Motyw uzależnienia pokazuje utratę kontroli, zniewolenie, konsekwencje nałogu i próby odzyskania wolności. Zestawienie łączy znaczenie motywu w języku polskim z materiałami uporządkowanymi według epok i kontekstów.

Uzależnienie w języku polskim

Definicja uzależnienia

stan psychicznej i fizycznej zależności od jakiegoś psychoaktywnego środka chemicznego, przejawiający się przymusem jego przyjmowania w oczekiwaniu na efekty działania tego środka lub dla uniknięcia objawów abstynencyjnych;
np. uzależnienia: lekowe, toksykomanie, lekomanie, narkomanie, nikotynizm; niekiedy za uzależnienia uznaje się wszystkie nawykowe zachowania z zatraceniem indywidualnej niezależności (np. uzależnienie od mody, telewizji, komputera). 

 Źródło: http://encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=3992023

Synonimy i wyrazy bliskoznaczne:

nałóg

Słownictwo powiązane z uzależnieniem:

alkoholizm, nikotynizm, narkomania, lekomania, odwyk, grupa wsparcia, głód narkotykowy/nikotynowy/alkoholowy,

marihuana, cannabis, gandzia, gówno, gram, holender, jaranie, konopie indyjskie, marycha, maryśka, trawa, trawka, ziele, zielone, zielsko, zioło

alkohol, gorzała, okowita, woda ognista, wóda, wódzia, małpka, flaszka,

Związki frazeologiczne:

narkotyki twarde, narkotyki miękkie, alkohol uderza komuś do głowy, alkohol poszedł komuś w nogi, topić smutki w alkoholu, alkohol wywietrzał komuś z głowy,

Źródła: Słownik języka polskiego, PWN, 2003, Słownik frazeologiczny, PWN, 2005

Przysłowia

Gorszy nałóg niż przyzwyczajenie.

Co w czyim sercu na dnie, to wódka wywiedzie snadnie.

Kto się przerzuci z wódki na mleko, nie pociągnie daleko.

Od wódki rozum krótki.

Przyjaźń zawarta przy kieliszku wódki zwykle ma żywot krótki.

Stare wino, żona młoda, niejednemu życia doda.

Nie masz wina nad węgrzyna.

Do trzydziestki grzeje żona, po trzydziestce wódka, a potem nawet piec nie ogrzeje. (rosyjskie)

Lek nie uleczy zmyślonej choroby, a wódka nie uleczy prawdziwego smutku. (chińskie)

Aforyzmy

Za to, co kosztuje jeden nałóg, można wychować dwoje dzieci.

Benjamin Franklin

Nałóg to dowód człowieczeństwa.

Emanuel Schmitt

Panie, daj mi siłę, abym zmienił to, co zmienić mogę; daj mi cierpliwość, abym zniósł to, czego zmienić nie mogę i daj mi mądrość, abym odróżniał jedno od drugiego.

Friedrich Christoph Oetinger

Jest tylko jeden sposób, aby czuć się dobrze: należy nauczyć się być zadowolonym z tego, co się otrzymało, a nie dążyć do tego, czego akurat nie ma.

Theodor Fontane

Nie otrzymujemy krótkiego życia, lecz je takim czynimy. Nie brakuje nam czasu, lecz trwonimy go.

Seneka

Inne ciekawe cytaty:

"Te odwiedziny trwały bardzo krótko, pogrążyły jednak Małego Księcia w głębokim  smutku.                                           

Co ty tu robisz? - spytał Pijaka, którego zastał siedzącego w milczeniu przed baterią butelek pełnych i baterią butelek pustych.

Piję - odpowiedział ponuro Pijak.

Dlaczego pijesz? - spytał Mały Książe.

Aby zapomnieć - odpowiedział Pijak.

O czym zapomnieć? - zaniepokoił się Mały Książę, który już zaczął mu współczuć.

Aby zapomnieć, że się wstydzę - powiedział Pijak, schylając głowę.

Czego się wstydzisz? - dopytywał się Mały Książę, chcąc mu pomóc.

