szkieł lepszy; patrzaj, tam na wale,

    Znasz Ordona, czy widzisz, gdzie jest?" - "Jenerale,

    Czy go znam? - Tam stał zawsze, to działo kierował.

    Nie widzę - znajdę - dojrzę! - śród dymu się schował:

    Lecz śród najgęstszych kłębów dymu ileż razy

    Widziałem rękę jego, dającą rozkazy. -

    Widzę go znowu, - widzę rękę - błyskawicę,

    Wywija, grozi wrogom, trzyma palną świécę,

    Biorą go - zginął - o nie, - skoczył w dół, - do lochów"!

    "Dobrze - rzecze Jenerał - nie odda im prochów".

     

    Tu blask - dym - chwila cicho - i huk jak stu gromów.

    Zaćmiło się powietrze od ziemi wylomów,

    Harmaty podskoczyły i jak wystrzelone

    Toczyły się na kołach - lonty zapalone

    Nie trafiły do swoich panew. I dym wionął

    Prosto ku nam; i w gęstej chmurze nas ochłonął.

    I nie było nic widać prócz granatów blasku,

    I powoli dym rzedniał, opadał deszcz piasku.

    Spojrzałem na redutę; - wały, palisady,

    Działa i naszych garstka, i wrogów gromady;

    Wszystko jako sen znikło. - Tylko czarna bryła

    Ziemi niekształtnej leży - rozjemcza mogiła.

    Tam i ci, co bronili, -i ci, co się wdarli,

    Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli.

    Choćby cesarz Moskalom kazał wstać, już dusza

    Moskiewska. tam raz pierwszy, cesarza nie słusza.

    Tam zagrzebane tylu set ciała, imiona:

    Dusze gdzie? nie wiem; lecz wiem, gdzie dusza Ordona.

    On będzie Patron szańców! - Bo dzieło zniszczenia

    W dobrej sprawie jest święte, Jak dzieło tworzenia;

    Bóg wyrzekł słowo stań się, Bóg i zgiń wyrzecze.

    Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,

    Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona

    Obleją, jak Moskale redutę Ordona -

    Karząc plemię zwyciężców zbrodniami zatrute,

    Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę.

  • Adam Mickiewicz: Do... Na alpach w Splungen

    Adam Mickiewicz DO***. NA ALPACH W SPLÜGEN 1829

     

    Nigdy, więc nigdy z tobą rozstać się nie mogę!

    Morzem płyniesz i lądem idziesz za mną w drogę,

    Na lodowiskach widzę błyszczące twe ślady

    I głos twój słyszę w szumie alpejskiej kaskady,

    I włosy mi się jeżą, kiedy się oglądam,

    I postać twoję widzieć lękam się i żądam.

    Niewdzięczna! Gdy ja dzisiaj, w tych podniebnych górach.

    Spadający w otchłanie i niknący w chmurach,

    Wstrzymuję krok, wiecznymi utrudzony lody.

    I oczy przecierając z lejącej się wody,

    Szukam północnej gwiazdy na zamglonym niebie,

    Szukam Litwy i domku twojego, i ciebie;

    Niewdzięczna! może dzisiaj, królowa biesiady,

    Ty w tańcu rej prowadzisz wesołej gromady,

    Lub może się nowymi miłostkami bawisz,

    Lub o naszych miłostkach śmiejąca się prawisz,

    Powiedz, czyś ty szczęśliwsza, że ciebie poddani,

    Niewolnicze schylając karki, zowią Pani!

    Że cię rozkosz usypia i wesołość budzi,

    I że cię nawet żadna pamiątka nie nudzi?

    Czy byłabyś szczęśliwsza, gdybyś, moja miła,

    Wiernego ci wygnańca przygody dzieliła?

    Ach! Ja bym cię za rękę po tych skałach wodził,

    Ja bym trudy podróżne piosenkami słodził,

    Ja bym pierwszy w ryczące rzucał się strumienie

    I pod twą nóżkę z wody dostawał kamienie.

    I przeszłaby twa nóżka wodą nie dotknięta,

    A całowaniem twoje ogrzałbym rączęta.

    Spoczynek by nas czekał pod góralską chatą:

    Tam zwleczoną z mych barków okryłbym cię szatą,

    A ty byś przy pasterskim usiadłszy płomieniu

    Usnęła i zbudziła na moim ramieniu.

  • Adam Mickiewicz: Liryki lozańskie

    Adam Mickiewicz: Liryki lozańskie.

