Motyw władzy obejmuje pragnienie panowania, odpowiedzialność rządzących, mechanizmy podporządkowania i oporu. Zestawienie łączy znaczenie motywu w języku polskim z materiałami uporządkowanymi według epok i kontekstów.
Władza w języku polskim
Definicja władzy
prawo rządzenia państwem, panowanie, rządzenie; stosunek społeczny między dwiema grupami, polegający na tym, że jedna z grup może w sposób trwały oddziaływać na postępowanie grupy drugiej w realizacji zadań społecznych i ma środki zapewniające jej kontrolę tego postępowania; także: rządzenie kimś, kierowanie kimś, np. członkami rodziny, instytucji, stowarzyszeń itp.
Źródło: Słownik języka polskiego, PWN, 2003
Synonimy i wyrazy bliskoznaczne:
jurysdykcja, kompetencja, panowanie, przewaga, zwierzchnictwo, potęga, siła, przemoc, siła, wojsko, przywództwo, rząd
Słownictwo powiązane z władzą:
cesarz, car, król, władca, rządzący, rząd, prezydent, premier, przełożony, zwierzchnik, despotyzm, totalitaryzm, autorytaryzm, demokracja, anarchia, umowa społeczna, legitymizacja władzy,
Związki frazeologiczne:
coś bierze/wzięło kogoś we władanie,
malowany władca,
pan i władca,
czwarta władza,
być w pełni władz umysłowych,
mieć władzę nad sobą,
pan władza,
komuś władza uderzyła do głowy
Przysłowia
Koryto to samo, tylko świnie się zmieniają.
Bądź panem dla tego, który cię nie lubi; niewolnikiem dla tego, który cię kocha. (tureckie)
Aforyzmy
Kto chce rządzić ludźmi, nie powinien ich gnać przed sobą, lecz sprawić, by podążali za nim. Monteskiusz
Jeżeli chcesz poznać prawdziwy charakter człowieka, daj mu władzę. Abraham Lincoln
Wiedza to władza. Ale niewiedza, niestety, nie oznacza jeszcze braku władzy. Niels Bohr
Nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy. Józef Stalin
Władza w antyku
.
Władca i władza w dramacie Sofoklesa: Król Edyp
Poniżej znajdują się fragmenty Króla Edypa Sofoklesa.
Edyp jako władca
Fragment 1. Edyp (Prolog)
Edyp
O dzieci, Kadma starego potomstwo,
Czegoście na tych rozsiedli się progach,
Trzymając w ręku te wiązki błagalne?
Czemuż nad miastem dym wonnych kadzideł
Wznosi się razem z modlitwą i jękiem?
Ja, Edyp, sławą cieszący się ludzi. –
Rzeknij więc, starcze, boś ty powołany
Za innych mówić, co was tu zebrało,
Strach czy cierpienie? Wyjaw to mężowi,
Co chce wam ulżyć; bo byłby bez serca,
Gdyby ten widok mu serca nie wzruszył.
Kapłan
O Panie, który ziemicą tą władasz, [...]
Bo miasto – sam widzisz – odmęty
Złego zalały i lud bodaj głowę
Wznosi wśród klęski i krwawej pożogi,
Mrąc w ziemi kłosach i ziemi owocach,
Mrąc w stadach bydła i niewiast porodach,
Płonnych od kiedy bóg ogniem zionący
Zaciężył srogą nad miastem zarazą,
By grody Kadma pustoszyć, a jękiem
Czarne Hadesu wzbogacić ostępy.
Choć więc my ciebie nie równamy bogom
Ani te dzieci, siedliśmy w tych progach,
Bo ciebie pierwszym mienimy wśród ludzi,
Wśród ciosów życia i wśród nieba gromów.
Tyś bo przybywszy, gród stary Kadmosa
Od strasznych ofiar dla Sfinksa wyzwolił,
Nic od nas wprzódy się nie wywiedziawszy
Nie pouczony; nie! z ramienia bogów
Dałeś nam życia ochłodę i ulgę.
A więc ku tobie, któryś nam najdroższym,
Ślemy, Edypie, tę prośbę błagalną,
Byś nas ratował, czy z bogów porady
Znajdując leki, czy z ludzi natchnienia. [...]
Edyp
O biedna dziatwo! Nazbyt ja świadomy
Próśb waszych celu; wiem, że wszystkie domy
Gnębi choroba, lecz wśród zła powodzi
Najgorsza nędza w mą osobę godzi.
Bo was jedynie własne brzemię dręczy,
Gdy moja dusza za mnie, za was jęczy,
Za miasto całe; ze snu się nie budzę
Na wasze głosy; wiedzcie, że łzy ronię
I częstym troski błąkaniem się trudzę,
By co obmyśleć ku ludu obronie.
I uczyniłem, co dobrem się zdało,
Syna Menojka, a żony mej brata
Do Apollina pityjskich wyroczni
Posłałem, aby Kreon się wywiedział,
Co czyniąc, mówiąc, zbawiłbym to miasto. [...]
Kreon
Czy chcesz, bym mówił od razu przed ludźmi
Lub wszedł do domu; na wszystko ja gotów.
Edyp
Mów tu, wszem wobec; bo tamtych katusze
Bardziej mnie dręczą niż strach o mą duszę.
Kreon
Niech więc wypowiem, co Bóg mi obwieścił. –
Febus rozkazał stanowczo, abyśmy
Ziemi zakałę, co w kraju się gnieździ,
Wyżęli i nie znosili jej dłużej. [...]
Edyp
Więc od początku ja rzeczy ujawnię.
Bo słusznie Febus i ty równie słusznie
Ku umarłemu zwróciliście troskę;
Z wami ja wspólnie siły złączonemi
Spłacę dług bogu i dług naszej ziemi,
A tym nie dalszym z pomocą ja idę,
Lecz sam ze siebie tę zrzucę ohydę.
Bo ów morderca mógłby równie łacno
Zbrodniczą na mnie podnieść rękę.
Zmarłemu służąc, usłużę więc sobie.
Fragment 2. Edyp i Tyrezjasz (Epejsodion I)
Edyp
O Tyrezjaszu, co sprawy przenikasz
Jasne i tajne, na ziemi i niebie!
Chociaż ty ślepym, nie uszło twej wiedzy,
Jako choruje gród ten, przeto w tobie
Upatrzyliśmy zbawcę i lekarza.
Bo Febus, jak ci już może donieśli,
Po wieściach naszych tę wróżbę obwieścił,
Że wyzwolenie li wtedy nastąpi,
Skoro odkrywszy morderców Laiosa
Na śmierć ich albo wygnanie skażemy.
Ty przeto, lotu ptaków nie niechając
Ni innych środków twej wróżbiarskiej sztuki,
Siebie i miasto, ratuj mą osobę,
I zbaw nas z wszelkiej zakały tej zbrodni.
W tobie nadzieja; kto, czym tylko może,
Wesprze bliźniego, spełni dzieło boże. [...]