Wstydzę się, że piję - zakończył Pijak rozmowę i pogrążył się w milczeniu."

Antoine de Saint Exupery "Mały książę"

"Piliśmy, aby zyskać wolność, a staliśmy się niewolnikami. 
Piliśmy, aby osiągnąć szczęście, a staliśmy się nieszczęśliwi. 
Piliśmy, aby zdobyć przyjaźń, a zyskaliśmy wrogów. 
Piliśmy, aby zapomnieć, a to niechciane stale do nas wraca. 
Piliśmy, aby się bawić, a wpadliśmy w przygnębienie. 
Piliśmy, aby pozbyć się problemów, a pomnożyliśmy je."

Wanda Sztander "Poza kontrolą"

Uzależnienie w romantyzmie

Alkoholizm w Panu Tadeuszu A. Mickiewicza

Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz, Księga X

Poniżej znajduje się fragment spowiedzi Jacka Soplicy.

Szatan dumy zaczął mi lepsze plany raić:

Zemścić się krwawo, ale powód zemsty taić,

Nie bywać w zamku, miłość z serca wykorzenić,

Puścić w niepamięć Ewę, z inną się ożenić,

A potem, potem jaką wynaleźć zaczepkę,

Pomścić się.

I zdało mi się zrazu, żem już serce zmienił,

I rad byłem z wymysłu, i - jam się ożenił

Z pierwszą, którąm napotkał dziewczyną ubogą!

Źlem zrobił - jakże byłem ukarany srogo!

Nie kochałem jej. Biedna matka Tadeusza,

Najprzywiązańsza do mnie, najpoczciwsza dusza -

Ale ja dawną miłość i złość w sercu dusił,

Byłem jakby szalony, darmom siebie musił

Zająć się gospodarstwem albo interesem;

Wszystko na próżno! Zemsty opętany biesem,

Zły, opryskliwy, znaleźć nie mogłem pociechy

W niczem na świecie -

i tak z grzechów w nowe grzechy...Zacząłem pić.

I tak niedługo żona ma z żalu umarła

Zostawiwszy to dziecię, a mnie rozpacz żarła!

Jakże mocno musiałem kochać tę niebogę,

Tyle lat! gdziem ja nie był! a dotąd nie mogę

Jej zapomnieć i zawżdy jej postać kochana

Stoi mi przed oczyma jakby malowana!

Piłem, nie mogłem zapić pamięci na chwilę

Ani pozbyć się, chociaż przebiegłem ziem tyle!

Uzależnienie w pozytywizmie

Hazard w Lalce B. Prusa

B. Prus, Lalka Tom I rozdział 13

Maruszewicz otarł pot z czoła, widząc, że Wokulski znowu przypatruje mu się badawczo.

— Więc to baron potrzebuje pieniędzy?

— Tak — szybko odparł młody człowiek.

— Tysiąca rubli nie dam, ale tak trzysta... czterysta... I to na kwit z podpisem barona.

— Czterysta! — powtórzył machinalnie młody człowiek i nagle dodał: — Za godzinę przywiozę kwit barona... Pan tu będzie?

— Będę...

Maruszewicz opuścił gabinet i za godzinę istotnie wrócił z kwitem podpisanym przez barona Krzeszowskiego. Wokulski, przeczytawszy dokument, włożył go do kasy i wzamian dał Maruszewiczowi czterysta rubli.

— Baron postara się w jak najkrótszym czasie... — mruczał Maruszewicz.

— Nic pilnego — odpowiedział Wokulski. — Podobno baron chory?

— Tak... trochę... Jutro lub pojutrze wyieżdża... Zwróci w jaknajkrótszym...

Wokulski pożegnał go bardzo obojętnym ruchem głowy.

Młody człowiek prędko opuścił sklep, zapomniawszy nawet zwrócić Rzeckiemu rubla wziętego na dorożkę. Gdy zaś znalazł się na ulicy, odetchnął i począł myśleć:

„Ach, podły kupczyk!... Ośmielił się dać mi czterysta rubli, zamiast tysiąca... Boże, jak srogo karzesz mnie za lekkomyślność... Bylem się odegrał, słowo honoru, cisnę mu w oczy te czterysta rubli i tamtych dwieście... Boże, jak nisko upadłem...