    Teksty Liryków lozańskich Adama Mickiewicza

     

    [ACH, JUŻ I W RODZICIELSKIM DOMU... ]

    Ach, już i w rodzicielskim domu

    [BROŃ MNIE PRZED SOBĄ SAMYM... ]

    Broń mnie przed sobą samym - maszże dość potęgi;

    [GDY TU MÓJ TRUP... ]

    Gdy tu mój trup w pośrodku was zasiada,

    [GĘBY ZA LUD KRZYCZĄCE... ]

    Gęby za lud krzyczące sam lud w końcu znudzą,

    [NAD WODĄ WIELKĄ I CZYSTĄ... ]

    Nad wodą wielką i czystą...

    [POLAŁY SIĘ ŁZY ME CZYSTE, RZĘSISTE... ]

    Polały się łzy me czyste, rzęsiste..

    [PYTASZ, ZA CO BÓG TROCHĄ SŁAWY MNIE OZDOBIŁ... ]

    Pytasz, za co Bóg trochą sławy mnie ozdobił?

    [SNUĆ MIŁOŚĆ... ]

    Snuć miłość, jak jedwabnik nić wnętrzem swym snuje,

    [UCIEC Z DUSZĄ NA LISTEK... ]

    Uciec z duszą na listek i jak motyl szukać...

    DO B... Z...

    Słowiczku mój! a leć, a piej!

    WIDZENIE

    Dźwięk mię uderzył - nagle moje ciało,

    ŻAL ROZRZUTNIKA

    Kochanek, druhów! ileż was spotkałem!

     

     

    Spis pochodzi ze strony:

    BIBLIOTEKA LITERATURY POLSKIEJ W INTERNECIE

     

     

     

  • Adam Mickiewicz: Pani Twardowska

    Adam Mickiewicz PANI TWARDOWSKA

     

    Jedzą, piją, lulki palą,

    Tańce, hulanka, swawola;

    Ledwie karczmy nie rozwalą,

    Cha cha, chi chi, hejza, hola!

     

    Twardowski siadł w końcu stoła.

    Podparł się w boki jak basza;

    "Hulaj dusza! hulaj!" - woła,

    Śmieszy, tumani, przestrasza.

     

    Żołnierzowi, co grał zucha,

    Wszystkich łaje i potrąca,

    Świsnął szablą koło ucha,

    Już z żołnierza masz zająca.

     

    Na patrona z trybunału,

    Co milczkiem wypróżniał rondel,

    Zadzwonił kieską pomału,

    Z patrona robi się kondel.

     

    Szewcu w nos wyciął trzy szczutki,

    Do łba przymknął trzy rureczki,

    Cmoknął, cmok, i gdańskiej wódki

    Wytoczył ze łba pół beczki.

     

    Wtem gdy wódkę pił z kielicha.

    Kielich zaświstał, zazgrzytał;

    Patrzy na dno: Co u licha?

    Po coś tu, kumie, zawitał?

     

    Diablik to był w wódce na dnie,

    Istny Niemiec, sztuczka kusa;

    Skłonił się gościom układnie,

    Zdjął kapelusz i dał susa.

     

    Z kielicha aż na podłogę

    Pada, rośnie na dwa łokcie,

    Nos jak haczyk, kurzą nogę

    I krogulcze ma paznokcie.

     

    "A! Twardowski; witam, bracie!"

    To mówiąc bieży obcesem:

    "Cóż to, czyliż mię nie znacie?

    Jestem Mefistofelesem.

     

    Wszak ze mnąś na Łysej Górze

    Robił o duszę zapisy;

    Cyrograf na byczeJ skórze

    Podpisaleś ty, i bisy

     

    Miały słuchać twego rymu;

    Ty, jak dwa lata przebiegą,

    Miałeś pojechać do Rzymu,

    By cię tam porwać jak swego.

     

    Już i siedem lat uciekło,

    Cyrograf nadal nie służy;

    Ty, czarami dręcząc piekło,

    Ani myślisz o podróży.

     

    Ale zemsta, choć leniwa,

    Nagnała cię w nasze sieci;

    Ta karczma Rzym się nazywa,

    Kładę areszt na waszeci."

     

    Twardowski ku drzwióm się kwapił

    Na takie dictum acerbum,

    Diabeł za kuntusz ułapił:

    "A gdzie jest nobile verbum?"