Tyrezjasz
Puść mnie do domu; bo łacniej co twoje
I ja co moje zniosę, gdy usłuchasz.
Edyp
Miastu, któregoś dzieckiem, służyć radą
Jest obowiązkiem miłości i prawa. [...]
Tyrezjasz
Wy wszyscy w błędzie. Ja nigdy złych rzeczy
Moich, by nie rzec... twoich, nie wyjawię.
Edyp
Ze złych najgorszy – bo nawet byś skałę
Obruszył – wiecznie więc milczeć zamierzasz
I niewzruszony tak wytrwać do końca?
Tyrezjasz
Upór mój ganisz, a w sobie nie widząc
Obłędów gniewu, nade mną się znęcasz. [...]
Edyp
A więc wypowiem, co mi w błyskach gniewu
Już świta; wiedz ty, iż w moim mniemaniu
Tyś ową zbrodnię podżegł i zgotował
Aż po sam zamach; a nie byłbyś ślepym,
To i za czyny bym ciebie winował.
Tyrezjasz
Doprawdy? a więc powiem ci, byś odtąd
Twego wyroku pilnując, unikał
Wszelkiej i ze mną, i z tymi rozmowy,
Jako ten, który pokalał tą ziemię.
Edyp
Jakie bezczelne wyrzucasz ty słowa?
I gdzież zamyślasz przed srogą ujść karą? [...]
Tyrezjasz
Którego szukasz, ty jesteś mordercą. [...]
Edyp
Skarby, królestwo i sztuko, co sztukę
Przewyższasz w życia namiętnych zapasach,
Jakże was zawiść natrętnie się czepia,
Jeżeli z tronu, którym mnie to miasto
W dani, bez prośby mojej zaszczyciło,
Kreon, ów wierny, ów stary przyjaciel
Zdradą, podstępem zamierza mnie zwalić
I tak podstawia tego czarodzieja,
Kuglarza, który zysk bystro wypatrzy,
A w swojej sztuce dotknięty ślepotą. [...]
Że bliskim będziesz przy Kreona tronie.
Lecz ciężko i ty, jak ów, co podżega,
Odpokutujesz, a gdyby nie starość,
Wraz byś otrzymał kaźń za twe zamysły. [...]
Tyrezjasz
Rzekłszy, co miałem – idę, nie z obawy
Przed twym obliczem, bo próżne twe groźby.
A powiem jeszcze: człek, którego szukasz,
Z dawna pogróżki i wici o mordzie
Laiosa głosząc, jest tutaj na miejscu.
Obcym go mienią, ale się okaże,
Iż on zrodzony w Tebach; nie ucieszy
Tym się odkryciem; z widzącego ciemny,
Z bogacza żebrak – na obczyznę pójdzie,
Kosturem drogi szukając po ziemi.
I wyjdzie na jaw, że z dziećmi obcował
Własnymi, jak brat i ojciec, że matki
Synem i mężem był, wreszcie rodzica
Współsiewcą w łóżku i razem mordercą.
Zważ to, a jeśli to prawdę obraża,
Za niemądrego ogłoś mnie wróżbiarza.
Fragment 3. Edyp i Kreon (Epejsodion II)
Kreon
Drodzy ziomkowie, doszło moich uszu,
Że Edyp władca ciężko mnie winuje. [...]
Chór
Zarzut ten jednak w gniewliwym zapale
Raczej się począł, a nie w głębi duszy. [...]
Edyp
Tyś tutaj? A więc śmiesz tak być bezczelnym,
Aby do moich przybliżać się progów,
Ty, coś zamierzył popełnić morderstwo
I z władzy króla mnie gwałtem ograbić?
Rzeknij, na bogów, czy słabość czy głupstwo
We mnie spostrzegłeś, by snuć te zamiary?
Czyś mniemał, że twych ukrytych podstępów
Nie dojrzę, że się obronić, nie zdołam?
Czyż nie przewrotnym twoje przedsięwzięcie,
Bez sił, wspólników, tak rwać się na trony,
Które się ludźmi zdobywa i złotem?
Kreon
Radzę ci naprzód wysłuchać mej mowy,
A potem, rzeczy poznawszy, osądzić.
Edyp
W słowach ty dzielny, lecz złym ci ja będę
Uczniem, bo mam cię za zdrajcę i wroga. [...]
Kreon
Jeśli mniemasz, że upór jest skarbem,
Choć bezrozumny, to mniemasz przewrotnie.
Edyp
Jeśli sądzisz, iż krzywdząc krewnego
Nie zaznasz kary, to sądzisz fałszywie. [...]
Kreon
Mów więc – maszli ty mą siostrę za żonę?
Edyp
Tego pytania zaprzeczyć nie mogę.
Kreon
Czy nie dopuszczasz onej do współrządów?
Edyp
Cokolwiek zechce, przyznaję jej chętnie.
[...]
Kreon
Cóż więc zamierzasz? Czy z kraju mnie wygnać?
Edyp
Nic mniej; chcę śmierci twojej, nie wygnania.
Kreon
Dowiedź mi naprzód, w czym moja jest wina.
Edyp
Więc ani folgi mi nie dasz, ni wiary?
Kreon
Bo ci rozwagi brak.
Edyp
Mam ją dla siebie.
Kreon
Trza jej i dla mnie.
Edyp
Ty złym jesteś człekiem.
Kreon
A gdybyś błądził?
Edyp
Jednak słuchać trzeba.
Kreon
I złego pana? [...]
Jokasta
Czemuż, nieszczęśni, jątrzycie się słowy?
Nie wstyd wam ludzi, gdy ogół chorzeje,
Własne poruszać spory i zatargi?
Idź więc do domu ty i pójdź, Kreonie,
By błahych żalów nie spiętrzać nad miarę.
Kreon
O siostro! Mąż twój straszne miota na mnie
Groźby, podwójne wydziela mi kaźnie:
Albo wygnanie, lub życia utratę.
Edyp
Tak jest, bom schwycił na złych go zamysłach
Podstępnie przeciw mej knutych osobie.
Kreon
Niechbym nie uszedł, lecz zginął pod klątwą,
Jeśli prawdziwe twoje oskarżenia.
Jokasta
Zawierz, na bogów, Edypie, tej mowie,
Bacząc nasamprzód na święte zaklęcia,
A potem na mnie i tych, co obecni. [...]
Edyp
Wiedz ty, iż tego żądając ode mnie,
Żądasz mej śmierci i mego wygnania.
Kreon jako władca
Chór
Kiedy tak błagasz, właśnie w samą porę
Nadszedł tu Kreon, by działać i radzić,
Bo on po tobie tej ziemi jest stróżem.
Edyp
Biada mi! Cóż ja do niego wyrzeknę?
Czyż on zawierzy? W ostatnich bo czasach
Srodze ja wobec niego zawiniłem.
Kreon
Nie by urągać przyszedłem, Edypie.