Przyszli mu na myśl kelnerzy różnych restauracyj, markierzy bilardów i szwajcarzy hotelowi, od których również bardzo rozmaitemi sposobami wydobywał pieniądze. Ale żaden z nich nie wydał mu się tak wstrętnym i godnym pogardy, jak Wokulski.

„Słowo honoru — myślał, — dobrowolnie wlazłem mu w te obrzydliwe łapy... Boże, jak karzesz mnie za lekkomyślność..."

Lecz Wokulski, po odejściu Maruszewicza, był kontent.

„Zdaje mi się — myślał, — że jest to hultaj dużej ręki, a przy tem sprytny. Chciał ode mnie posady, lecz sam ją znalazł: śledzi mnie i donosi innym. Mógłby mi narobić kłopotu, gdyby nie te czterysta rubli, które wziął, jestem pewny, za sfałszowanym podpisem. Krzeszowski, przy całem swojem bzikowstwie i próżniactwie, jest człowiek uczciwy... (Czy próżniak może być uczciwym?....) W żadnym razie nie poświęciłby interesów, czy kaprysów swojej żony, za pożyczkę wziętą odemnie..."

Lalka, Tom II, rozdział IX

W październiku, jakoś w tym czasie, kiedy Matejko skończył malować bitwę grunwaldzką (duży to obraz i okazały, tylko nie trzeba go pokazywać żołnierzom, którzy przyjmowali udział w bitwach), wpada do sklepu Maruszewicz, ten przyjaciel pani baronowej Krzeszowskiej. Widzę - magnat całą gębą! Na brzuchu, a raczej w tym miejscu, gdzie ludzie mają brzuch, złota dewizka gruba na pół palca, a długa - że choć psy na niej ciągnij. W krawacie brylantowa spinka, na rękach nowe rękawiczki, na nogach nowe buty, na całym ciele (mizerne to ciało, pożal się Boże!) nowy garnitur. Przy tym mina, jakby jednej nitki nie miał na kredyt, tylko wszystko za gotówkę. (Później Klejn, który mieszka w tym samym domu, objaśnił-mnie,. że Maruszewicz grywa w karty i że od pewnego czasu szczęście mu służy.) [...]

Drugie moje spostrzeżenie odnosiło się do Maruszewicza, który mieszkał prawie vis a vis pani Stawskiej. Człowiek ten prowadzi bardzo osobliwy tryb życia cechujący się niezwykłą regularnością. Regularnie nie płaci komornego. Regularnie co parę tygodni wynoszą mu mnóstwo gratów z mieszkania: jakieś posągi, lustra, dywany, zegary... Ale co ciekawsze - również regularnie do lokalu przynoszą mu nowe lustra, nowe dywany, nowe zegary i posągi...

Po każdym fakcie wynoszenia rzeczy pan Maruszewicz przez kilka następnych dni ukazuje się w jednym ze swych okien. Goli się w nim, czesze, fiksatuaruje, nawet ubiera się, rzucając bardzo dwuznaczne spojrzenia w kierunku okien pani Stawskiej. Lecz gdy jego lokal napełni się nowymi artykułami wygody i zbytku, wówczas pan Maruszewicz zasłania swoje okna na kilka dni sztorami.

Wtedy (rzecz nie do uwierzenia) palą się u niego dniem i nocą światła, a w mieszkaniu słychać głosy wielu mężczyzn, czasami nawet i kobiet...

Alkoholizm w Zbrodni i Karze F. Dostojewskiego

Fiodor Dostojewski, Zbrodnia i kara, Część I

Marmieładow był tu znany od dawna. A i zamiłowania do hałaśliwych rozpraw nabył przypuszczalnie wskutek częstych szynkownianych rozmów z różnymi nieznajomymi. Czasem ten nawyk przeistacza się u alkoholików w prawdziwą potrzebę, szczególnie zaś u tych, których w domu traktuje się szorstko i którymi się pomiata. Dlatego też w kompanii pijaków usiłują oni zawsze jakby zdobyć sobie usprawiedliwienie, gdy się zaś uda, to i szacunek.[...]