     

    Co tu począć? kusa rada,

    Przyjdzie już nałożyć głową.

    Twardowski na koncept wpada

    I zadaje trudność nową.

     

    "Patrz w kontrakt, Mefistofilu,

    Tam warunki takie stoją:

    Po latach tylu a tylu,

    Gdy przyjdziesz brać duszę moją,

     

    Będę miał prawo trzy razy

    Zaprząc ciebie do roboty?

    A ty najtwardsze rozkazy

    Musisz spełnić co do joty.

     

    Patrz, oto jest karczmy godło,

    Koń malowany na płótnie;

    Ja chcę mu wskoczyć na siodło,

    A koń niech z kopyta utnie.

     

    Skręć mi przy tym biczyk z piasku,

    Żebym miał czym konia chłostać,

    I wymuruj gmach w tym lasku,

    Bym miał gdzie na popas zostać.

     

    Gmach będzie z ziarnek orzecha,

    Wysoki pod szczyt Krępaku,

    Z bród żydowskich ma być strzecha,

    Pobita nasieniem z maku.

     

    Patrz, oto na miarę ćwieczek,

    Cal gruby. długi trzy cale,

    W każde z makowych ziareczek

    Wbij mi takie. trzy bratnale".

     

    Mefistofil duchem skoczy,

    Konia czyści, karmi, poi,

    Potem bicz z piasku utoczy

    I już w gotowości stoi.

     

    Twardowski dosiadł biegusa,

    Próbuje podskoków, zwrotów,

    Stępa, galopuje, kłusa,

    Patrzy, aż i gmach już gotów.

     

    No! wygrałeś, panie bisie;

    Lecz druga rzecz nic skończona,

    Trzeba skąpać się w tej misie,

    A to jest woda święcona.

     

    Diabeł kurczy się i krztusi,

    Aż zimny pot na nim bije;

    Lecz pan każe, sługa musi,

    Skąpał się biedak po szyję.

     

    Wyleciał potem jak z procy,

    Otrząsł się, dbrum! parsknął raźnie.

    "Teraz jużeś w naszej mocy,

    Najgorętsząm odbył łaźnię."

     

    "Jeszcze jedno, będzie kwita,

    Zaraz pęknie moc czartowska;

    Patrzaj, oto jest kobiéta,

    Moja żoneczka Twardowska.

     

    Ja na rok u Belzebuba

    Przyjmę za ciebie mieszkanie,

    Niech przez ten rok moja luba

    Z tobą jak z mężem zostanie.

     

    Przysiąż jej miłość, szacunek

    I posłuszeństwo bez granic;

    Złamiesz choć jeden warunek.

    Już cała ugoda za nic."

     

    Diabeł do niego pół ucha,

    Pół oka zwrócił do samki,

    Niby patrzy, niby słucha,

    Tymczasem już blisko klamki.

     

    Gdy mu Twardowski dokucza,

    Od drzwi, od okien odpycha,

    Czmychnąwszy dziurką od klucza,

    Dotąd jak czmycha, tak czmycha.


  • Adam Mickiewicz: Romantyczność

    Adam Mickiewicz ROMANTYCZNOŚĆ

    Methinks, I see... Where?
    - In my mind's eyes.
    Shakespeare
    Zdaje mi się, że widzę... gdzie?
    Przed oczyma duszy mojej.

  • Adam Mickiewicz: Śmierć pułkownika

    Adam Mickiewicz ŚMIERĆ PUŁKOWNIKA

     

    W głuchej puszczy, przcd chatką leśnika,

    Rota strzelców stanęła zielona;

    A u wrót stoi straż Pułkownika,

    Tam w izdebce Pułkownik ich kona.

    Z wiosek zbiegły się tłumy wieśniacze,

    Wódz to był wielkiej mocy i sławy,

    Kiedy po nim lud prosty tak płacze

    I o zdrowie tak pyta ciekawy.

     

    Kazał konia Pułkownik kulbaczyć,

    Konia w każdej sławnego potrzebie;

    Chce go jeszcze przed śmiercią obaczyć,

    Kazał przywieść do izby - do siebie.

    Kazał przynieść swój mundur strzelecki,

    Swój kordelas i pas, i ładunki;

    Stary żołnierz - on chce jak Czarniecki.

    Umierając, swe żegnać rynsztunki.

     

    A gdy konia już z izby wywiedli,

    Potem do niej wszedł ksiądz z Panem Bogiem;

    I żołnierze od żalu pobledli.