Lecz jeśli nie wstyd wam zwykłych śmiertelnych,
Baczcie przynajmniej na to wszechwidzące
Światło Heliosa, aby nie wystawiać
Na widok takiej ohydy; nie ścierpi
Jej ani ziemia, dżdże święte, ni słońce.
A więc zawrzyjcie go w domu co prędzej,
Bo tylko krewni mogą bez pochyby
Krwi swojej grozy i widzieć, i słyszeć.
Edyp
Na bogów, skoroś mą trwogę rozprószył
I dobrotliwie do złego się zwrócił,
Usłuchaj prośby, którą ci wypowiem,
Raczej na ciebie bacząc niż na siebie.
Kreon
O co więc błagasz mnie z takim naciskiem?
Edyp
Wyrzuć co żywo mnie z tej tu krainy
Tam, gdzie bym żadnych nie spotykał ludzi.
Kreon
Byłbym to spełnił, wiesz dobrze, lecz wprzódy
Bóstwa chcę spytać, co czynić należy. [...]
Edyp
[...]
Niech więc się moje spełnia przeznaczenie!
A z dzieci moich – o chłopców Kreonie,
Nie troszcz się zbytnie: są oni mężami
I nie zabraknie im życia zasobów.
Lecz o biedaczki, sieroce dziewczęta,
Które siadały tu ze mną po społu,
Z którymi, skoro wyciągły rączęta,
Każdą się strawą dzieliłem ze stołu,
O te się troskaj; pozwól je rękami
Objąć, rzewnymi opłakać je łzami.
Uczyń to, książę szlachetny!
Zrób to! Bo gdy je przytulę, ukoję,
Choć ich nie dojrzę, czuć będę, że moje.
Wprowadzają małą A n t y g o n ę i I s m e n ę.
Cóż to?
Czyż mnie słuch zwodzi, na bogi, czy słyszę
Głos moich pieszczot, jak kwilą, czyż Kreon
Litośnie wezwał najdroższe me dzieci?
Czyż to nie złuda?
Kreon
O nie! zrobiłem po twojej ja woli,
Wiedząc, co serce twe zwykło radować.
Edyp
[...] Synu Menojka! Żeś ojcem ty jednym
Dla tych sierotek, nie żałuj zachodu,
Gdy nas im zbrakło, nie pozwól tym biednym
Tułać się samym wśród nędzy i głodu.
Nie zrównaj nigdy niedoli ich z moją,
Niech twe litości je przed tym osłonią,
Boś dla tych ofiar jedyną ostoją;
Przyrzeknij, poręcz to, książę, mi dłonią.
Gdyby nie wiek wasz, o dzieci, ni głosu,
Ni rad bym szczędził; dziś prośbą zakończycie,
Bym żył, gdzie dadzą, a wam z ręki losu
Lepsze niż ojcu przypadło tu życie.
Kreon
Łez już dosyć, dość już żalu, wstępuj więc do wnętrza już. [...]
Kreon
Co nastąpi, wskaże bóg.
Edyp
Lecz ja w bogów nienawiści.
Kreon
Toż osiągniesz, czego chcesz.
Edyp
A więc zgoda?
Kreon
Co nie w myśli, tego w fałsz nie stroję słów.
Edyp
A więc stąd mnie już uprowadź.
Kreon
Idź, lecz wprzódy dzieci puść.
Władza w średniowieczu
,.
Władca i władza w Dziejach Tristana i Izoldy cz. IX *
Poniżej znajdują się fragmenty Dziejów Tristana i Izoldy.
Król rozwiązuje płaszcz o zapinkach ze szczerego złota i odsłania swe piękne ciało. Dobywa miecza z pochwy i powtarza w sercu, że chce zginąć, jeśli ich nie zgładzi. Leśny idzie za nim, król daje znak, aby się wrócił.
Wchodzi sam jeden do szałasu z nagim mieczem i podnosi go... Ha! cóż za żałoba, jeśli wymierzy ten cios! Ale zauważył, iż usta ich nie stykają się i że nagi miecz rozdziela ich ciała.
„Boże — rzekł do siebie w myśli — cóż ja widzę! Trzebaż ich zabić? Żyjąc od tak dawna w tym lesie, gdyby się miłowali występną miłością, żali położyliby ten miecz między siebie? Żali każdy nie wie, że nagi brzeszczot, który rozdziela dwa ciała, jest zakładnikiem i stróżem czystości? Gdyby się miłowali występną miłością, czyż odpoczywaliby tak niewinnie? Nie, nie zabiję ich; to byłby wielki grzech ich ugodzić; gdybym obudził śpiącego i gdyby jeden z nas poległ, mówiono by o tym długo i na naszą hańbę. Ale tak uczynię, aby przy obudzeniu wiedzieli, że zastałem ich śpiących, że nie chciałem ich śmierci i że Bóg ulitował się nad nimi".
Słońce, przechodząc przez sklepienie szałasu, paliło białą twarz Izoldy; król zdjął rękawiczki oszyte gronostajem: „To ona — myślał — przywiozła mi je niegdyś z Irlandii!..." Umieścił je wśród liści, aby zamknąć dziurę, przez którą wnikał promień; następnie zdjął ostrożnie pierścień z kamieniem szmaragdu, który był dał królowej. Niegdyś trzeba go było siłować po trosze, aby nawlec na palec; teraz palce jej były tak wątłe, iż pierścień zsunął się bez trudu! Na jego miejsce król włożył pierścień, z którego Izolda niegdyś uczyniła mu podarek. Wreszcie podjął miecz, który rozdzielał kochanków, ten sam — poznał go — który wyszczerbił się na czaszce Morholta, położył swój w jego miejsce, wyszedł z altany, skoczył na siodło [...]
Władza w renesansie
Władza i władca w Księciu N. Machiavellego*
Poniżej znajdują się fragmenty Księcia i zadania pomocnicze.
XVIII W jaki sposób powinni książęta dotrzymywać wiary
Musicie bowiem wiedzieć, że dwa są sposoby prowadzenia walki: jeden – prawem, drugi - siłą; pierwszy sposób jest ludzki, drugi zwierzęcy, lecz ponieważ częstokroć pierwszy nie wystarcza, wypada uciekać się do drugiego. Dlatego książę musi umieć dobrze posługiwać się naturą zwierzęcia i człowieka. [...] Przeto książę, zmuszony umieć posługiwać się dobrze naturą zwierząt, powinien spośród nich wziąć za wzór lisa i lwa, albowiem lew nie umie unikać sideł, a lis bronić się przed wilkami. Trzeba przeto być lisem, by wiedzieć, co sidła, i lwem, by postrach budzić u wilków. Nie rozumieją się na rzeczy ci, którzy wzorują się wyłącznie na lwie. Otóż mądry pan nie może ani powinien dotrzymywać wiary, jeżeli takie dotrzymywanie przynosi mu szkodę i gdy zniknęły przyczyny, które spowodowały jego przyrzeczenie. Zapewne gdyby wszyscy ludzie byli dobrzy, ten przepis nie byłby dobry, lecz ponieważ są oni nikczemni i nie dotrzymywaliby tobie wiary, więc ty także nie jesteś obowiązany im jej dotrzymywać.