Katarzyna Iwanowna, moja małżonka, jest osobą wykształconą, córką oficera sztabowego. Niechaj, niechaj będę szubrawcem, natomiast ona jest i wzniosłego serca, i pełna uczuć wyszlachetnionych przez edukację. [...] Czy ci wiadomo, czy ci wiadomo, szanowny panie, żem przepił nawet jej pończochy? Nie trzewiki, bo to by jeszcze choć trochę przypominało zwykłą kolej rzeczy, ale przepiłem jej pończochy, pończochy! Chusteczkę jej z koziej wełny także przepiłem - darowaną,

dawną, jej własną, nie moją; mieszkamy zaś w zimnym kącie, tak że tejże zimy przeziębiła się i zaczęła kaszleć, już krwią. A drobnych dziatek mamy troje i Katarzyna Iwanowna jest zaharowana od rana do nocy, szoruje, pucuje, dzieci myje, albowiem od maleńkości przywykła do ochędóstwa, a pierś ma słabą, skłonną do suchot, i ja to odczuwam. Czyż me odczuwam? Owszem. Im więcej piję, tym więcej odczuwam. Właśnie dlatego piję, że w trunku tym szukam współczucia i serca. Nie wesela szukam, lecz jedynie boleści... Piję, albowiem pragnę dotkliwiej cierpieć! I jakby w rozpaczy, oparł głowę o stół. […]

A tymczasem Katarzyna, załamując ręce, chodzi po pokoju, na policzkach jej ukazują się wypieki - jak to zawsze bywa w tej chorobie. Że niby: "Mieszkasz tu u nas, darmozjadzie jeden, jesz, pijesz, korzystasz z ciepła..." Bogiem zaś a prawdą, cóż ona tam "je i pije", kiedy w domu chuda fara, że nawet dziatwa po trzy dni z rzędu nie widuje skórki chleba ja leżalem wtedy... ha, nie będę obwijał w bawełnę! leżałem pijaniusieńki, a wtem słyszę, jak moja Sonia mówi [...]: "Więc jakże, Katarzyno Iwanowno? Czyż mam się puścić na taką rzecz?" A trzeba panu wiedzieć, że niejaka Daria Francowna, niewiasta złej woli i policji wielokrotnie znana, już ze trzy razy dopytywała się przez gospodynię. "Ha - odpowiada Katarzyna z przekąsem - o cóż masz się drożyć? To mi dopiero skarby!" [...] I oto widzę o jakiej szóstej godzinie: Sonieczka wstała, włożyła chusteczkę, włożyła paletko i wyszła z mieszkania, a o dziewiątej wróciła. Przyszła, idzie wprost do Katarzyny i w milczeniu kładzie przed nią na stole trzydzieści rubli. Ani słówka przy tym nie pisnęła, nie spojrzała nawet, tylko wzięła nasz duży, dradedamowy, zielony pled (mamy taki wspólny pled, z dradedamu), nakryła nim głowę i twarz i położyła się na łóżku, twarzą do ściany, że tylko ramionka i ciało dygocą... Ja zaś leżałem w takimże stanie jak uprzednio... […]

Szanowny pan zna jego ekscelencję Iwana Afanasiewicza?... Nie? W takim razie nie zna pan bożego człowieka! Jest to wosk... wosk przed obliczem Pańskim, jako wosk tający!... Raczył wszystkiego wysłuchać i nawet łzę uronił. „Ha, Marmieładow! Już raz mnie zawiodłeś... Biorę ciebie raz jeszcze na swoją osobistą odpowiedzialność [...]” Działo się to, panie łaskawy, przed pięcioma tygodniami. Tak... […]