    A lud modlił się klęcząc przed progiem.

    Nawet starzy Kościuszki żołnierze,

    Tyle krwi swej i cudzej wylali,

    Łzy ni jednej - a teraz płakali

    I mówili z księżami pacierze.

     

    Z rannym świtem dzwoniono w kaplicy;

    Już przed chatą nie było żołnierza,

    Bo już Moskal był w tej okolicy.

    Przyszedł lud widzieć zwłoki rycerza,

    Na pastuszym tapczanie on leży -

    W ręku krzyż, w głowach siodło i burka,

    A u boku kordelas, dwururka.

     

    Lecz ten wódz, choć w żołnierskiej odzieży,

    Jakie piękne dziewicze ma lica?

    Jaką pierś? - Ach, to była dziewica,

    To Litwinka, dziewica-bohater,

    Wódz Powstańców - Emilija Plater!

  • Adam Mickiewicz: Sonety krymskie

    Sonety krymskie

     

     

    I.  STEPY AKERMAŃSKIE

    Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,

    II.  CISZA MORSKA

    Już wstążkę pawilonu wiatr zaledwie muśnie,

    III.   ŻEGLUGA

    Szum większy, gęściej morskie snują się straszydła,

    IV.  BURZA

    Zdarto żagle, ster prysnął, ryk wód, szum zawiei,

    V.  WIDOK GÓR ZE STEPÓW KOZŁOWA

    Tam? czy Allach postawił ścianą morze lodu?

    VI.   BAKCZYSARAJ

    Jeszcze wielka, już pusta Girajów dziedzina.

    VII.   BAKCZYSARAJ W NOCY

    Rozchodzą się z dżamidów pobożni mieszkańce,

    VIII.  GRÓB POTOCKIEJ

    W kraju wiosny, pomiędzy rozkosznymi sady,

    IX.   MOGIŁY HAREMU

    Tu z winnicy miłości niedojrzałe grona

    X.  BAJDARY

    Wypuszczam na wiatr konia i nie szczędzę razów;

    XIII.   CZATYRDAH

    Drżąc muślemin całuje stopy twej opoki,

    XIV.   PIELGRZYM

    U stóp moich kraina dostatków i krasy,

    XV.   DROGA NAD PRZEPAŚCIĄ W CZUFUT-KALE

    Zmów pacierz, opuść wodze, odwróć na bok lica,

    XVII.   RUINY ZAMKU W BAŁAKŁAWIE

    Te zamki, połamane w zwaliska bez ładu,

    XVIII.    AJUDAH

    Lubię poglądać wsparty na Judahu skale,

     

     

    Spis pochodzi ze strony:

    BIBLIOTEKA LITERATURY POLSKIEJ W INTERNECIE

  • Adam Mickiewicz: Sonety odeskie

     Sonety odeskie

     

    I . DO LAURY

    Ledwiem ciebie zobaczył, jużem się zapłonił,

    VIII.   DO NIEMNA

    Niemnie, domowa rzeko moja! gdzie są wody,

    XV.   DZIEŃDOBRY

    Dzień dobry! nie śmiem budzić, o wdzięczny widoku!

    XVI.   DOBRANOC

    Dobranoc! już dziś więcej nie będziem bawili,

    XVII.  DOBRY WIECZÓR

    Dobry wieczór! on dla mnie najsłodszym życzeniem;

    XXII.   EKSKUZA

    Nuciłem o miłostkach w rówienników tłumie;

     

     

    Spis pochodzi ze strony:

    BIBLIOTEKA LITERATURY POLSKIEJ W INTERNECIE

     

     

  • Adam Mickiewicz: Świteź

    Adam Mickiewicz - Ballada ŚWITEŹ

     

    Ktokolwiek będzisz w nowogródzkiej stronie,

    Do Płużyn ciemnego boru

    Wjechawszy, pomnij zatrzymać twe konie,

    Byś się przypatrzył jezioru.

     

    Świteź tam jasne rozprzestrzenia łona,

    W wielkiego ksztalcie obwodu,

    Gęstą po bokach puszczą oczerniona,

    A gładka jak szyba lodu.

  • Adam Mickiewicz: Świtezianka

    Adam Mickiewicz ŚWITEZIANKA

     

    Jakiż to chłopiec piękny i młody?

    Jaka to obok dziewica?

    Brzegami sinej Świtezi wody

    Idą przy świetle księżyca.