XIX Jako należy unikać ściągania na siebie pogardy i nienawiści
Nienawistnym czyni księcia, jak już powiedziałem, przede wszystkim chciwość i porywanie się na mienie i niewiasty poddanych, tego więc powinien unikać, bo ogół ludzi żyje zadowolony, byle tylko nie nastawać na ich mienie i cześć, i wtedy ma się do zwalczenia jedynie ambicje małej grupy, którą łatwo w różny sposób trzymać można na wodzy.
Popada książę w pogardę, gdy uważa się go za zmiennego, lekkiego, zniewieściałego, tchórzliwego i wahającego się, tego więc powinien wystrzegać się, jak żeglarz rafy, i usilnie starać się, by w jego czynnościach widziano wielkość, dzielność, powagę i siłę, a co się tyczy prywatnych spraw poddanych, dążyć do tego, by jego wyrok był nieodwołalny i by on sam wyrobił sobie wśród ludzi taką opinię, żeby nikt nie pomyślał o oszukaniu go ani o podejściu. Książę, który cieszy się taką opinią jest bardzo szanowany, a przeciw temu, kto jest szanowany, bardzo trudno spiskować i trudno napadać na niego, ponieważ widzi się w nim człowieka znakomitego i przez swoich szanowanego. Bowiem książę musi mieć dwie troski, jedną wewnętrzną, odnośnie do swych poddanych, drugą zewnętrzną, odnośnie do możnych sąsiadów; przed tymi ostatnimi obroni się dobrym wojskiem i dobrymi przyjaciółmi, a nigdy nie braknie mu dobrych przyjaciół, ilekroć będzie miał dobre wojsko; zawsze zaś, gdy stoją pewnie sprawy zewnętrzne, stać również pewnie będą wewnętrzne, jeżeli tylko nie zakłóci ich jaki spisek [...]
Źródło: Niccollo Machiavelli: Książę - tekst, [dostęp dnia 28.01.2014]
Władza i władca w Makbecie W. Szekspira
Poniżej znajdują się fragmenty Makbeta.
Makbet, Akt I, scena 3.
- Makbet
- do siebie
- Glamis i Kawdor! Najważniejszej jeszcze
- Brakuje rzeczy. [...]
- na stronie do Banka
- Wątpiszże widzieć twe dzieci królami,
- Gdy ci te same usta to przyrzekły,
- Które nazwały mnie tanem Kawdoru?
- Banko
- podobnież do niego
- Wieszczba ta, jeśli wiarę w niej położysz,
- Może zapalić w tobie niebezpieczną
- Żądzę korony. Często, przyjacielu,
- Narzędzia piekła prawdę nam podają,
- Aby nas w zgubne potem sieci wplątać;
- Łudzą nam duszę uczciwym pozorem,
- Aby nas znęcić w przepaść następstw; [...]
- Makbet
- do siebie
- Dwie wróżby, będące
- Niby prologiem świetniejszej przyszłości,
- Już się sprawdziły. […]
- Makbet
- wciąż do siebie
- Chceli los, abym był królem,
- Niech mię bez przyczynienia się mojego
- Ukoronuje. […]
Makbet, Akt II, scena 2.
- Makbet
- Jestli to sztylet, co przed sobą widzę,
- Z zwróconą ku mej dłoni rękojeścią?
- Pójdź, niech cię ujmę! Nie mam cię, a jednak
- Ciągle cię widzę. Fatalne widziadło!
- Słyszeć się daje odgłos dzwonka.
- Dalej! czas nagli; już dzwonka wezwanie
- Daje mi sygnał. Nie słysz go, Dunkanie,
- Bo tego dzwonka melodia straszliwa
- Do nieba ciebie lub do piekła wzywa.
- […]
Makbet, Akt III, scena 1.
- Makbet
- […] Toż więc sumienie sobie splugawiłem
- Dla rodu Banka, dla jego korzyści
- Zamordowałem zacnego Dunkana;
- Spokojność sobie zatrułem jedynie
- Dla rodu Banka i wieczny mój klejnot
- Wspólnemu ludzi nieprzyjacielowi
- Na łup oddałem po to tylko, żeby
- Ukoronować ród, nasienie Banka!
- O, niech się raczej ostateczność stanie.
- Losie, wyzywam cię w zapasy! […]
Makbet, Akt III, scena 6.
- Lennox
- […] Słyszałem, że Makduf
- Z powodu kilku wyrazów niebacznych
- I nieprzybycia na ucztę tyrana
- Popadł w niełaskę. […]
- Lord
- Starszy syn Dunkana,
- Co go z praw rodu wyzuł przywłaszczyciel,
- Żyje na dworze Anglii, […]
- Abyśmy w czasie uczt, zabezpieczeni
- Od zbójczych nożów, mogli niezmyślone
- Hołdy oddawać i przyjmować prawe
- Nagrody, czego wszystkiego dziś łakniem. […]
- Lennox
- [...]Oby
- Błogosławieństwo prędzej mogło wrócić
- Temu krajowi, gniecionemu jarzmem
- Przeklętej ręki. […]
Makbet Akt IV, scena 1.
- Zjawisko
- Makbet! bądź mężny, nieugięty, srogi,
- Gardź siłą ludzką i skrytymi wrogi,
- Z tych bowiem, których rodziła kobieta,
- Nikt potężnego nie zmoże Makbeta.
- Znika.
- Makbet
- Żyj więc, Makdufie, niestrasznyś mi teraz.
- Wolę się jednak podwójnie zapewnić
- I wziąć od losu zakład: musisz umrzeć,
- Bym mógł fałsz zadać trwodze i spokojnie
- Spać przy łoskocie gromów. […]
- Lennox
- To dwóch rycerzy, panie, którzy waszej
- Królewskiej mości przywieźli wiadomość,
- Że Makduf zbiegł do Anglii.
- Makbet
- Zbiegł do Anglii?
- Lennox
- Tak, panie.
- Makbet
- Czasie, ty uprzedzasz straszne
- Moje ocknienie. Zamiary są wiatrem,
- Kiedy nie idą z wykonaniem w parze.
- Od dziś dnia każdy płód mojego mózgu
- Będzie bliźniącym bratem mojej ręki
- I przedsięwzięcie to ziszczę natychmiast:
- Napadnę zamek Makdufa, zdobędę
- Cały Fajf, oddam na pastwę żelazu
- Jego niewiastę, jego dzieci, wszystko,
- Co ma z krwią jego jakikolwiek związek.
- Dość tych przechwałek! Niech skutek dowodnie
- Odpowie słowom, nim zamiar ochłodnie. […]
Makbet Akt IV, scena 3.
