Język polski – lektury, matura, egzamin ósmoklasisty i pisanie

ballada

  • Adam Mickiewicz: Lilie

    Adam Mickiewicz LILIJE - tekst ballady romantycznej

     

    Zbrodnia to niesłychana,

    Pani zabija pana;

    Zabiwszy grzebie w gaju,

    Na łączce przy ruczaju,

    Grób liliją zasiewa,

    Zasiewając tak śpiewa:

    "Rośnij kwiecie wysoko,

    Jak pan leży głęboko;

    Jak pan leży głęboko,

    Tak ty rośnij wysoko."

     

  • Adam Mickiewicz: Pani Twardowska

    Adam Mickiewicz PANI TWARDOWSKA

     

    Jedzą, piją, lulki palą,

    Tańce, hulanka, swawola;

    Ledwie karczmy nie rozwalą,

    Cha cha, chi chi, hejza, hola!

     

    Twardowski siadł w końcu stoła.

    Podparł się w boki jak basza;

    "Hulaj dusza! hulaj!" - woła,

    Śmieszy, tumani, przestrasza.

     

    Żołnierzowi, co grał zucha,

    Wszystkich łaje i potrąca,

    Świsnął szablą koło ucha,

    Już z żołnierza masz zająca.

     

    Na patrona z trybunału,

    Co milczkiem wypróżniał rondel,

    Zadzwonił kieską pomału,

    Z patrona robi się kondel.

     

    Szewcu w nos wyciął trzy szczutki,

    Do łba przymknął trzy rureczki,

    Cmoknął, cmok, i gdańskiej wódki

    Wytoczył ze łba pół beczki.

     

    Wtem gdy wódkę pił z kielicha.

    Kielich zaświstał, zazgrzytał;

    Patrzy na dno: Co u licha?

    Po coś tu, kumie, zawitał?

     

    Diablik to był w wódce na dnie,

    Istny Niemiec, sztuczka kusa;

    Skłonił się gościom układnie,

    Zdjął kapelusz i dał susa.

     

    Z kielicha aż na podłogę

    Pada, rośnie na dwa łokcie,

    Nos jak haczyk, kurzą nogę

    I krogulcze ma paznokcie.

     

    "A! Twardowski; witam, bracie!"

    To mówiąc bieży obcesem:

    "Cóż to, czyliż mię nie znacie?

    Jestem Mefistofelesem.

     

    Wszak ze mnąś na Łysej Górze

    Robił o duszę zapisy;

    Cyrograf na byczeJ skórze

    Podpisaleś ty, i bisy

     

    Miały słuchać twego rymu;

    Ty, jak dwa lata przebiegą,

    Miałeś pojechać do Rzymu,

    By cię tam porwać jak swego.

     

    Już i siedem lat uciekło,

    Cyrograf nadal nie służy;

    Ty, czarami dręcząc piekło,

    Ani myślisz o podróży.

     

    Ale zemsta, choć leniwa,

    Nagnała cię w nasze sieci;

    Ta karczma Rzym się nazywa,

    Kładę areszt na waszeci."

     

    Twardowski ku drzwióm się kwapił

    Na takie dictum acerbum,

    Diabeł za kuntusz ułapił:

    "A gdzie jest nobile verbum?"

     

    Co tu począć? kusa rada,

    Przyjdzie już nałożyć głową.

    Twardowski na koncept wpada

    I zadaje trudność nową.

     

    "Patrz w kontrakt, Mefistofilu,

    Tam warunki takie stoją:

    Po latach tylu a tylu,

    Gdy przyjdziesz brać duszę moją,

     

    Będę miał prawo trzy razy

    Zaprząc ciebie do roboty?

    A ty najtwardsze rozkazy

    Musisz spełnić co do joty.

     

    Patrz, oto jest karczmy godło,

    Koń malowany na płótnie;

    Ja chcę mu wskoczyć na siodło,

    A koń niech z kopyta utnie.

     

    Skręć mi przy tym biczyk z piasku,

    Żebym miał czym konia chłostać,

    I wymuruj gmach w tym lasku,

    Bym miał gdzie na popas zostać.

     

    Gmach będzie z ziarnek orzecha,

    Wysoki pod szczyt Krępaku,

    Z bród żydowskich ma być strzecha,

    Pobita nasieniem z maku.

     

    Patrz, oto na miarę ćwieczek,

    Cal gruby. długi trzy cale,

    W każde z makowych ziareczek

    Wbij mi takie. trzy bratnale".

     

    Mefistofil duchem skoczy,

    Konia czyści, karmi, poi,

    Potem bicz z piasku utoczy

    I już w gotowości stoi.

     

    Twardowski dosiadł biegusa,

    Próbuje podskoków, zwrotów,

    Stępa, galopuje, kłusa,

    Patrzy, aż i gmach już gotów.