     

    Ona mu z kosza daje maliny,

    A on jej kwiatki do wianka;

    Pewnie kochankiem jest tej dziewczyny,

    Pewnie to jego kochanka.

     

     

    Każdą noc prawie, o jednej porze,

    Pod tym się widzą modrzewiem.

    Młody jest strzelcem w tutejszym borze,

    Kto jest dziewczyna? - ja nie wiem.

     

    Skąd przyszła? - darmo śledzić kto pragnie,

    Gdzie uszła? - nikt jej nie zbada.

    Jak mokry jaskier wschodzi na bagnie,

    Jak ognik nocny przepada.

     

    "Powiedz mi, piękna, luba dziewczyno,

    Na co nam te tajemnice,

    Jaką przybiegłaś do mnie drożyną?

    Gdzie dom twój, gdzie są rodzice?

     

    Minęło lato, zżółkniały liścia

    I dżdżysta nadchodzi pora,

    Zawsze mam czekać twojego przyścia

    Na dzikich brzegach jeziora?

     

    Zawszeż po kniejach jak sarna płocha,

    Jak upiór błądzisz w noc ciemną?

    Zostań się lepiej z tym, kto cię kocha,

    Zostań się, o luba! ze mną.

     

    Chateczka moja stąd niedaleka

    Pośrodku gęstej leszczyny;

    Jest tam dostatkiem owoców, mleka,

    Jest tam dostatkiem źwierzyny".

     

    "Stój, stój - odpowie - hardy młokosie,

    Pomnę, co ojciec rzekł stary:

    Słowicze wdzięki w mężczyzny głosie,

    A w sercu lisie zamiary.

     

    Więcej się waszej obłudy boję,

    Niż w zmienne ufam zapały,

    Może bym prośby przyjęła twoje;

    Ale czy będziesz mnie stały?"

     

    Chłopiec przyklęknął, chwycił w dłoń piasku,

    Piekielne wzywał potęgi,

    Klął się przy świętym księżyca blasku,

    Lecz czy dochowa przysięgi?

     

    "Dochowaj, strzelcze, to moja rada:

    Bo kto przysięgę naruszy,

    Ach, biada jemu, za życia biada!

    I biada jego złej duszy!"

     

    To mówiąc dziewka więcej nie czeka,

    Wieniec włożyla na skronie

    I pożegnawszy strzelca z daleka,

    Na zwykłe uchodzi błonie.

     

    Próżno się za nią strzelec pomyka,

    Rączym wybiegom nie sprostał,

    Znikła jak lekki powiew wietrzyka,

    A on sam jeden pozostał.

     

    Sam został, dziką powraca drogą,

    Ziemia uchyla się grząska,

    Cisza wokoło, tylko pod nogą

    Zwiędła szeleszcze gałązka.

     

    Idzie nad wodą, błędny krok niesie,

    Błędnymi strzela oczyma;

    Wtem wiatr zaszumiał po gęstym lesie,

    Woda się burzy i wzdyma.

     

    Burzy się, wzdyma, pękają tonie,

    O niesłychane zjawiska!

    Ponad srebrzyste Świtezi błonie

    Dziewicza piękność wytryska.

     

    Jej twarz jak róży bladej zawoje,

    Skropione jutrzenki łezką;

    Jako mgła lekka, tak lekkie stroje

    Obwiały postać niebieską.

     

    "Chłopcze mój piękny, chłopcze mój młody -

    Zanuci czule dziewica -

    Po co wokoło Świteziu wody

    Błądzisz przy świetle księżyca?

     

    Po co żałujesz dzikiej wietrznicy,

    Która cię zwabia w te knieje:

    Zawraca głowę, rzuca w tęsknicy

    I może jeszcze się śmieje?

     

    Daj się namówić czułym wyrazem,

    Porzuć wzdychania i żale,

    Do mnie tu, do mnie, tu będziem razem

    Po wodnym pląsać krysztale.

     

    Czy zechcesz niby jaskółka chybka

    Oblicze tylko wód muskać,

    Czy zdrów jak rybka, wesół jak rybka,

    Cały dzień ze mną się pluskać.

     

    A na noc w łożu srebrnej topieli

    Pod namiotami źwierciadeł,

    Na miękkiej wodnych lilijek bieli.

    Śród boskich usnąć widziadeł".

     

    Wtem z zasłon błysną piersi łabędzie,

    Strzelec w ziemię patrzy skromnie,

    Dziewica w lekkim zbliża się pędzie

    I "Do mnie, woła, pójdź do mnie".