- Makduf
- Idźmy wznieść raczej miecz nieubłagany
- I, jak przystoi prawym mężom, walczyć
- Za poniżone nasze gniazdo. Z każdym
- Nowym porankiem nowe wdów jęczenia,
- Nowy płacz sierot, nowe skargi głośno
- Biją w niebiosa, tak że te wydają
- Żałobny odgłos, jak gdyby toż samo
- Czuły co Szkocja i tak samo pomsty
- Wzywały. […]
- Malkolm
- […] Wierzę, iż kraj nasz upada pod jarzmem,
- Że jęczy, we krwi się pławi, że z każdym
- Nowym dniem nowa przybywa mu rana. […]
- Makduf
- Nie ma
- W zastępach piekieł szatana zdolnego
- Przewyższyć w złości Makbeta.
- Malkolm
- To prawda,
- Że on jest krwawy, gwałtowny, złośliwy,
- Fałszywy, chytry, drapieżny, wszeteczny,
- Pełen wszelkiego rodzaju ohydy,
Władza w baroku
Władca i władza w malarstwie barokowym
Jan Tricius, Jan III Sobieski w skórze leoparda, 1680,http://www.google.com/culturalinstitute/asset-viewer/portrait-of-john-iii-sobieski-in-a-leopard-skin/5AFdPYUh-EgN3A?hl=pl&projectId=art-project
Władza w oświeceniu
Władca i władza w Umowie społecznej J.J. Rousseau
Poniżej znajdują się fragmenty Umowy społecznej.
„Przez umowę społeczną traci człowiek swoją wolność przyrodzoną i nieograniczone prawo do wszystkiego, co go nęci i co może osiągnąć, zyskuje natomiast wolność społeczną i własność nad wszystkim co posiada".
„Przyznaję, że z tego, co każdy przez umowę społeczną oddaje, swojej mocy, swych dóbr, swej wolności, tylko część potrzebna jest wspólnocie; ale trzeba przyznać również, że tylko zwierzchnik jest sędzią w sprawie tej potrzeby. Wszystkie usługi, jakie obywatel może oddać państwu, winien natychmiast wykonać, skoro państwo tego żąda. Jednakże zwierzchnik nie może obarczać poddanych żadnym ciężarem niepotrzebnym dla wspólnoty. Nie może nawet chcieć tego, bo wobec praw rozumu nic nie powstaje bez przyczyny, podobnie jak przy prawach natury".
„Czymże jest właściwie akt zwierzchnictwa? Nie jest to układ przełożonego z podwładnym, ale układ całości z każdym ze swych członków; układ prawowity, bo opiera się na umowie społecznej; słuszny, bo wspólny dla wszystkich; korzystny, bo przedmiotem jego może być tylko dobro powszechne; i trwały, bo posiada gwarancję w sile publicznej i władzy najwyższej. Dopóki poddani polegają tylko takim układom, nie słuchają nikogo prócz własnej woli. Dlatego zapytać o to, jak daleko rozciągają się odnośne prawa zwierzchnika i obywateli, znaczy tyle co pytać, jak dalece ci ostatni mogą się zobowiązywać wobec siebie samych, każdy wobec wszystkich i wszyscy wobec każdego."
Źródło: http://piotrnapierala.blogspot.com/2011/02/1762-jj-rousseau-umowa-spoeczna.html
J.J.Rousseou: Umowa społeczna - tekst
Władza w romantyzmie
Władza i władca w Dziadach cz. III Adama Mickiewicza
Poniżej znajdują się fragmenty Dziadów III i zadania pomocnicze.
Dziady III Improwizacja Konrad jako władca
KONRAD
[...]
Ja kocham cały naród! - objąłem w ramiona
Wszystkie przeszłe i przyszłe jego pokolenia,
Przycisnąłem tu do łona,
Jak przyjaciel, kochanek, małżonek, jak ojciec:
Chcę go dźwignąć, uszczęśliwić,
Chcę nim cały świat zadziwić,
Nie mam sposobu i tu przyszedłem go dociec. [...]
Tę władzę, którą mam nad przyrodzeniem,
Chcę wywrzeć na ludzkie dusze,
Jak ptaki i jak gwiazdy rządzę mym skinieniem,
Tak bliźnich rozrządzać muszę. [...]
Chcę czuciem rządzić, które jest we mnie;
Rządzić jak Ty wszystkimi zawsze i tajemnie:
Co ja zechcę, niech wnet zgadną,
Spełnią,tym się uszczęśliwią,
A jeżeli się sprzeciwią,
Niechaj cierpią i przepadną.
Niech ludzie będą dla mnie jak myśli i słowa,
Z których, gdy zechcę, pieśni wiąże się budowa; -
Mówią, że Ty tak władasz!
Wiesz, żem myśli nie popsuł, mowy nie umorzył;
Jeśli mnie nad duszami równą władzę nadasz,
Ja bym mój naród jak pieśń żywą stworzył,
I większe niżli Ty zrobiłbym dziwo,
Zanuciłbym pieśń szczęśliwą!
Daj mi rząd dusz! - Tak gardzę tą martwą budową,
Którą gmin światem zowie i przywykł ją chwalić,
Żem nie próbował dotąd, czyli moje słowo
Nie mogłoby jej wnet zwalić.
Lecz czuję w sobie, że gdybym mą wolę
Ścisnął, natężył i razem wyświecił,
Może bym sto gwiazd zgasił, a drugie sto wzniecił -
Bo jestem nieśmiertelny! [...]
Ja chcę mieć władzę, jaką Ty posiadasz,
Ja chcę duszami władać, jak Ty nimi władasz.
(Długie milczenie)
(z ironią)
[...]
Teraz duszą jam w moję ojczyznę wcielony?
Ciałem połknąłem jej duszę,
Ja i ojczyzna to jedno.
Nazywam się Milijon - bo za milijony
Kocham i cierpię katusze.
Patrzę na ojczyznę biedną,
Jak syn na ojca wplecionego w koło;
Czuję całego cierpienia narodu,
Jak matka czuje w łonie bole swego płodu.
Cierpię, szaleję - a Ty mądrze i wesoło
Zawsze rządzisz,
Zawsze sądzisz,
I mówią, że Ty nie błądzisz! [...]
Widzisz, żem pierwszy z ludzi i z aniołów tłumu,
Że Cię znam lepiej niźli Twoje archanioły,
Wart, żebyś ze mną władzą dzielił się na poły [...]
Dziady III Akt I, scena 6. Car jako władca we śnie Senatora.
BELZEBUB
Jak zbyt nastraszysz raz,
Gotów przypomnieć sen,
Gotów oszukać nas,
Wypuścisz ptaka z rąk.
DIABEŁ I
(pokazując sennego)
Ależ braciszek ten,
Ten mój najmilszy syn,
Będzież on spał bez mąk?
Nie chcesz? - ja męczę sam. [...]