Gdy zaś przed sześciu dniami przyniosłem, nic nie uszczknąwszy, pierwszą swoją pensję, dwadzieścia trzy ruble czterdzieści kopiejek […] nazajutrz po wszystkich tych rojeniach (czyli dokładnie przed pięcioma dobami), pod wieczór, za pomocą podstępnego fortelu, jak złodziej nocny, przywłaszczyłem sobie klucz od kuferka małżonki mojej, wydobyłem wszystko, co zostało z przyniesionej pensji, już nie pamiętam ile mianowicie - no i proszę spojrzeć na mnie! Pięć dni, jak wyszedłem z domu, a tam mnie szukają, z posadą amen, mundur leży w szynkowni przy moście Egipskim, za co też otrzymałem w zamian to oto obleczenie. Wszystko skończone! […] A dzisiaj byłem u Soni, poprosiłem o gotóweczkę na poprawiny! Che-che-che! […] Dała mi trzydzieści kopiejek własną rączką, ostatnie, wszystko, co miała, sam widziałem... Nie powiedziała nic, tylko w milczeniu przyjrzała mi się... […] Otóż ja, rodzony ojciec, capnąłem te trzydzieści kopiejek na poprawiny w szynku! I piję! I już przepiłem!... Więc któż pożałuje takiego jak ja? hę? Czy pan mnie teraz żałuje, .czy nie żałuje? Mów pan: żałujesz czy nie? Che-che-che-che! Chciał sobie dolać, ale nic z tego. Flaszka była próżna.

Uzależnienie w dwudziestoleciu międzywojennym

Konstanty Maria Sopoćko, Płaskie Extra. Jeszcze lepsze niż papierosy płaskie, 1936,

http://www.postermuseum.pl/gfx/plakat/_thumbs/pl/defaultstronaopisowa/404/15/1/81,mXh55WesrVTak8TcmebVon9ilZucdXOkbLHTV6lp.jpg\

Uzależnienie we współczesności

Dżem, Whisky

    1. Tekst: http://www.tekstowo.pl/piosenka,dzem,whisky.html
    2. Nagranie: http://www.youtube.com/watch?v=QYy2iW5Wsmc

B.L. Saunders, wybrane obrazy

http://www.theillest.pl/brian-lewis-saunders-i-obrazy-namalowane-pod-wplywem-narkotykow/

Jan Rybowicz, Narkotyki, narkomani, narkomanie*

  1. Tekst:  http://malowane-wierszem.blogspot.com/2011/11/narkotyki-narkomani-narkomanie-jan.html;
  2. Recytacja: https://www.youtube.com/watch?v=yu5FattE7-Q

Zobacz też:

  1. O twórczości Jana Rybowicza: https://www.youtube.com/watch?v=SPn3MRHiDqM
  2. Inne teksty Jana Rybowicza: http://www.rybowicz.maxplast.net/books.php

Jerzy Pilch, Pod mocnym aniołem* (fragm.)