     

    I na wiatr lotne rzuciwszy stopy,

    Jak tęcza śmiga w krąg wielki,

    To znowu siekąc wodne zatopy,

    Srebrnymi pryska kropelki.

     

    Podbiega strzelec i staje w biegu,

    I chciałby skoczyć, i nie chce;

    Wtem modra fala, prysnąwszy z brzegu,

    Z lekka mu w stopy załechce.

     

    I tak go łechce, i tak go znęca,

    Tak się w nim serce rozpływa,

    Jak gdy tajemnie rękę młodzieńca

    Ściśnie kochanka wstydliwa.

     

    Zapomniał strzelec o swej dziewczynie,

    Przysięgą pogardził świętą,

    Na zgubę oślep bieży w głębinie,

    Nową zwabiony ponętą.

     

    Bieży i patrzy, patrzy i bieży;

    Niesie go wodne przestworze,

    Już z dala suchych odbiegł wybrzeży,

    Na średnim igra jeziorze.

     

    I już dłoń śnieżną w swej ciśnie dłoni,

    W pięknych licach topi oczy,

    Ustami usta różane goni

    I skoczne okręgi toczy.

     

    Wtem wietrzyk świsnął, obłoczek pryska,

    Co ją w łudzącym krył blasku;

    Poznaje strzelec dziewczynę z bliska,

    Ach, to dziewczyna spod lasku!

     

    "A gdzie przysięga? gdzie moja rada?

    Wszak kto przysięgę naruszy,

    Ach, biada jemu, za życia biada!

    I biada jego złej duszy!

     

    Nie tobie igrać przez srebrne tonie

    Lub nurkiem pluskać w głąb jasną;

    Surowa ziemia ciało pochłonie,

    Oczy twe żwirem zagasną.

     

    A dusza przy tym świadomym drzewie

    Niech lat doczeka tysiąca,

    Wiecznie piekielne cierpiąc żarzewie

    Nie ma czym zgasić gorąca".

     

    Słyszy to strzelec, błędny krok niesie,

    Błędnymi rzuca oczyma;

    A wicher szumi po gęstym lesie,

    Woda się burzy i wzdyma.

     

    Burzy się, wzdyma i wre aż do dna,

    Kręconym nurtem pochwyca,

    Roztwiera paszczę otchłań podwodna,

    Ginie z młodzieńcem dziewica.

     

    Woda się dotąd burzy i pieni,

    Dotąd przy świetle księżyca

    Snuje się para znikomych cieni;

    Jest to z młodzieńcem dziewica.

     

    Ona po srebrnym pląsa jeziorze,

    On pod tym jęczy modrzewiem.

    Kto jest młodzieniec? - strzelcem był w borze.

    A kto dziewczyna? - ja nie wiem.

  • Adam Mickiewicz: Upiór - tekst

    Upiór

    Tekst wiersza Adama Mickiewicza "Upiór".

    Upiór - tekst wiersza

    Serce ustało, pierś już lodowata,

    Ścięły się usta i oczy zawarły;

    Na świecie jeszcze, lecz już nie dla świata!

    Cóż to za człowiek? - Umarły.

  • Baka Józef - "Poezje"

    Zbiór odnośników do utworów zgromadzonych w dwóch tomikach poezji księdza Józefa Baki. Ciekawa, oryginalna, zabawna i poruszająca. Warto wiec po nią sięgnąć po lekcja języka polskiego...

  • Bogusławski Wojciech - "Cud mniemany, czyli krakowiaki i górale"

     

    Wojciech Bogusławski "Cud mniemany, czyli krakowiaki i górale"

     

     

    OSOBY:

    ODSŁONA I

     

    ODSŁONA II

     

    ODSŁONA III

     

    Bartłomiej, młynarz.

    Dorota, jego żona.

    Basia, córka młynarza z pierwszego małżeństwa.

    Wawrzyniec, zagrodnik.

    Stach, syn jego, kochanek Basi.

    Jonek, przyjaciel Stacha.

    Paweł, Państwo młodzi

    Zosia,

    Bardos, student z Krakowa.

    Bryndus, górale.

    Morgal,

    Świstos

    Miechodmuch, organista.

    Pastuch

    Stara baba.

    Krakowiacy. Krakowianki. Górale. Góralki. Lud

     

     

     

     

     

     

     

     

    Tekst pochodzi ze strony:

  • Co to jest język?