SENATOR
(przez sen)
Pismo! - to do mnie - reskrypt Jego Carskiej Mości!
Własnoręczny, - ha! ha! ha! - rubli sto tysięcy.
Order! - gdzie - lokaj, przypnij - tu. Tytuł książęcy!
A! - a! - Wielki Marszałku; a! - pękną z zazdrości.
(przewraca się)
Do Cesarza! - przedpokój - oni wszyscy stoją;
Nienawidzą mnie wszyscy, kłaniają się, boją.
Marszałek - Grand Contrôleur - ledwie poznasz, w masce.
Ach, jakie lube szemrania,
Dokoła lube szemrania:
Senator w łasce, w łasce, w łasce, w łasce, w łasce.
Ach, niech umrę, niech umrę śród tego szemrania,
Jak śród nałożnic moich łoskotania!
Każdy się kłania,
Jestem duszą zebrania.
Patrzą na mnie, zazdroszczą - nos w górę zadzieram.
O rozkoszy! umieram, z rozkoszy umieram!
(przewraca się)
Cesarz! - Jego Imperatorska Mość - a! Cesarz wchodzi,
A! - co? - nie patrzy! zmarszczył brwi - spójrzał ukosem?
Ach! - Najjaśniejszy Panie - ach! - nie mogę głosem -
Głos mi zamarł - ach! dreszcz, pot, - ach! dreszcz ziębi, chłodzi. -
Ach, Marszałek! - co? do mnie odwraca się tyłem.
Tyłem, a! senatory, dworskie urzędniki!
Ach, umieram, umarłem, pochowany, zgniłem,
I toczą mię robaki, szyderstwa, żarciki.
Uciekają ode mnie. Ha! jak pusto! głucho.
Szambelan szelma, szelma! patrz, wyszczyrza zęby -
Dbrum - ten uśmiech jak pająk wleciał mi do gęby.
(spluwa)
Jaki dźwięk! - to kalambur - o brzydka mucho;
(opędza koło nosa)
Lata mi koło nosa
Jak osa.
I epigramy, żarciki, przytyki,
Te szmery - ach, to świerszcze wlazły mi w ucho:
Moje ucho, moje ucho!
(wytrząsa palcem ucho)
Jaki szmer! - kamerjunkry świszczą jak puszczyki,
Damy ogonem skrzeczą jak grzechotniki,
Jaki okropny szmer! śmiechy! wrzaski:
Senator wypadł z łaski, z łaski! z łaski, z łaski.
Historia kupca Kanissyna
LOKAJ
Człowiek kupca Kanissyna
Czeka i jakiś Panu rejestr przypomina.
SENATOR
Rejestr? jaki tam rejestr? - kto?
SEKRETARZ
(wstając od stolika)
On powiada, że jeśli Pan zapłatę zwleka,
On zrobi proces.
SENATOR
Napisz grzecznie, niechaj czeka.
(zamyśla się)
A propos - ten Kanissyn - trzeba mu wziąć syna
Pod śledztwo. - Oj, to ptaszek!
SEKRETARZ
To mały chłopczyna.
SENATOR
Oni to wszyscy mali, ale patrz w ich serce -
Najlepiej ogień zgasić, dopóki w iskierce.
SEKRETARZ
Syn Kanissyna w Moskwie.
SENATOR
W Moskwie? - a, voyez-vous,
Emisaryjusz klubów. - Czas zabieżeć temu,
Wielki czas.
SEKRETARZ
On podobno u kadetów służy.
SENATOR
U kadetów? - voyez-vous, on tam wojsko burzy.
SENATOR
[...] Hej, dyżurny! - We dwadzieście cztery
Godzin wysłać kibitkę i zabrać papiery.
Zresztą ojciec lękać się nas nie ma przyczyny,
Jeśli syn dobrowolnie przyzna się do winy.
Historia młodego Rollisona
PELIKAN
Niech Pan Senator uważy,
Iż mimo tajemnicy i czujności straży
O biciu Rollisona niechętne osoby
Wieść roznoszą, i może wynajdą sposoby
Oczernić przed Cesarzem nasze czyste chęci,
Jeśli się temu śledztwu prędko łeb nie skręci.
DOKTOR
Właśnie ja rozmyślałem nad tym, Jaśnie Panie.
Rollison od dni wielu cierpi pomieszanie;
Chce sobie życie odjąć, do okien się rzuca,
A okna są zamknięte...
PELIKAN
On chory na płuca;
Nie należy w zamknionym powietrzu go morzyć;
Rozkażę mu więc okna natychmiast otworzyć.
Mieszka na trzecim piętrze - powietrza użyje... [...]
Jakże Pan z Rollisonem każe decydować?
Jeżeli on dziś jeszcze... umrze, to?...
SENATOR
Pochować; [...]
Zadania pomocnicze do fragmentu:
Jaki jest temat rozmowy?
Jaką władzą dysponuje Nowosilcow i do czego ją wykorzystuje?
Jakim systemem wartości kieruje się Senator?
Co sądzisz o takim postępowaniu Nowosilcowa?
Jakie konteksty dostrzegasz w tekście?
Rozmowa z Księdzem Piotrem
KS. PIOTR
Jeśli kto władzę cierpi, nie mów, że jej słucha;
Bóg czasem daje władzę w ręce złego ducha.
SENATOR
Jeżeli cię powieszę, a Cesarz się dowie,
Żem zrobił nieformalnie, a wiesz, co on powie?
"Ej, Senatorze, widzę, że się już ty bisisz".
A ty, mnichu, tymczasem jak wisisz, tak wisisz. [...]
Rozmowa Senatora z Doktorem
DOKTOR
Właśnie przedstawiam pokornie,
To jest rzecz umówiona,i te wszystkie spiski
Kieruje, jak wiem pewnie, Książę Czartoryski.
[...]
DOKTOR
Przynajmniej jest mowa o księciu
W tych listach i o całym jego przedsięwzięciu,
I wielu profesorów - a głównym ogniskiem
Jest Lelewel. On tajnie kieruje tym spiskiem. [...]
Mnie też to kosztowało niemało zabiegów:
Ze szczupłej mojej płacy opłacałem szpiegów;
A wszystko z gorliwości o dobro Cesarza.
SENATOR
(biorąc go pod rękę)
Mon cher, idź zaraz, weźmij mego sekretarza.
Wziąć te wszystkie papiery i opieczętować;
(do Doktora)
Wieczorem będziem wszystko razem trutynować.
(do siebie)
Ja pracowałem, śledztwo prowadziłem całe,
A on z tego odkrycia miałby zysk i chwałę!
(zamyśla się)
(do Sekretarza w ucho)
Przyaresztuj Doktora razem z papierami. [...]
Władza we współczesności
Władca i władza w wierszu J. Tuwima Do prostego człowieka
Akurat, Do prostego człowieka (tekst: Julian Tuwim),
J.Tuwim, Do prostego człowieka - tekst
Władza w Tangu S. Mrożka
Tango Akt II
ALA - (ziewając) Czego chciałeś? [...]