     

    No! wygrałeś, panie bisie;

    Lecz druga rzecz nic skończona,

    Trzeba skąpać się w tej misie,

    A to jest woda święcona.

     

    Diabeł kurczy się i krztusi,

    Aż zimny pot na nim bije;

    Lecz pan każe, sługa musi,

    Skąpał się biedak po szyję.

     

    Wyleciał potem jak z procy,

    Otrząsł się, dbrum! parsknął raźnie.

    "Teraz jużeś w naszej mocy,

    Najgorętsząm odbył łaźnię."

     

    "Jeszcze jedno, będzie kwita,

    Zaraz pęknie moc czartowska;

    Patrzaj, oto jest kobiéta,

    Moja żoneczka Twardowska.

     

    Ja na rok u Belzebuba

    Przyjmę za ciebie mieszkanie,

    Niech przez ten rok moja luba

    Z tobą jak z mężem zostanie.

     

    Przysiąż jej miłość, szacunek

    I posłuszeństwo bez granic;

    Złamiesz choć jeden warunek.

    Już cała ugoda za nic."

     

    Diabeł do niego pół ucha,

    Pół oka zwrócił do samki,

    Niby patrzy, niby słucha,

    Tymczasem już blisko klamki.

     

    Gdy mu Twardowski dokucza,

    Od drzwi, od okien odpycha,

    Czmychnąwszy dziurką od klucza,

    Dotąd jak czmycha, tak czmycha.


  • Adam Mickiewicz: Romantyczność

    Adam Mickiewicz ROMANTYCZNOŚĆ

    Methinks, I see... Where?
    - In my mind's eyes.
    Shakespeare
    Zdaje mi się, że widzę... gdzie?
    Przed oczyma duszy mojej.

  • Adam Mickiewicz: Świteź

    Adam Mickiewicz - Ballada ŚWITEŹ

     

    Ktokolwiek będzisz w nowogródzkiej stronie,

    Do Płużyn ciemnego boru

    Wjechawszy, pomnij zatrzymać twe konie,

    Byś się przypatrzył jezioru.

     

    Świteź tam jasne rozprzestrzenia łona,

    W wielkiego ksztalcie obwodu,

    Gęstą po bokach puszczą oczerniona,

    A gładka jak szyba lodu.

  • Adam Mickiewicz: Świtezianka

    Adam Mickiewicz ŚWITEZIANKA

     

    Jakiż to chłopiec piękny i młody?

    Jaka to obok dziewica?

    Brzegami sinej Świtezi wody

    Idą przy świetle księżyca.

     

    Ona mu z kosza daje maliny,

    A on jej kwiatki do wianka;

    Pewnie kochankiem jest tej dziewczyny,

    Pewnie to jego kochanka.

     

     

    Każdą noc prawie, o jednej porze,

    Pod tym się widzą modrzewiem.

    Młody jest strzelcem w tutejszym borze,

    Kto jest dziewczyna? - ja nie wiem.

     

    Skąd przyszła? - darmo śledzić kto pragnie,

    Gdzie uszła? - nikt jej nie zbada.

    Jak mokry jaskier wschodzi na bagnie,

    Jak ognik nocny przepada.

     

    "Powiedz mi, piękna, luba dziewczyno,

    Na co nam te tajemnice,

    Jaką przybiegłaś do mnie drożyną?

    Gdzie dom twój, gdzie są rodzice?

     

    Minęło lato, zżółkniały liścia

    I dżdżysta nadchodzi pora,

    Zawsze mam czekać twojego przyścia

    Na dzikich brzegach jeziora?

     

    Zawszeż po kniejach jak sarna płocha,

    Jak upiór błądzisz w noc ciemną?

    Zostań się lepiej z tym, kto cię kocha,

    Zostań się, o luba! ze mną.

     

    Chateczka moja stąd niedaleka

    Pośrodku gęstej leszczyny;

    Jest tam dostatkiem owoców, mleka,

    Jest tam dostatkiem źwierzyny".

     

    "Stój, stój - odpowie - hardy młokosie,

    Pomnę, co ojciec rzekł stary:

    Słowicze wdzięki w mężczyzny głosie,

    A w sercu lisie zamiary.

     

    Więcej się waszej obłudy boję,

    Niż w zmienne ufam zapały,

    Może bym prośby przyjęła twoje;

    Ale czy będziesz mnie stały?"

     

    Chłopiec przyklęknął, chwycił w dłoń piasku,

    Piekielne wzywał potęgi,

    Klął się przy świętym księżyca blasku,

    Lecz czy dochowa przysięgi?

     

    "Dochowaj, strzelcze, to moja rada:

    Bo kto przysięgę naruszy,

    Ach, biada jemu, za życia biada!

    I biada jego złej duszy!"

     

    To mówiąc dziewka więcej nie czeka,

    Wieniec włożyla na skronie

    I pożegnawszy strzelca z daleka,

    Na zwykłe uchodzi błonie.