    Co to jest język?

    Język - definicja

    • to zbiór słów(zasoby leksykalne, słownik) oraz reguły ich użycia(gramatyka),

    każde z tych słów coś znaczy... a zatem każde z nich jest znakiem czegoś… czyli inaczej mówiąc: 

    • to system znaków, bo znaków tych można używać w określonych warunkach zgodnie z określonymi regułami, a zatem tworzą one konstrukcję opartą na wzajemnej zależności – system
  • Co to jest nowomowa?

    Nowomowa - co to jest?

    Nowomowa to termin wprowadzony na oznaczenie procesu deformacji, degeneracji języka w państwie totalitarnym, zachodzącego wskutek ideologizacji i upolitycznienia języka. Pojęcie: "nowomowa" to swoista kalka językowa angielskiego wyrazu: "newspeak" – terminu wymyślonego przez Georga Orwella w powieści: „Rok 1984”; w odniesieniu do hitlerowskich Niemiec funkcjonuje jako LTI (Lingua Tertii Imperii). Za synonimiczne (w odniesieniu do nowomowy państwowej) uznaje się wyrażenie: "mowa państwowotwórcza". Nowomowa nie jest tylko wytworem totalitaryzmów, ale funkcjonuje również jako produkt różnych żargonów: biurokratycznego, politycznego, dziennikarskiego, prawnego

    Cechy nowomowy:

    • zlepki wyrazów ważnych dla ideologii
    • przekształcanie znaczeń istniejących do tej pory znaczeń na prawomyślne (neologizm semantyczny)
    • nasycenie słownictwem wartościującym (język nie nazywa rzeczywistości, ale wskazuje co jest dobre, a co złe)
    • oderwanie od funkcji poznawczej i informacyjnej, na rzecz funkcji magicznej, rytualnej języka
    • istnienie tabu językowego (są słowa nieprawowite, których nie wolno używać)
    • eufemizacja rzeczywistości
    • szablonowość
    • monotonia
    • ubóstwo leksykalne – usuwanie wyrazów nieprawomyślnych
    • zawężenie kręgów tematycznych
    • nasycenie sloganami i frazesami
    • oderwanie od funkcji komunikacyjnej – antykomunikacyjność (komunikacja jednostronna, niesymetryczna)
    • wykluczenie krytyki, dialogu, wymiany myśli - odbiorca ma się podporządkować:
    • rozkazy
    • nakazy
    • kategoryczne stwierdzenia
    • brak argumentacji
    • slogany

    Destruktywny wpływ nowomowy na społeczeństwo:

    • brak konfrontacji odmiennych systemów wartości
    • schematyzacja myślenia
    • ograniczenie poznawcze
    • podporządkowanie narzuconym dyrektywom
    • brak zaufania ludzi do języka
    • powstanie dwumowy – mówienie w sytuacjach nieoficjalnych i w sytuacjach oficjalnych
    • powstanie dwumyślenia – myślenie kategoriami nieoficjalnymi i kategoriami oficjalnymi

     

    Bibliografia:
    • Słownik terminów literackich, red. Janusz Sławiński, Wrocław 2000, s. 288, 346-7.
    • Andrzej Chojecki, Mowa mowy. O języku współczesnej humanistyki, 1997.
    • Michał Głowiński, Nowomowa po polsku, 1990
  • Ćwiczenie. Streszczenie logiczne: Piękny wiek XX

    Ćwiczenie streszczenia logicznego do tekstu Tadeusza Bielickiego: Piękny wiek XX.

    Ćwiczenie streszczania logicznego zostało przygotowane przez CKE i opublikowane w dokumencie opracowanym przez Annę Krasuską. Źródło zostało podane na końcu tego tekstu.

  • Dzieje Tristana i Izoldy


    Dzieje Tristana i Izoldy oprac. J. Bedier


    DZIECIĘCTWO TRISTANA

    Zapewne nazwano by cię lepiej:
    Piękna Młodości uśmiechnięta!
    Gotfryd ze Strasburga