ARTUR - Czy pomyślałaś już o tym, o czym ci mówiłem dziś rano? Zgadzasz się?
ALA - Żeby wyjść za ciebie za mąż? Przecież już mówiłam, że nie widzę potrzeby. [...]
ALA - Co mam zrobić?
ARTUR - Zgodzić się na ślub. Od tego zaczniemy. Żadne nielegalne związki, żadne życie ułatwione. Ślub jest mi potrzebny. [...] Kiedy ich tak dopadniemy, znienacka, raz wzięci w formę, już później się z niej nie wydostaną. Wciągnę ich w ślub, a ślub będzie taki, że nie będą mieli innego wyjścia, jak tylko wziąć w nim udział na moich warunkach. Zrobię z nich orszak weselny i mój ojciec będzie się musiał nareszcie pozapinać. Co ty na to? [...]
ALA – Poczekaj... [...]
Wchodzi ostrożnie do pokoju, zamykając za sobą drzwi po cichu. Artur czeka w napięciu. Cisza niczym nie zmącona. Artur przechadza się nerwowo. Scena oczekiwania przedłuża się, Artur patrzy na zegarek, chodzi coraz szybciej. Decyduje się wreszcie i z rozpędem otwiera na oścież oba skrzydła drzwi, tak aby ukazało się całe wnętrze pokoju. Ukazuje się tam obraz następujący: pod nisko zwieszoną lampą, która rzuca silne światło na okrągły stolik, siedzą: Eleonora, Edek, Eugenia i Stomil, grając w karty. Stomil właśnie wykłada kartę.[...]
ARTUR - (uderzając pięścią w stolik) Dosyć tego!
ELEONORA - Ależ myśmy dopiero zaczęli! [...]
ARTUR - Nie chcieliście po dobroci, to ja was zmuszę! Koniec gry! [...]
STOMIL - (siląc się na surowy ton) Posłuchaj no, Arturze, nie jesteś już dzieckiem i przykro mi, że muszę do ciebie przemawiać w tym tonie, ale ze względu na matkę... Artur wyciąga mu rewolwer z kieszeni piżamy. Wszyscy zrywają się od stolika.
EUGENIA - Przecież to furiat! Stomilu, dlaczegoś go spłodził? Co za lekkomyślność!
STOMIL - A mama to niby nie wie?
EDEK - Panie Arturku, co pan...
ARTUR - Milczeć! Wszyscy do salonu! (zebrani wychodzą pojedynczo na środek sceny. Artur przepuszcza ich obok siebie. Do ojca, kiedy ten przechodzi koło niego) My jeszcze porozmawiamy. [...]
EUGENIUSZ - (do Artura) Co? Już?
ARTUR - Jeszcze nie. Czekam na odpowiedź.
EUGENIUSZ - Myślałem, że już. Słyszałem jakieś krzyki, przybiegłem czym prędzej.
ARTUR - Nic nie szkodzi, dobrze, że wujcio przyszedł. Niech wujcio tu zostanie i popilnuje ich trochę. Ja zaraz wrócę, (oddaje mu rewolwer)
EUGENIUSZ - Tak jest. [...]
ELEONORA - Czy wyście obaj zwariowali?
ARTUR - W razie czego kula w łeb. Zrozumiano?
EUGENIUSZ - Tak jest.
ELEONORA - To jakiś spisek! Mamo, twój brat jest gangsterem!
EUGENIA - Genek, rzuć to w tej chwili! Kto widział bawić się w Indian w twoim wieku! (próbuje wstać)
EUGENIUSZ - Hej tam, nie ruszać się!
EUGENIA - (zdumiona) Genek, przecież to ja, twoja siostra Eugenia!
EUGENIUSZ - Nie mam siostry, kiedy jestem na służbie.
EUGENIA - Na jakiej służbie, opamiętaj się!
EUGENIUSZ - Jestem na służbie idei.
ARTUR - Bardzo dobrze. Widzę, że mogę na wujciu polegać. Zostawiam was na chwilę. [...]
ELEONORA - Co chcecie z nami zrobić?
EUGENIUSZ - Przywrócimy wam godność, wy, upadłe społeczeństwo. Zrobimy z was z powrotem ludzi z zasadami.
ELEONORA - Siłą?
EUGENIUSZ - Choćby i siłą, jeżeli nie można inaczej.
STOMIL - To kontrreformacja.
EUGENIUSZ - To wybawienie.
STOMIL - Wybawienie? Od czego?
EUGENIUSZ - Od waszej przeklętej wolności. [...]
ARTUR - Kto mógł przewidzieć? Byłem pewien, że ją przekonałem, (woła) Ala, Ala! (ze złością) Żeby przez jedną głupią kuzynkę... To niemożliwe! (woła) Ala, Ala!
EUGENIUSZ - Przez kobietę upadły imperia.
ALA - (wchodzi) Ojej, nikt jeszcze nie śpi? [...]
ARTUR - Ja nie pytam o pogodę. Czy się zgadzasz?
ALA - Wolałabym się jeszcze zastanowić.
ARTUR - Odpowiedz natychmiast. Miałaś dosyć czasu. Pauza.
ALA - Tak.
EUGENIUSZ - Brawo!
ARTUR - Bogu niech będą dzięki. Przystąpmy więc do dzieła! (bierze Ale za rękę i prowadzi ja do sofy, na której siedzi Eugenia) Babciu, błogosławieństwo!
EUGENIA - (przestraszona, wskazuje na sofę) Zostawcie mnie w spokoju, ja wam nie przeszkadzam! [...]
ARTUR - (groźnie) Błogosławieństwo, babciu!
STOMIL - To jakieś niesmaczne żarty, dajmy temu spokój.
EUGENIUSZ - (tryumfalnie) Żarty się skończyły, żartujecie już od pięćdziesięciu lat. Stomil, pozapinaj się natychmiast! To są zaręczyny twojego syna, skończyło się porozpinanie. Genia, błogosław.
EUGENIA - Eleonora, co mam robić?
ELEONORA - Niech mama błogosławi, kiedy o to proszą. [...]
EUGENIA - (kładzie ręce na głowach Ali i Artura) Błogosławię was, moje dzieci... A niech was wszyscy diabli!
EUGENIUSZ - (wzruszony) Jak przed laty, jak przed laty...
ARTUR - (wstaje i całuje Eugenię w rękę) Dziękuję, babciu.
EUGENIUSZ - Stomil się zapiął! Nowe życie przed nami! [...]
ELEONORA - (przez łzy) Kiedy ślub?
ARTUR - Jutro.
EUGENIUSZ - Hurrra! Wygraliśmy!
Tango Akt III Władza totalitarna
ARTUR - Oszustwo, wszystko oszustwo... (zapada się w sobie)
STOMIL - (pochyla się nad nim) Jest zupełnie pijany. [...]