     

    Próżno się za nią strzelec pomyka,

    Rączym wybiegom nie sprostał,

    Znikła jak lekki powiew wietrzyka,

    A on sam jeden pozostał.

     

    Sam został, dziką powraca drogą,

    Ziemia uchyla się grząska,

    Cisza wokoło, tylko pod nogą

    Zwiędła szeleszcze gałązka.

     

    Idzie nad wodą, błędny krok niesie,

    Błędnymi strzela oczyma;

    Wtem wiatr zaszumiał po gęstym lesie,

    Woda się burzy i wzdyma.

     

    Burzy się, wzdyma, pękają tonie,

    O niesłychane zjawiska!

    Ponad srebrzyste Świtezi błonie

    Dziewicza piękność wytryska.

     

    Jej twarz jak róży bladej zawoje,

    Skropione jutrzenki łezką;

    Jako mgła lekka, tak lekkie stroje

    Obwiały postać niebieską.

     

    "Chłopcze mój piękny, chłopcze mój młody -

    Zanuci czule dziewica -

    Po co wokoło Świteziu wody

    Błądzisz przy świetle księżyca?

     

    Po co żałujesz dzikiej wietrznicy,

    Która cię zwabia w te knieje:

    Zawraca głowę, rzuca w tęsknicy

    I może jeszcze się śmieje?

     

    Daj się namówić czułym wyrazem,

    Porzuć wzdychania i żale,

    Do mnie tu, do mnie, tu będziem razem

    Po wodnym pląsać krysztale.

     

    Czy zechcesz niby jaskółka chybka

    Oblicze tylko wód muskać,

    Czy zdrów jak rybka, wesół jak rybka,

    Cały dzień ze mną się pluskać.

     

    A na noc w łożu srebrnej topieli

    Pod namiotami źwierciadeł,

    Na miękkiej wodnych lilijek bieli.

    Śród boskich usnąć widziadeł".

     

    Wtem z zasłon błysną piersi łabędzie,

    Strzelec w ziemię patrzy skromnie,

    Dziewica w lekkim zbliża się pędzie

    I "Do mnie, woła, pójdź do mnie".

     

    I na wiatr lotne rzuciwszy stopy,

    Jak tęcza śmiga w krąg wielki,

    To znowu siekąc wodne zatopy,

    Srebrnymi pryska kropelki.

     

    Podbiega strzelec i staje w biegu,

    I chciałby skoczyć, i nie chce;

    Wtem modra fala, prysnąwszy z brzegu,

    Z lekka mu w stopy załechce.

     

    I tak go łechce, i tak go znęca,

    Tak się w nim serce rozpływa,

    Jak gdy tajemnie rękę młodzieńca

    Ściśnie kochanka wstydliwa.

     

    Zapomniał strzelec o swej dziewczynie,

    Przysięgą pogardził świętą,

    Na zgubę oślep bieży w głębinie,

    Nową zwabiony ponętą.

     

    Bieży i patrzy, patrzy i bieży;

    Niesie go wodne przestworze,

    Już z dala suchych odbiegł wybrzeży,

    Na średnim igra jeziorze.

     

    I już dłoń śnieżną w swej ciśnie dłoni,

    W pięknych licach topi oczy,

    Ustami usta różane goni

    I skoczne okręgi toczy.

     

    Wtem wietrzyk świsnął, obłoczek pryska,

    Co ją w łudzącym krył blasku;

    Poznaje strzelec dziewczynę z bliska,

    Ach, to dziewczyna spod lasku!

     

    "A gdzie przysięga? gdzie moja rada?

    Wszak kto przysięgę naruszy,

    Ach, biada jemu, za życia biada!

    I biada jego złej duszy!

     

    Nie tobie igrać przez srebrne tonie

    Lub nurkiem pluskać w głąb jasną;

    Surowa ziemia ciało pochłonie,

    Oczy twe żwirem zagasną.

     

    A dusza przy tym świadomym drzewie

    Niech lat doczeka tysiąca,

    Wiecznie piekielne cierpiąc żarzewie

    Nie ma czym zgasić gorąca".

     

    Słyszy to strzelec, błędny krok niesie,

    Błędnymi rzuca oczyma;

    A wicher szumi po gęstym lesie,

    Woda się burzy i wzdyma.

     

    Burzy się, wzdyma i wre aż do dna,

    Kręconym nurtem pochwyca,

    Roztwiera paszczę otchłań podwodna,

    Ginie z młodzieńcem dziewica.

     

    Woda się dotąd burzy i pieni,

    Dotąd przy świetle księżyca

    Snuje się para znikomych cieni;

    Jest to z młodzieńcem dziewica.

     

    Ona po srebrnym pląsa jeziorze,

    On pod tym jęczy modrzewiem.

    Kto jest młodzieniec? - strzelcem był w borze.

    A kto dziewczyna? - ja nie wiem.