    Panowie miłościwi, czy wola wasza usłyszeć piękną opowieść o miłości i śmierci? To rzecz o Tristanie i Izoldzie królowej. Słuchajcie, w jaki sposób w wielkiej radości, w wielkiej żałobie miłowali się, później zasię pomarli w tym samym dniu, on przez nią, ona przez niego.
    Za dawnych czasów król Marek panował w królestwie Kornwalii. Dowiedziawszy się, iż nieprzyjaciele niepokoją go, Riwalen, król ziemi lońskiej, przebył morze, aby mu spieszyć z pomocą. Służył mu mieczem i radą nie gorzej od szczerego lennika i tak wiernie, iż Marek dał mu w nagrodę piękną Blancheflor, swą siostrę, którą król Riwalen miłował przedziwną miłością.
    Pojął ją za żonę w klasztorze tyntagielskim. Ale ledwie ją zaślubił, doszła go wieść, iż dawny nieprzyjaciel, diuk Morgan, spadłszy na ziemię lońską pustoszy jego grody, pola i miasta. Riwalen narządził pośpiesznie okręty i powiódł Blancheflor, wówczas już brzemienną, ku swej dalekiej ziemi. Przybił do lądu naprzeciw zamku w Kanoel, powierzył królowę pieczy marszałka Rohałta, którego wszyscy dla jego wierności wołali pięknym mianem Rohałt Dzierżący Słowo; następnie zebrawszy baronów odjechał na wojnę.
    Blancheflor czekała go długo. Niestety, nie miał wrócić. Pewnego dnia dowiedziała się, że diuk Morgan zabił go zdradą. Nie płakała po mężu; nikt nie usłyszał krzyku ani lamentu; ale członki jej stały się wątłe i słabe; dusza żądała pilnym pragnieniem wydostać się z ciała. Darmo Rohałt silił się pocieszyć.
    - Królowo - mówił - nic się nie zyska przydając żałobę żałobie. Żali każdemu, kto się rodzi, nie jest pisane umierać? Niech Bóg przytuli umarłe, a ochrania żywe!...
    Ale ona nie chciała słuchać. Trzy dni czekała, aż podąży za swym drogim panem. Czwartego dnia wydała na świat syna; za czym wziąwszy go w ramiona:
    - Synu - rzekła - długo pragnęłam cię ujrzeć; i widzę najpiękniejszą istotę, jaką kiedykolwiek niewiasta nosiła w żywocie. Smutna zległam, smutne jest to pierwsze święto, które ci wyprawiam, z twojej przyczyny smutno mi jest umierać. Ze więc przybyłeś na ziemię przez smutek, imię twoje będzie Tristan.
    Rzekłszy te słowa ucałowała go i, ucałowawszy, natychmiast umarła.
    Rohałt Dzierżący Słowo przygarnął sierotę. Już ludzie diuka Morgana wdzierali się do zamku; w jakiż sposób Rohałt zdołałby długo wytrzymać bitwę? Słusznie powiadają: "Insza rzecz dzielność, insza szaleństwo", mus mu był zdać się na łaskę diuka Morgana. Ale z obawy, by Morgan nie zamordował Riwalenowego syna, marszałek podał go za własne dziecię i chował ze swymi.




  • Feliński Alojzy - "Boże coś Polskę..."

     

    Alojzy Filiński

    Hymn. Boże coś Polskę...

    Boże! coś Polskę przez tak liczne wieki

    Otaczał blaskiem potęgi i chwały,

    I tarczą swojej zasłaniał opieki

    Od nieszczęść, które przywalić ją miały;

     

    Chor.

    Przed twe ołtarze zanosim błaganie.

    Naszego Króla zachowaj nam Panie!

     

    Ty, coś ją potem, tknięty jej upadkiem.

    Wspierał walczącą za najświętszą sprawę,

    I chcąc świat cały mieć jej męstwa świadkiem,

    Wśród samych nieszczęść pomnożył jej sławę:

     

     

    Kliknijaby przeczytać całość

     

     

    Fragment tekstu pochodzi ze strony:

  • Język - definicja

    Język - definicja

    Definicja i historia pojęcia język.

    System znaków prymarnie dźwiękowych, wtórnie pisanych i in., służący do porozumiewania się w obrębie danej społeczności. Jest tworem społecznym, wspólnym wszystkim jednostkom w danej społeczności.

  • Język - mapa myśli

     

    Język - mapa myśli

    Powtórzenie wiadomości z wiedzy o języku. Zawiera, definicję, informacje o funkcjach i roli języka, typologię języków, odmianach występowania języka.

    Może też Cię zainteresować: Rozprawka. Język jako system znaków – i co na to inne systemy?

    język, język polski, język a znak, klasyfikacja języków, odmiany języka, mapa myśli, mapa mentalna,

Strona 1 z 3