Ciemnoskóry zapaśnik

Śniło mi się, że szukam przedmiotów na dnie oceanu, śniło mi się, że ciemnoskóry zapaśnik ku uciesze gawiedzi zabiera mi sprzed nosa pełny kufel piwa, we śnie nie wiedziałem, że jest zapaśnikiem, chciałem go upodlić, daremnie, daremnie, to on mnie upodlił, i we śnie nieskończonym, i na jawie nie zaczętej byłem upodlony. Sny pijaka dzieli od jawy tekturowa ściana, nocą pijakowi śni się to, co przeżył za dnia, trzeba raczej powiedzieć: nocą pijakowi pokazują się jego dzienne majaczenia. Brodziłem, pływałem, tonąłem w morzu czterdziestopięcioprocentowego alkoholu, budziłem się zlany brunatnym potem, spoglądałem na zegarek, była czwarta rano, cyferblat parował gorzką żołądkową.
Osiemnaście razy leżałem na oddziale deliryków, w końcu doktor Granada w majestacie swej władzy i w majestacie swej atletyczności wydał polecenie, by mnie więcej nie przyjmowano. Byłem nieuleczalny - to pestka, nikt nie jest uleczalny (zwłaszcza zdrowi są nieuleczalni), ale ja nie rokowałem, nie było we mnie woli poprawy, nie chciałem nie pić. Ze skomplikowanych jak fizyka kwantowa testów, które roztrzęsionym pacjentom polecały rozwiązywać wyciszone i niezłomne pod względem cielesnym i duchowym terapeutki, wynikało, że mam tendencje samobójcze.
- Chce się pan zapić na śmierć? - zapytał doktor Granada.
- Nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam - odparłem, ponieważ w żadnej sytuacji nie byłem w stanie zrezygnować z finezyjnej frazy. Za późno zrozumiałem, że nie jest to dar, ale przekleństwo. Każda rozmowa telefoniczna obracała mi się w powieściowy dialog, każde pozdrowienie w poetyczny aforyzm, każde pytanie o godzinę w teatralną kwestię. Mój złakniony wyższości, a może nawet nieśmiertelności, język rządził mną. Byłem we władaniu języka, byłem we władaniu kobiet, byłem we władaniu alkoholu. - Skoro chce się pan zapić na śmierć, czemuż fatyguje nas pan swą rzekomo zdesperowaną osobą? Czemuż trudzi pan mój personel? Po cóż uczęszcza pan na wykłady i konwersatoria? Po cóż pisze pan deliryczne konfesje i prowadzi dziennik uczuć? Na jakąż jasną cholerę siostra Viola kłuje pańskie owadzie żyły? Po cóż przepompowujemy przez pańskie wydelikacone ciało hektolitry życiodajnych kroplówek, skoro świadomie ma pan zamiar oddalić się od wszystkiego, co życiodajne?
- Kiedy ja nie chcę umrzeć.
- Wie pan, panie J., to z kolei brzmi trochę zbyt ambitnie.
- Nie chcę się zapić na śmierć, w każdym razie nie teraz. Prawdę powiedziawszy, najchętniej zapiłbym się na śmierć po długim i szczęśliwym życiu.
- Pan ma jednak umysłowość dziecka, i to dziecka mało rozgarniętego.
- Ach, panie doktorze, ja wiem, przecież ja doskonale wiem, że nie można, zwłaszcza w moim wypadku nie można, pijąc, żyć długo i szczęśliwie. Ale jak można żyć długo i szczęśliwie bez picia?
Na ogół lubiłem rozmowy z doktorem Granadą, choć niekiedy przeistaczały się one w koszmar czczej formy. Najdotkliwszy stan rzeczywistości: nieprawdziwość bezobjawowa. Doktor Granada wygłaszał rozumne, gładkie i z pozoru przekonujące kwestie godne ordynatora oddziału deliryków. Ja skwapliwie wypowiadałem prostackie paradoksy, jakbym pragnął najdobitniej poświadczyć, iż część mych komórek mózgowych obumarła i ich miejsce wypełnia nieaktywna tkanka łączna zwana glejem. Obaj nie dotykaliśmy istoty rzeczy, obaj zdawaliśmy sobie sprawę, iż nie dotykamy istoty rzeczy, obaj byliśmy udręczeni nieuchwytnością istoty rzeczy. Ale też pijak, a nawet doktor pijaka, pragnący dotknąć istoty rzeczy, znajdują się w bardzo trudnej sytuacji. Szekspir dotknął istoty rzeczy, Newton dotknął istoty rzeczy, Tołstoj dotknął istoty rzeczy, Einstein dotknął istoty rzeczy. A pijak? Pijakowi zawsze trudniej.