ARTUR - To nie była szansa. Myśmy się pomylili, to beznadziejne... [...]
STOMIL - Nie opowiadaj nam tu historyjek. Z rozpaczy się upiłeś.
ARTUR - Tak. Z rozpaczy także. Z rozpaczy, że forma nie zbawi świata.
EUGENIUSZ - A co?
ARTUR - (wstaje z klęczek, uroczyście) Idea!
EUGENIUSZ - Jaka?
ARTUR - A żebym to ja wiedział? Ale konwencja zawsze brała się z idei. [...]
ARTUR - [...] Edek! (wchodzi Edek) Zamknij wszystkie drzwi.
ELEONORA - Zamknij, Edziu, bo przeciąg. [...]
ARTUR - (zasuwając kotarę przed katafalkiem) Edek, do mnie! (Edek podchodzi do niego i staje na baczność. Artur bada mu bicepsy) Masz dobry cios?
EDEK - Niezły, proszę pana.
ARTUR - A umiałbyś w razie czego... (przeciąga palcem po gardle)
EDEK - (flegmatycznie, po pauzie) Pan się o coś pytał, panie Artku? Nie dosłyszałem... (pauza. Artur śmieje się niepewnie, jakby na próbę - i wyczekuje. Edek odpowiada podobnym "che che", Artur z kolei "che che" nieco już pewniejszym i głośniejszym, na co Edek"che che" crescendo. Artur klepie go po ramieniu) [...]
ARTUR - Skończone wszystkie niepewności. Przed nami droga jasna i czysta. Jedno będzie prawo i jedna owczarnia. [...]
ARTUR - Możliwa jest tylko władza! [...] Tylko władza da się stworzyć z niczego. Tylko władza jest, choćby niczego nie było. Oto jestem w górze, nad wami. W dole was widzę, w dole!
EUGENIUSZ - A to wymyślił!
ELEONORA - Arturze, zejdź natychmiast, pobrudzisz obrus!
ARTUR - Czołgacie się w prochu i pyle!
EUGENIUSZ - Czy pozwolimy, żeby on nas tak traktował? [...]
STOMIL - E tam, nie trzeba się przejmować. To tylko szczeniackie zabawy. Słowa, słowa, słowa. Jaką on ma władzę nad nami?
EUGENIUSZ - Słusznie. Na czym on opiera to swoje gadanie? Łączą nas tylko więzy krwi, a nie jakaś abstrakcja. Nic nam nie może zrobić.
ARTUR - Jaką? To bardzo proste. Mogę was zabić.
STOMIL - (unosząc się z fotela i opadając z powrotem) Zabraniam ci... wszystko ma swoje granice!
ARTUR - Granice można przekroczyć. Czyście mnie tego nie uczyli? Władza nad życiem i śmiercią, co może mi dać większe panowanie? Odkrycie proste i genialne. [...] Edek, ty mój posępny aniele boskiej abstrakcji, czy jesteś gotowy?
EDEK - Gotowy, szefku. [...]
ARTUR - Na początek rozwalimy wujcia.
ELEONORA - "Rozwalimy"... Fuj, co za uliczne wyrażenia!
STOMIL - I to właśnie teraz, kiedy mam niedobre ciśnienie... [...]
EUGENIUSZ - (uciekając) Szaleniec, zbrodniarz!
ARTUR - (wstaje z krzesła i wznosi rękę) Nie! Tylko człowiek, który się nie cofa przed jedyną możliwością. Jestem czysty jak sama natura. Czuję się wolny! wolny!
ALA - Artur...
ARTUR - Poczekaj. Najpierw zbawienie świata.
ALA - Ja cię zdradziłam z Edkiem. [...]
ARTUR - (ryczy) Mnie? [...] Ja chciałem was uratować, ja już byłem blisko... Wszystko psujecie, świat jest zły, zły, zły!
ALA - Chodź do mnie Arturku. (zbliża się do niego) Moje biedactwo, tak mi ciebie żal...
ARTUR - (odtrąca ją) Mnie? Żal? Ty śmiesz mnie żałować? [...] Odchodzę, ale nie zostawię was na ziemi. I tak nie wiecie, po co żyć. Gdzie jest ten twój słodki amant? Gdzie ten zgniły brzuch? Niech ja go wypatroszę, twego rannego ptaszka, (kręci się rozpaczliwie po pokoju, szukając po omacku na stole, na stolikach, nawet na sofie) Rewolwer!
Gdzie jest rewolwer?! Przez te przeklęte porządki nie można niczego znaleźć. Mama nie widziała gdzieś rewolweru.
(Edek zakrada się do niego od tyłu, wyjmuje z zanadrza rewolwer i kolbą z. rozmachem uderza Artura w kark. Artur osuwa się na kolana.[...])
ELEONORA - (biegnie do Stomila i szarpie go) Obudź się, twój syn umiera!
STOMIL - (otwierając oczy) Więc jeszcze i to? Niczego nie oszczędzicie? (wstaje z trudem i podtrzymywany przez Eleonorę zbliża się do Artura. Artur na środku sceny, wciąż w tej samej pozycji. Eleonora, Stomil i Eugeniusz stoją nad nim, Ala klęczy. Edek, na boku, siada wygodnie na fotelu)
ARTUR - (osuwając się na podłogę) Ja chciałem! Ja chciałem! (pauza)
ALA - (wstając z klęczek, mówi rzeczowo) Nie żyje. [...]
EDEK - Myślał dobrze, tylko był za nerwowy. Taki się nie uchowa.
Pozostali odwracają się ku niemu.
STOMIL - Milcz, kanalio, i opuść ten dom. Ciesz się, że nie żądamy od ciebie rachunku.
EDEK - A dlaczego miałbym teraz sobie pójść? Powtarzam: on myślał dobrze. Ja tu zostanę.
STOMIL - Po co?
EDEK - Teraz moja kolej. Wy będziecie mnie słuchać.
STOMIL - My? Ciebie?
EDEK - A dlaczegóż by nie? Widzieliście, jaki mam cios. Ale nie bójcie się, byle cicho siedzieć, nie podskakiwać, uważać, co mówię, a będzie wam ze mną dobrze, zobaczycie. Ja jestem swój chłop. I pożartować mogę, i zabawić się lubię. Tylko posłuch musi być.[...]
EUGENIUSZ - Ulegam przemocy, ale w duszy będę nim gardził.
EDEK - A gardźże sobie pan, tylko zdejmuj. No, ruszać się, raz-dwa! (Eugeniusz przyklęka i zdejmuje buty Edkowi) [...]
EDEK - Panie Geniu, zatańczymy sobie?
EUGENIUSZ - Z panem?... A wie pan, że nawet i zatańczę
Władca i władza w Cesarzu R. Kapuścińskiego*
Ryszard Kapuściński: Cesarz* fragm.
Bibliografia: Ryszard Kapuściński: Cesarz* fragm..