- Jak można długo i szczęśliwie żyć bez picia? - Wypowiadałem to pełne kontuarowego polotu zdanie, twarz moja nabierała figlarnego wyrazu i natychmiast pragnąłem plunąć w sam środek swej znieprawionej przez gorzałkę duszy. Rzecz jasna, dobrze wiedziałem, że można, można, tak jest, można długo i szczęśliwie żyć bez picia. Osobiście znałem ludzi, co bez picia żyli długo i szczęśliwie. A nawet, jak nie znałem ich osobiście (bo chyba faktycznie ja nikogo szczęśliwego osobiście nie znałem, a nawet nie chciałem poznać, jak słyszałem, że o kimś mówią: ten to szczęśliwy, temu to się wiedzie, ten to udane życie prowadzi, uciekałem przed takimi szczęściarzami, uciekałem jak przed zarazą), nawet jak nie znałem ich osobiście, to inni ich znali, a nawet jak inni ich nie znali, to tamci szczęśliwcy i tak byli. Byli i są. W końcu bez przesady z pijakami, pijacy stanowią margines, przeważająca część ludzkości nie pije. Choć w gruncie rzeczy nie bardzo wiadomo dlaczego. Dlaczego, w gruncie rzeczy, przeważająca część ludzkości nie pije? Jakie są powody? Oto jedna ze słynnych fundamentalnych kwestii. Kwestyj - bestyj. Chlanie wódy jest tematem tak kreatywnym, że w każdej chwili powstać może jakaś fundamentalna kwestia. Gdziekolwiek oblicze swe obrócisz, którąkolwiek ze ścieżek wiodących przez grzęzawiska wybierzesz, wszędy natknąć się możesz na anioła z mieczem ognistym, i przemówi anioł do ciebie (a głos jego będzie jako głos wielu wód), zapyta: czemuż nie pijesz, bracie mój? I jeśli ty, bracie mój, odpowiesz, że nie pijesz, bo nie masz takiej potrzeby, albo że nie pijesz, bo wódka ci nie smakuje, albo, nie daj Boże, odpowiesz, że nie pijesz, ponieważ nie potrzeba ci żadnych sztucznych podniet, albo coś równie głupiego powiesz, na przykład powiesz, że nie pijesz, bo świetnie sobie radzisz bez alkoholu, jeśli ty, grzeszny człowiecze, w naiwności, ale i w bezczelności swej coś takiego powiesz, to wiedz: surowa kara cię spotka. A jak mówi Pismo: karą za grzech jest śmierć. Osiemnaście razy leżałem na oddziale deliryków, subtelne blizny po wszytych esperalach zdobią me ciało, tak jak igliwie zdobi drzewo iglaste, moja wątroba ma niepowtarzalny zapach mieszaniny perfum, wód kolońskich i spirytusu salicylowego, a był przecież i w moim życiu taki niepojęty czas, kiedy i ja mówiłem: nie piję, kiedy wątroba moja nie pachniała perfumami i kiedy skóra moja była gładka. A dlaczegoż to ty nie pijesz, bracie nasz? - pytali siedzący za kontuarem bracia moi i źli byli, i duch Wieniedikta Jerofiejewa unosił się nad ich głowami, i ich bezwolne języki mówiły jego językiem, i ja zapisywałem kilka linijek pod jego wpływem i, oddawszy cześć, wyzwalałem się spod jego wpływu. Pomiędzy najzręczniejszą nawet literaturą a porywczą prostotą własnej trwogi nie ma bowiem wyboru. Czemuż nie pijesz, bracie nasz? - pytali siedzący za kontuarem. - Nie piję - odpowiadałem, bo nie mam chęci, bo mi nie smakuje, nie potrzebuję żadnych sztucznych podniet, świetnie sobie radzę bez alkoholu. Tak odpowiadałem i prawda to była, tyle że do czasu. Do czasu, aż wybiła godzina tryumfalnego klina. Do czasu, aż zajrzałem w paszczę fundamentalnej flaszce. Opowiem o tym, gdy przyjdzie czas opowieści o tryumfalnym klinie, fundamentalnej butelce i wciąż jeszcze nie wypitej szklance ciężkiego jak wieko napitku. Na nieruchomej powierzchni wbita w plasterek cytryny wiruje maleńka czarna parasolka.

Źródło: http://merlin.pl/HTML/83-08-03072-6.html

Polecam także:

recenzję Bartosza Staszczyszyna, http://culture.pl/pl/dzielo/jerzy-pilch-pod-mocnym-aniolem